fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Praca w sądzie - fabryka marzeń?

Adobe Stock
Krążą o nas mity, wcale nie greckie.

Niedawno przeczytałam wniosek sędziego o wstrzymanie wpływu spraw złożony do prezesa warszawskiego sądu. Wynika z niego, że ma w referacie ponad 20 spraw, w których akta liczą od 30 do 60 tomów, są skomplikowane i wielopodmiotowe. System przydzielił mu też sprawę liczącą 500 tomów!

Czy ktokolwiek jest w stanie przeczytać tyle dokumentów, dokonać ich analizy i jednocześnie prowadzić ponad 20 procesów, orzekać i sporządzać wyroki, w których sama sentencja liczy o najmniej 50 stron? Czy ktokolwiek zastanowił się, ile czasu potrzebuje sędzia do sporządzenia uzasadnienia w takiej sprawie? I jakie zaplecze kadrowo-organizacyjne ma w takim procesie?

Otóż sędzia ma do dyspozycji wysłużonego laptopa i pół asystenta, głównie do pomocy biurowo-technicznej. A przecież w sądach europejskich, zanim sprawa trafi na biurko sędziego, pracuje nad nią kilku, kilkunastu prawników.

Mity o pracy polskich sądów

Mitów jest wiele. Przykładowo, że w Polsce mamy znacznie więcej sędziów niż w innych krajach europejskich, a czas postępowań znacznie wykracza poza średnią europejską. Nikt jednak nie podjął się oceny obciążenia i zbadania warunków ich pracy. Tymczasem porównanie warunków pracy polskich i europejskich sędziów prowadzi do szokujących wniosków.

Nie znam kraju, w którym sędziowie byliby tak obciążeni i jednocześnie tak skrępowani regułami proceduralnymi wyroków i uzasadnień. Jakże inny jest system brytyjski, w którym sędzia prowadzi jedną dużą sprawę przez miesiąc. Na pełnomocnikach spoczywa ciężar przygotowania procesu, przesłuchania świadków, pełnomocnicy przygotowują też dla sędziego projekt rozstrzygnięcia. Sędzia prowadzi kilka spraw w roku, a nie 20 wielkich procesów jednocześnie! Dodatkowo nad sędziami polskimi wisi dziś już realna groźba dyscyplinarki za każde opóźnienie w pracy, bo przecież w świetle rygorystycznego orzecznictwa dyscyplinarnego sędziowie są karani nawet za opóźnienia w sporządzaniu uzasadnień.

Tysiące czynności procesowych

Specyfiką polskiego modelu rozstrzygania sporów jest jednoczesne nadawanie biegu wszystkim sprawom, które wpływają do sądu. Sąd od razu powinien się zająć sprawą, nadać jej bieg, wyznaczyć termin i najlepiej po pierwszej rozprawie wydać wyrok. W rezultacie tzw. referaty sędziów gospodarczych, cywilnych rozrastają się nawet do 1000 spraw. Nie lepiej jest w wydziałach karnych. Sędziowie muszą się zajmować wszystkimi sprawami w tym samym czasie. Co to oznacza?

Do każdej sprawy wpływa od kilku do kilkunastu pism w skali roku. Jeśli sędzia ma 1000 spraw, to w skali roku podejmuje kilka tysięcy decyzji co do pism procesowych. Z danych ujawnionych w 2014 r.: do Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy wpłynęło ponad 540 tys. listów. Wszystkie trafiły na biurka sędziów, którzy nie tylko musieli je przeczytać, ale i na ich podstawie podjąć czynności procesowe. Nikt bowiem nie dokonuje selekcji pism procesowych. Pracownicy sekretariatów sądowych zajmują się wyłącznie dołączeniem pism do właściwych akt.

Wokandy do podłogi

Model niemiecki: w sprawach gospodarczych maksymalnie dwa, trzy posiedzenia w tygodniu, bo tylko do tylu spraw sędzia jest w stanie się przygotować i wydać wyrok. Jeśli jest kilku świadków, to dla takiej sprawy rezerwuje się cały dzień. W sądach warszawskich wokandy liczą od dziesięciu spraw w wzwyż. Na sprawę sędzia ma od 30 minut do godziny. Pora lunchu w polskich sądach się jakoś nie przyjęła.

Co więcej, polskich sędziów rozlicza się za opóźnienia w złym planowaniu wokandy. Bo przecież sędzia powinien przewidzieć, ile czasu w każdej sprawie mogą potrwać zeznania świadków, tak aby nikt nie czekał na kolejną sprawę. Jak skorelować dziesięć spraw na wokandzie, tak aby wszyscy byli zadowoleni, nie wyłączając pracowników sądowych?

Wyrok od razu po rozprawie

Fenomenem na skalę europejską jest też obowiązek wydania wyroku od razu po przesłuchaniu świadków i zamknięciu rozprawy. W sprawach cywilnych i karnych odroczenie publikacji jest możliwe tylko w sprawach zawiłych. Tak jakby sędzia był maszyną, która prowadzi proces, koduje zeznania świadków i z automatu wyrzuca orzeczenie. Tymczasem w większości spraw potrzebuje czasu na analizę sprawy i materiału dowodowego oraz wykładnię prawa. Tym bardziej że nie ma jednej sprawy w tygodniu, tylko co najmniej dziesięć.

Wyrok bez uzasadnienia

W niemieckim modelu sędzia zamyka rozprawę i ma kilka tygodni, aby napisać wyrok od razu z motywacją pisemną, gdyż to jest organiczna jedność. Dopiero sporządzając pisemne motywy, dochodzi do ostatecznego rozstrzygnięcia w danej sprawie. Pozwala to mu też uniknąć błędów w rozumowaniu.

W Polsce ustawa obliguje sędziego do wydania wyroku bez pisemnego uzasadnienia. Gdyby sędzia miał je od razu sporządzać, nie można by wymagać tak wyśrubowanego pensum spraw na wokandę jak zwyczajowo przyjęte.

Uzasadnienie jest więc u nas sporządzane na wniosek stron lub w określonych sprawach z urzędu. Wymaga to odtwarzania procesu myślowego, perfekcyjnego przygotowania w trakcie samej analizy i niestety nierzadko skutkuje omyłkami.

Oczywiście ustawa nie zabrania sędziemu, aby sam napisał wcześniej pisemne uzasadnienie, jednak sędziowie tego nie czynią, bo może liczą na to, że strony wniosków nie złożą. Brakuje też czasu, gdyż wyrok ma być wydany od razu po postępowaniu i rozprawie, a do tego w kilku–kilkunastu sprawach co tydzień.

Myślę, że wielu sędziów doświadczyło, jak trudne jest weryfikowanie na piśmie swojego ustnego stanowiska, jak papier obnaża czasem niedoczytanie lub złe zrozumienie zeznań, dokumentów czy interpretacji przepisów. Dodatkowo sporządzając uzasadnienie na wniosek stron po 14 dniach, a czasem i później, sędzia musi na nowo czytać akta i przypominać sobie swój tok myślowy. Praca w takich warunkach niewiele ma wspólnego z efektywnością.

Uzasadnienie w 14 dni

Najbardziej chyba wyśrubowane reguły proceduralne rządzą terminami sporządzenia uzasadnienia. Sędzia ma na to zaledwie 14 dni. Ustawodawca nie uwzględnia jednak, że sędzia ma czasem kilka lub kilkanaście uzasadnień. Co więcej, wykonuje też czynności służbowe w przydzielonych mu kilkuset sprawach. Znam sędziów, którzy aby wyjść z zaległości uzasadnieniowych, biorą systematycznie urlop wypoczynkowy.

Sędzia powinien mieć 14 dni, ale na jedno uzasadnienie. Bo sprostanie tym wyśrubowanym wymaganiom proceduralnym wymaga nierzadko siły Herkulesa.

Fabryka marzeń

Jestem sędzią z wyboru, nie z przymusu. I będę, jak długo pozwoli mi na to sytuacja polityczna i zdrowie. Nie sądziłam jednak, że stanę się trybikiem w wielkiej maszynie. Poważnym zagrożeniem dla niezawisłości sędziowskiej jest tempo pracy w sądach, nastawienie na poprawę statystyki, a nie jakości orzecznictwa, i brak zaplecza kadrowo-organizacyjnego. Podane przykłady dowodzą, że wyśrubowane terminy i wymagania dotyczące organizacji pracy sędziego niewiele mają wspólnego z efektywnym zarządzaniem jego czasem pracy.

Czas najwyższy skończyć z mitem, że jednoczesne „napoczynanie" wszystkich spraw przyspieszy postępowania. Czas najwyższy dać sędziom wykwalifikowane i doświadczone zaplecze kadrowe. Czas najwyższy zaufać sędziom, odejść od archaicznej procedury i uelastycznić przepisy dotyczące terminów i zasad sporządzania uzasadnień.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA