fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Emocje w sądach: to sztuka zachować elementarny rozsądek - komentuje Marek Domagalski

Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Media zelektryzowały informacje z poznańskiego sądu, jak policjanci z miejskiego patrolu wpadli do sądu, by wylegitymować sędzię podczas rozprawy, bo wezwał ich niezadowolony z wyroku o alimenty podsądny.

Moim zdaniem to po prostu głupota podsądnego i policjantów. Policja przeprosiła i będą konsekwencje służbowe – to oczywiste, ale to okazja powiedzieć kilka słów o emocjach w sądzie.

Emocje są i będą w podsądnych, ale także niestety także w sędziach. Gdyby ktoś pochodził choćby jeden dzień po większym sądzie, to zapewne natknąłby się na kłótnie, zniewagi, a nawet groźby, a ile ich jest jeszcze na sprawach prowadzonych niejawnie, rodzinnych, o alimenty?

Ten proces był właśnie o alimenty. Niezadowolony z wyroku podsądny poczuł się urażony wyrokiem (może też uzasadnieniem) i zadzwonił na policję, prosząc o interwencję. Że zestresowany najwyraźniej procesem podsądny stracił rozsądek, to mnie zbytnio nie dziwi, dziwi mnie, jak zareagowali policjanci. Że przyjechali na takie wezwanie do sądu (choć jest tam policja sądowa), weszli na salę rozpraw, przerywając rozprawę i usiłowali sędzię wylegitymować. Owszem zdarzyło mi się wiedzieć kilka razy, że policjanci wchodzili na rozprawę nawet SN, ale z informacją, że jest alarm bombowy.

Radzenie ludziom, których dotykają tragedie czy niesprawiedliwe wyroki, by trzymali na wodzy nerwy, byłoby czasem nieludzkie, ale można takim osobom poradzić, by wzięli raczej coś na uspokojenie. Albo poszli do sądu z zaufanymi osobami, nawet na zamkniętą rozprawę, by pomogli im utrzymać fason, gdyż może im to tylko pomóc w sądzie.

Co się tyczy policjantów z tego nieszczęsnego patrolu, to ewidentnie zabrakło im elementarnego obeznania z sądami i rodzi się pytanie, gdzie byli ich przełożeni. Czyżby policjanci najpierw wyruszali na wezwanie, a potem myśleli?

Nie zgadzam się jednak z komentarzem jednego ze stowarzyszeń sędziowskich do poznańskiego przypadku, że to sytuacja nie do wyobrażenia w demokratycznym państwie, gdyż w mojej ocenie jest to jednak odosobniony eksces.

Jak już mówimy o sędziach, to powiedzmy o sędzi warszawskiego WSA, który – w momencie kiedy poruszona bulwersującym wyrokiem dotyczącym afery z kamienicami córka śp. Jolanty Brzeskiej (ofiary tej afery) opuszczała salę rozpraw – zareagował... śmiechem. Choćby to były sekundy śmiechu, to nie była ani chwila, a i miejsce na takie gesty. Nie można się śmiać z ludzkiego bólu – to kwestia elementarnej kultury.

Emocje w sądach będą zawsze, po różnych stronach, sztuka zachować elementarną kulturę i rozsądek.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA