fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Asystent sędziego - obowiązki a wynagrodzenie

123RF
Co z tego, że mamy „pewne wynagrodzenie", skoro jest ono nieadekwatne do obowiązków?

W odpowiedzi na artykuł sędzi Sądu Okręgowego w Warszawie Anety Łazarskiej, poświęcony stanowisku asystenta sędziego w sądach powszechnych („Asystent sędziego poszukiwany, poszukiwana"), pragnę przedstawić realia pracy w stołecznym sądzie z punktu widzenia asystenta.

Niejednokrotnie moje obowiązki polegają na jednoczesnej obsłudze referatów pięciu–ośmiu sędziów. Zdarzało się, że pracowałem w domu po godzinach, o czym oni wiedzieli. Za rzetelną, ciężką pracę otrzymywałem... więcej pracy. Dlatego z niesmakiem przeczytałem artykuł pełen roszczeń i oczekiwań stawianych aktualnym i przyszłym asystentom. Dowiadujemy się z niego, że nie spełniają pokładanych w nich nadziei, rezygnują z pracy w sądzie dla kariery w korporacjach prawniczych, a ich miejsca zajmują najgorsi prawnicy.

Szczególnie oburza fragment mówiący o niewątpliwych zaletach pracy na stanowisku asystenta. Za pisanie projektów wyroków, uzasadnień do nich, postanowień i zarządzeń, research orzecznictwa i komentarzy sąd może nam zaoferować stabilizację, stałą umowę i pewne wynagrodzenie. Obecnie jednak większość korporacji, kancelarii, a także sklepów wielkopowierzchniowych też zatrudnia pracowników na podstawie stosunku pracy, który zapewnia stabilizację i pewne wynagrodzenie. Warto dodać, że za te „przywileje" pracownicy dużych dyskontów otrzymują wyższe niż asystenci wynagrodzenie, opiekę medyczną i karty typu Multisport.

Wiele osób powie, że ich praca jest cięższa, ponieważ mają kontakt z klientem, którego muszą obsłużyć profesjonalnie i z uśmiechem na twarzy. Tymczasem poznałem wielu sędziów, którzy nierzadko są nieuprzejmi, aroganccy, nie szanują współpracowników, a w najlepszym razie są wobec nich obojętni. Codzienna praca staje się udręką, ponieważ nie każdy sędzia toleruje to, że asystent zwraca akta bez projektu wyroku. Zdarza się to często, gdy bez żadnych wskazówek asystent otrzymuje zadanie napisania projektu wyroku wraz z uzasadnieniem (na zapas). Ponadto asystenci dostają takie zadania jak szkolenie nowych asystentów i nierzadko aplikantów. Przypomnę, że to sędziowie pobierają wynagrodzenie za patronat nad aplikantem.

Dlatego nie zgodzę się z sędzią Łazarską, iż praca w sądzie to nobilitacja. W sądzie, w którym ona pracuje, poszukuje się np. kandydatów na asystentów, proponując im wynagrodzenie wyższe o 1000 zł przez trzy miesiące okresu próbnego. To kuriozum, ponieważ zwykle po okresie próbnym wynagrodzenie jest podnoszone, a nie obniżane. Czy takie dobre praktyki sądowe miała na myśli autorka?

Nieprawdą jest także, że przywilejem asystenta jest praca z doświadczonymi sędziami. W sądach rejonowych doświadczeni asystenci są przydzielani do pracy z absolwentami krakowskiej szkoły sędziów. Asystent zarabia 30 proc. wynagrodzenia asesora, choć jest nieocenioną dla niego pomocą. To asesor może uczyć się od asystenta z długim stażem metodyki pracy i rozumowania prawniczego.

Sędzia Łazarska wydaje się oderwana od rzeczywistości rynku pracy. Młodzi prawnicy poziomem wiedzy nie odstają od młodych sędziów. Znają języki, rozwijają się w wąskich dziedzinach prawa, orientują w biznesie, prowadzą negocjacje z kontrahentami, legitymują się dyplomami studiów podyplomowych, mają rozpoczęte przewody doktorskie. Poza uczciwą wypłatą prywatni pracodawcy są w stanie zaoferować im szkolenia, dopłaty do studiów podyplomowych i staże zagraniczne. W sądzie muszą zapomnieć o doskonaleniu zawodowym.

Ponadto dotychczas pracującym w sądach asystentom sędziów sądy nie są w stanie zapewnić przyzwoitego wynagrodzenia. Przy obecnym wzroście cen wypłata asystencka jest przeznaczana w 80 proc. na pokrycie kosztów utrzymania i opłat. Nikogo nie interesuje, że otrzymujemy „pewne wynagrodzenie", skoro jest ono tak niskie. Przy warunkach płacowych oferowanych przez sądy poczynienie niewielkich oszczędności jest niemożliwe, natomiast założenie rodziny wiąże się z koniecznością podjęcia dodatkowej pracy. To również jest problemem, bo asystent nie może świadczyć pomocy prawnej ze względu na specyfikę wykonywanej pracy. Niejednokrotnie po ośmiogodzinnym dniu pracy w sądzie podejmuje dodatkowe zatrudnienie jako kelner lub kasjer.

Widoczna jest ostatnio fala odejść z wymiaru sprawiedliwości i problemy kadrowe – szczególnie w Warszawie, gdzie rynek pracy oferuje większe możliwości. Receptą sędzi Łazarskiej jest zmiana systemu kształcenia i zmuszenie młodych prawników do co najmniej rocznego stażu w charakterze asystenta w sądzie. Pani sędzia zapomina jednak, że z niewolnika nie ma pracownika. Arogancja i egoizm, które przebijają z artykułu, mogą jedynie zniechęcić przyszłych absolwentów prawa do podejmowania pracy na stanowisku asystenta sędziego. Natomiast obecnych asystentów utwierdza w przekonaniu, że poza wygórowanymi oczekiwaniami nie mogą liczyć na nic więcej.

Autor jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji UW. Asystentem sędziego w Sądzie Rejonowym, pionie cywilnym.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA