fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Joanna Lemańska, prezes Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN: nasze rozstrzygnięcia są wolne od polityki

Joanna Lemańska
tv.rp.pl
Ostateczny wynik wyborów cały czas jest w rękach sędziów Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego. Pierwsze orzeczenia, jakie w niej zapadły, oceniane są pozytywnie. Zastrzeżeń nie budzi również atmosfera pracy w Izbie – mówi jej prezes Joanna Lemańska.

Gorąco zrobiło się ostatnio wokół Izby Sądu Najwyższego, którą pani kieruje. Wszystko z powodu protestów wyborczych. Rozstrzygają je właśnie sędziowie z Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Wiadomo już, ile ostatecznie ich wpłynęło?

Ostatecznej liczby jeszcze nie znamy. Cały czas napływają te wysłane pocztą. Spodziewamy się, że będzie ich około 270.

Izba rozpoczęła już rozpoznawanie tych, które wpłynęły jako pierwsze. Jaki jest ich skutek?

Nie musimy czekać na zamknięcie wpływu. Protesty rozpoznawane są sukcesywnie. Zgodnie z przepisami mamy 90 dni na podjęcie uchwały w sprawie ważności wyborów. Regułą jest, by wszystkie protesty zostały rozpoznane przed upływem tego terminu.

Wśród protestów niektóre budzą szczególne emocje. Myślę tu o protestach Prawa i Sprawiedliwości w sprawie wyboru do Senatu w niektórych okręgach. Rozstrzygnięcia w trzech takich sprawach mamy już za sobą. Z jakim skutkiem?

Do tej pory rozpoznano 12 protestów, w tym trzy złożone przez pełnomocnika wyborczego Komitetu Wyborczego Prawa i Sprawiedliwości. Wszystkie te protesty pozostawiono bez dalszego biegu z tej przyczyny, że nie spełniały one wymogów formalnych – tzn. były złożone przed terminem lub nie wskazywały konkretnych zarzutów naruszeń prawa i dowodów na ich poparcie.

Mówiło się, że werdykt może być zgoła inny.

Pojawiły się spekulacje, jakie będzie rozstrzygnięcie, miały one jednak nie tyle wymiar merytoryczny, ile polityczny. Zapewniam, że wszystkie rozstrzygnięcia zapadające w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych wolne są od jakiegokolwiek aspektu politycznego, a ich jedyną podstawą jest prawo. Z satysfakcją przyjęłam komentarze po zapadłych orzeczeniach w sprawach wyborczych. Również nasze wcześniejsze orzeczenia były pozytywnie komentowane.

Czy sędziowie do składów trzyosobowych są wybierani w drodze losowania?

W Sądzie Najwyższym nie obowiązuje system losowego wyboru sędziów, który można spotkać w sądach powszechnych.

To kto wybiera sędziów do konkretnych protestów?

Zgodnie z regulaminem Sądu Najwyższego wpływające sprawy przydzielane są sędziom w kolejności alfabetycznej. Działa to jak mechanizm suwaka. Muszę jednak wytłumaczyć, że mogą pojawić się pewne luki pomiędzy numerami protestów a nazwiskami sędziów. Wynika to z tego, że – niezależnie od rozpoznawania protestów wyborczych – Izba działa normalnie, więc w tym czasie wpływają skargi nadzwyczajne czy skargi na przewlekłość postępowania i one także są przydzielane konkretnym sędziom z alfabetycznej listy.

Dotychczasowe decyzje sędziów Izby w sprawie protestów nie budziły żadnych wątpliwości? Zapadały jednogłośnie?

Nie wiem, czy były wątpliwości w składach orzekających. Nikt ze mną jako prezesem nie konsultuje przecież tych rozstrzygnięć. Mogę tylko stwierdzić, że w żadnym z dotychczasowych protestów dotyczących wyborów do Sejmu i Senatu RP nie zostało złożone zdanie odrębne. Natomiast szczególną wagę przykładam do zapewnienia transparentności procesu rozpatrywania protestów. Zdecydowałam się udostępnić treść protestów złożonych przez pełnomocników wyborczych poszczególnych komitetów wyborczych, na bieżąco przygotowujemy i publikujemy komunikaty prasowe. Sędziowie Izby starają się, aby po każdym takim rozstrzygnięciu możliwie szybko (najlepiej w dniu wydania orzeczenia) pojawiało się pisemne uzasadnienie. Każdy zainteresowany może więc niezwłocznie poznać argumentację sądu. To nowa polityka Sądu Najwyższego w sprawach wyborczych, mam jednak nadzieję, że przyczyni się ona do zwiększenia przejrzystości jednego z ważniejszych politycznych procesów społecznych, jakim są wybory.

Protesty wyborcze są związane z konkretnym wydarzeniem. Na co dzień Izba zajmuje się skargami nadzwyczajnymi, które do niej wpływają. Są z tym jakieś problemy?

Wnioski o wniesienie skarg nadzwyczajnych są kierowane do ściśle określonych podmiotów. W sumie do rzecznika praw obywatelskich i prokuratora generalnego wpłynęło ich ponad 10 tys. Są na bieżąco rozpoznawane i to tam podejmowane są decyzje o złożeniu skargi bądź nie.

Prokurator generalny regularnie wnosi skargi do Sądu Najwyższego. W sumie wpłynęło ich już około 40 i wedle mojej wiedzy przygotowywane są dalsze. Rzecznik praw obywatelskich wniósł dotychczas sześć skarg i od pewnego momentu – co nie jest tajemnicą, ponieważ publicznie o tym mówił – wstrzymał ich dalsze przekazywanie. Niezależnie jednak od jego motywacji trzeba zwrócić uwagę na sytuację kilku tysięcy ludzi, którzy proszą RPO o interwencję w ich ważnych życiowych sprawach.

Kiedy instytucja skargi wchodziła w życie, mówiło się, że zasypie Sąd Najwyższy i zablokuje Izbę. Tak się jednak nie stało.

Dziś, po roku działalności Izby, widać, że prognozowanej lawiny spraw nie ma. Po pierwsze – dobrze to świadczy o kondycji polskiego wymiaru sprawiedliwości. Po drugie – wpływ na taki stan rzeczy ma wspomniana wcześniej obstrukcja RPO. Po trzecie – trudno dziś jednoznacznie przyjąć, czy to stan stały.

Te skargi nadzwyczajne, które wpływają, dotyczą głównie spraw cywilnych. Istotą procedury jest, że muszą one najpierw przejść przez sądy powszechne. W grę wchodzą więc doręczenia, ewentualnie sporządzanie uzasadnień itp. Na tym etapie w praktyce jest wiele uchybień formalnych. Znaczna część spraw jest zatem zwracana do uzupełnienia. Ponieważ mamy do czynienia z nową instytucją, również sądy powszechne muszą się z nią oswoić. Myślę, że z czasem zniknie ta inercja w przekazywaniu spraw.

Nie zmienia to faktu, że kiedy podsumowano pierwsze miesiące funkcjonowania skargi, okazało się, że jest ich niewiele. Szybko podniosły się głosy, że należałoby zweryfikować i odchudzić etatowo Izbę. Jako argument przywoływano obciążenie w pozostałych izbach Sądu Najwyższego. Co pani na te zarzuty?

Jesteśmy specyficzną Izbą. Właściwie prawie wszystkie sprawy rozpoznajemy merytorycznie. Dla przykładu w Izbie Pracy i Ubezpieczeń Społecznych takich spraw jest ok. 40–35 proc. Praktycznie nie ma u nas zażaleń, czyli spraw o charakterze procesowym. Trudno więc nas wprost statystycznie porównać do pozostałych izb. Dominują u nas sprawy publiczne, które zgodnie z przepisami musimy załatwić w bardzo krótkim czasie. Waga i znaczenie tych spraw dla życia publicznego jest taka, że ustawodawca przewidział na ich rozpoznanie dwa dni, trzy, pięć i siedem dni, w innych przypadkach 30 dni czy dwa miesiące. Część z nich to sprawy nowe, stosunkowo niedawno wprowadzone do systemu prawnego. Weźmy np. początek kampanii wyborczej i odwołania od negatywnych uchwał Państwowej Komisji Wyborczej w sprawie rejestracji komitetów wyborczych czy list kandydatów. Ustawodawca przewidział na rozpoznanie takich skarg dwa dni, jednak kalendarz wyborczy tak się ułożył, że pracowaliśmy po kilkanaście godzin dziennie. Wtedy, kiedy spodziewane są skargi w określonych sprawach wymagających szybkiego rozpoznania, organizowane są dyżury sędziów, na ogół całej Izby, nigdy bowiem nie wiemy, ile takich skarg ostatecznie do nas trafi. Trudno też przewidzieć, ile protestów wyborczych zostanie złożonych. Zdarzyły się takie wybory, gdzie złożono ich ponad pół miliona.

Nie zrezygnuje więc pani z żadnych etatów?

Nie mam ich za dużo. Pracujemy nie tylko w okresie wyborczym, załatwiamy skargi nadzwyczajne, skargi na przewlekłość czy skargi kasacyjne w sprawach ochrony konkurencji i konsumentów czy antymonopolowych. To trudne i skomplikowane sprawy. Zresztą dobór sędziów w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych też nie jest przypadkowy. Wśród nas są specjaliści od prawa karnego, cywilnego, administracyjnego, międzynarodowego czy konstytucyjnego. To ciekawe doświadczenie – zderzenie poglądów różnych gałęzi prawa przy rozpoznawaniu poszczególnych spraw.

Skoro już mówimy o przewlekłości i skargach na nią. Czy z perspektywy spraw, które do was trafiają, można powiedzieć, że to największa bolączka polskiego wymiaru sprawiedliwości?

Jest to problem z pewnością ważny z punktu widzenia strony chcącej jak najszybciej uzyskać rozstrzygnięcie w swojej sprawie.

Temat atmosfery, jaka panuje dziś w Sądzie Najwyższym, stał się publiczny. Dwójka nowych sędziów Sądu Najwyższego poskarżyła się na zachowanie „starych" sędziów. Piszą o poniżaniu. Jak pani zdaniem pracuje się dziś w Sądzie Najwyższym? Dochodzą przecież głosy, że są w nim podziały.

Znam te wystąpienia. Rozumiem i szanuję subiektywne wrażenia poszczególnych sędziów. Zwłaszcza że sędziowie ci byli wcześniej związani z Sądem Najwyższym, czy jako sędzia orzekający na kilkukrotnej delegacji, czy jako wieloletni asystent. Jeden z nich został nawet wybrany na europejskiego sędziego roku, drugi był sędzią ad hoc Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Sama nie mam złych doświadczeń. Ale też i moja sytuacja jest inna. Funkcjonuję jako prezes Izby. W tym zakresie obecna współpraca z panią pierwszą prezes SN czy z prezesami pozostałych izb nie budzi żadnych zastrzeżeń, odbywa się merytorycznie i w dobrej atmosferze.

Tak było od początku?

Muszę przyznać, że byłam nieco zaskoczona początkami działalności. Spodziewałam się chyba czegoś innego. Nie przedstawiono nas pozostałym sędziom, nie wprowadzono szczególnie w obowiązujące procedury czy zwyczaje. Ale szybko sami daliśmy sobie z tym radę. Nieoceniona jest dla nas pomoc pracowników administracyjnych i asystentów. Mogę zapewnić, że w mojej Izbie atmosfera jest bardzo dobra.

Była pani radcą prawnym, jest nauczycielem akademickim, sędzią SN i prezesem Izby. Co z tych funkcji jest najtrudniejsze?

Zawsze tak uważałam, a teraz jestem wręcz pewna, że zawód sędziego powinien być koroną zawodów prawniczych. Moje doświadczenie z czasów, kiedy wykonywałam zawód radcy prawnego, bardzo mi dziś pomaga. Przykładowo w sprawach wyborczych – byłam autorką protestów w postępowaniach referendalnych czy wyborczych – to dziś wiedza praktyczna nie do przecenienia. Jeśli chodzi o doświadczenie wykładowcy akademickiego z tytułem doktora habilitowanego – ta wiedza jest również ogromną wartością. Na Uniwersytecie Jagiellońskim prowadzę zajęcia obejmujące również tematykę prawa wyborczego, jestem autorką publikacji. To oczywiście tylko wycinek mojej specjalizacji, niezwykle jednak doceniam w pracy sędziego Sądu Najwyższego wcześniejsze doświadczenia w łączeniu praktyki z pracą naukową. Zresztą wszyscy sędziowie Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych byli wybierani według podobnego klucza. Na 20 sędziów 18 ma stopnie lub tytuły naukowe. To również wyróżnia moją Izbę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA