fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Artur Nowak-Far o żądaniach Komisji Europejskiej w sprawie Trybunału Konstytucyjnego

Frans Timmermans
AFP
KE może żądać takich rozwiązań sporu, które są wykonalne - mówi prof. Artur Nowak-Far z Instytutu Prawa SGH, specjalista od prawa unijnego.

Komisja Europejska oczekuje, że strona polska w ciągu dwóch tygodni zaprezentuje rozwiązanie konfliktu wokół Trybunału. Wiemy jednak, że np. spór o sędziów może wymagać zmiany konstytucji. W normalnych warunkach zobowiązania niewykonalne nie wiążą, jak więc rozumieć oczekiwania Unii?

Artur Nowak-Far: Trzeba byłoby zapytać o to Komisję Europejską. Domyślam się, że Komisji chodzi o rozwiązania, które są wykonalne, a więc mieszczą się w granicach wyznaczonych przez ustawę zasadniczą – przecież podtekstem jej sugestii jest to, że obecny paraliż TK nie jest zgodny z Konstytucją RP.

Co może więc „udobruchać" Komisję? Projekt sensownej, w ocenie KE, ustawy o TK? Bo przecież nie wdrożenie finalnego rozwiązania, zwłaszcza konstytucyjnego, gdyż to wymaga czasu.

Albo taka ustawa, albo przyjęcie jako kompromisu formuły ustalonej przez Trybunał Konstytucyjny w jego wyroku.

Na ile realne jest zastosowanie przez Unię sankcji i jak Polska może się w takiej sytuacji bronić?

Zastosowanie sankcji nie jest realne, bo wymaga jednomyślności w Radzie UE, a tej najpewniej nie ma. Aby rząd któregoś z państw taką jednomyślność sprowokował, musiałby utracić akceptację własnych obywateli, rażąco naruszając ich wolności obywatelskie. Z takim przypadkiem w UE dotychczas nie mieliśmy do czynienia. Rządy, które nie naruszają drastycznie prawa, nie muszą się więc przed niczym bronić. Traktatowe ramy kontroli praworządności w UE są w tym zakresie „bezzębne".

Czy Unia testowała już tę procedurę?

Według mojej wiedzy nie.

Komisja podkreśla, że procedura praworządności może być stosowana w celu ochrony państwa prawnego w sytuacjach systemowego załamania, które niekorzystnie wpływa na działanie krajowych instytucji i mechanizmów. Czy ta procedura jest w Unii powszechnie akceptowana? Jakie są szanse podważenia jej legalności?

Uprawnienie Komisji do oceny, czy w danym państwie należącym do UE łamane są zasady demokracji i praworządności, wynika z traktatu o funkcjonowaniu UE.

Sama jednak procedura, w której Komisja dochodzi do swojej oceny, nie ma ram ujętych w wiążącym akcie unijnego prawa. W tym rozumieniu jest więc nieformalna. Polska może jednak zaskarżyć przyjętą opinię jako akt, który mimo wszystko wywołuje skutki prawne. Ewentualna skarga do Trybunału Sprawiedliwości UE byłaby na rękę także Komisji, bo z jej punktu widzenia dawałaby szansę na uznanie stosowanej przez nią procedury nieformalnej za właściwą do realizacji jej kompetencji traktatowych.

Więc skargą do ETS można wymachiwać, ale lepiej z niej nie korzystać, by procedury praworządności nie legitymizować?

Rząd powinien się zachowywać rozważnie – skargami się nie „wymachuje". Myślę, że – biorąc pod uwagę retorykę – musi mu raczej zależeć na przyjęciu mocnej podstawy procedury praworządności w UE. Chcę wierzyć, że rząd chce praworządności i pragnie ze wzmocnienia unijnej procedury praworządności uczynić swój projekt flagowy. Byłoby to spójne z nazwą ugrupowania politycznego, które rząd tworzy. Obywatele zdecydowanie chcą sprawiedliwości i dobrego prawa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA