fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Mazur: brak nominacji sędziów uderza w obywateli

Leszek Mazur
tv.rp.pl
Wzywamy prezesów sądów, by wysyłali całość dostępnych dokumentów do nominacji sędziowskich – mówi Leszek Mazur, przewodniczący KRS.

Krajowa Rada Sądownictwa, której jest pan przewodniczącym, opiniuje kandydatów na sędziów. Krótko mówiąc, decyduje o tym, kto zostaje sędzią i kto awansuje wyżej. Podobno macie z tym coraz większy problem. Czy procedura nominacyjna jest zagrożona?

Zagrożenia nie ma, ale pewne perturbacje się zdarzają.

A w ogóle jest zainteresowanie konkursami przed KRS? Pamiętamy przecież, że stowarzyszenia sędziowskie zgodnie apelowały do sędziów, by ci wstrzymali się z awansem przed nową KRS...

Nie narzekamy na brak zainteresowania. Liczby mówią same za siebie. Od początku kadencji zaopiniowaliśmy ponad 1,5 tys. kandydatów, w tym 550 pozytywnie. Z tej liczby 170 osób odebrało już nominacje od prezydenta Andrzeja Dudy, a kolejnych 105 oczekuje na nominacje, czyli jest już na ostatniej prostej.

Wróćmy do tych perturbacji. Na czym one polegają?

Niektóre zgromadzenia ogólne sędziów zobowiązały prezesów sądów do nieprzesyłania dokumentacji kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa. I jakkolwiek sama opinia zgromadzeń nie blokuje postępowania przed radą, to już niewykonanie tego kroku przez prezesa blokuje proces nominacji.

Ten problem dotyczy wszystkich sądów?

Nie. W tej chwili taki problem istnieje w Warszawie. Do niedawna był także w apelacjach gdańskiej i lubelskiej. Ostatnio jednak dokumentacja nadeszła.

Chce pan powiedzieć, że prezes Sądu Apelacyjnego w Warszawie poparł stanowisko zgromadzenia sędziów i bojkotuje Krajową Radę Sądownictwa?

W stolicy takie stanowisko zgromadzenia zapadło dwukrotnie. Skoro KRS nie dostała nazwisk sędziów i opinii o kandydatach, to znaczy, że prezes respektuje stanowisko zgromadzenia.

Macie jakiś plan alarmowy? Plan B?

Rada nie ma żadnych możliwości, by wpływać na decyzje prezesów. Przypomnę jednak, że nadzór zwierzchni nad prezesami sprawuje minister sprawiedliwości.

A on co może zrobić?

Może przypominać mu o obowiązkach, stosować sankcje pośrednie – np. obniżyć wynagrodzenie. A na koniec, jeśli one nie zadziałają, odwołać prezesa. To już jest ostateczność.

Można by zbagatelizować sytuację w Warszawie, gdyby nie to, że sądy w stolicy są największymi w kraju, najbardziej obciążonymi i najmniej sprawnymi. Wkrótce więc problem może się okazać coraz większy.

Zgadzam się. W Warszawie trwa kilkanaście konkursów. Do obsadzenia jest 100 etatów, startuje 200 kandydatów. Skala jest naprawdę duża.

Próbujecie jakoś apelować do sędziów?

Tak. Podjęliśmy w tej sprawie dwa stanowiska, były też wystąpienia ministra sprawiedliwości. Bez efektu. Stoimy na stanowisku, że opiniowanie kandydatów na sędziów jest uprawnieniem organów samorządu sędziowskiego, nie zaś przesłanką formalną przeprowadzenia procedury konkursowej przed Radą. Brak opinii zgromadzeń i kolegiów nie stanowi przeszkody do opracowania listy rekomendowanych kandydatów.

Wzywamy prezesów sądów do niezwłocznego przesyłania całości dostępnych dokumentów związanych z procedurą nominacyjną.

Co to oznacza?

Tyle, że prezesi sądów apelacyjnych lub okręgowych są zobowiązani do przedstawienia Krajowej Radzie Sądownictwa kandydatów zaopiniowanych przez zgromadzenia sędziowskie, o ile zgromadzenia te zechcą skorzystać z przysługujących im uprawnień. Rada przypomina też, że występowanie z wnioskiem o powołanie sędziego stanowi wyłączną prerogatywę Krajowej Rady Sądownictwa, której nie mogą wstrzymywać działania czy zaniechania innych organów państwowych lub samorządowych.

Sędziowie twierdzą, że należy wstrzymać się z konkursami, do czasu kiedy Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wypowie się w sprawie Krajowej Rady Sądownictwa...

Nie biorą pod uwagę, że postępowanie przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej trwa długo. Gdybyśmy my jako Rada prezentowali taki sam pogląd, to od roku nie podjęlibyśmy żadnych czynności. Nie zostałoby zaopiniowanych 550 kandydatów. Uważamy, że wszelkie działania polegające na powstrzymywaniu się od opiniowania kandydatów, odraczanie opiniowania kandydatów do czasu wydania orzeczenia przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawach pytań prejudycjalnych Sądu Najwyższego i inne podobne działania nie mają żadnego uzasadnienia w obowiązującym prawie. W dodatku stanowią główną przyczynę zwiększonych zaległości i przewlekłości w sądach, oczekujących na obsadzenie wakujących stanowisk sędziowskich.

To taki trochę szantaż...

Nie szantaż, tylko naturalne konsekwencje zachowania, jakie prezentują zgromadzenia. Przecież to oczywiste, że skoro sądy mają miliony spraw do załatwienia, a nie orzeka kilkuset sędziów, to trudniej im sobie z nimi poradzić.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA