fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Prawo autorskie a wolność korzystania z dóbr kultury i finansowanie artystów

123RF

W dyskusjach o przyszłości prawa autorskiego pojawia się wiele wątków dotyczących finansowania kultury. Podnosi się, że model biznesowy działalności artystycznej oparty na przychodach z tantiem to już przeszłość, a artyści powinni zacząć zarabiać w inny sposób. Niestety, wciąż faktem jest, że sektor kultury w Polsce zarabia najmniej. Co prawda, Polacy wciąż chętnie chodzą na koncerty, do teatru czy opery, ale zazwyczaj wybierają ofertę promowaną w mediach lub cieszącą się renomą zdobywaną przez wiele lat. Tym samym artyści spoza głównego nurtu, młodzi czy niszowi muszą szukać innych źródeł utrzymania, co często szkodzi ich twórczości artystycznej albo nawet powoduje jej porzucenie na rzecz bardziej dochodowych profesji.

Ponadto swoboda dzielenia się dobrami kultury w internecie przyzwyczaiła nas do darmowego i natychmiastowego korzystania z utworów i dóbr chronionych prawami pokrewnymi – często bez jakiegokolwiek wynagradzania twórców, choćby poprzez opłaty z wyświetlonych reklam. Niestety ogromna skala tego korzystania w żaden sposób nie przekłada się na korzyści dla artystów, bez których wiele bardzo dochodowych „biznesów" nie miałoby racji bytu. Choć co pewien czas media informują o zamknięciu kolejnego portalu umożliwiającego dostęp do darmowej muzyki czy filmów, wciąż można mówić o publicznym przyzwoleniu na korzystanie z usług wątpliwej uczciwości dostawców.

Muzycy muszą funkcjonować w takiej rzeczywistości i się w niej odnaleźć. Nie jest to proste.

W tej sytuacji jednym ze zjawisk, które przybiera ostatnio na sile, jest crowdfunding, tak zwane finansowanie społecznościowe. Polega ono na tym, że poprzez specjalnie do tego przeznaczoną platformę internetową (np. odpalprojekt.pl, pomagam.pl, wspieramto.pl) artyści samodzielnie zbierają pieniądze na konkretny cel, np. wydanie płyty lub zorganizowanie koncertu.

Przykładem może być organizowane przez znajomych muzyków coroczne wykonanie oratorium „Mesjasz" Haendla z okazji świąt Bożego Narodzenia oraz „Pasji" J.S. Bacha na Wielkanoc. W opisie projektu na platformie pomagam.pl/mesjasz2015 można znaleźć następujące słowa: „Okazało się, że wykonawcy (czyli my) nie musimy z założonymi rękami czekać na telefon z Metropolitan, a widzowie (czyli Wy) nie musicie być skazani na repertuar teatrów instytucjonalnych. Można tworzyć coś swojego, wyjątkowego i indywidualnego! Razem!".

Crowdfunding zakłada, że wiele małych datków może złożyć się na sumę, która umożliwi realizację projektu bez wsparcia instytucjonalnego i bez pieniędzy od dużych sponsorów. Za wsparcie można otrzymać nagrodę, np. publiczne podziękowania, kartkę pocztową, a nawet prywatną lekcję śpiewu. Najpierw jednak artysta musi zaangażować ludzi w swój projekt i zbudować wokół niego społeczność, najczęściej za pomocą portali społecznościowych. Wymaga to wiele czasu i umiejętności z marketingu internetowego, w szczególności znajomości specyfiki działania social media. Z tego, co wiem, takich umiejętności nie uczy się w żadnej szkole czy uczelni artystycznej. A szkoda, bo zbudowanie i utrzymywanie dobrej relacji z publicznością może przynosić obopólne korzyści.

Od strony prawnej trzeba zauważyć, że crowdfunding w Polsce dopiero się rozwija i nie znalazł jeszcze odzwierciedlenia w konstrukcjach ustawowych. Dodatkowo sprawę kwalifikacji prawnej utrudnia fakt, że nie jest to zjawisko jednolite.

Sytuacja w kulturze (szczególnie tej wysokiej) nie jest prosta i nie wynika wyłącznie z kształtu prawa autorskiego, bardziej z braku powszechnej profesjonalnej edukacji muzycznej oraz modelu finansowania kultury, zarówno z portfeli zwykłych ludzi, jak i budżetu państwa. Czy drogą do poprawy tej sytuacji jest ograniczenie monopolu twórcy i rozszerzenie dozwolonego użytku? Czy wszyscy artyści powinni wziąć sprawy w swoje ręce, łącznie ze stwarzaniem sobie w ogóle możliwości wykonywania swojego zawodu? Ma to wiele plusów, np. powoduje większe zaangażowanie odbiorców, ale z pewnością nie jest to rozwiązanie dla wszystkich.

Środowiska postulujące głębokie zmiany w prawie autorskim, prowadzące do osłabienia monopolu twórcy i poszerzenia dozwolonego użytku, kierują się szczytną, konstytucyjną ideą równego dostępu oraz wolności korzystania z dóbr kultury. Z pewnością jest to ważny interes publiczny, który również powinien mieć odzwierciedlenie w przepisach prawa autorskiego, ale i w sposobie wynagradzania twórców.

Idealne prawo autorskie powinno zatem pozwalać twórcom zarabiać na swojej pracy, nie ograniczając przy tym prawa do korzystania z dóbr kultury. Trudność polega na tym, by wyważyć oba interesy. Zaburzając równowagę, można doprowadzić do sytuacji, w której, w imię dobra wspólnego, twórcy dóbr kultury zostaną pozbawieni prawa do zarobku. Jednocześnie przy zbyt szerokim monopolu twórcy w imię interesu prywatnego może dojść do ograniczenia wolności korzystania z dóbr kultury.

Dlatego, moim zdaniem, reformując prawo autorskie, powinniśmy skupić się na zbudowaniu instrumentów pozwalających na równomierną dystrybucję przychodów z komercyjnego korzystania z dóbr kultury, szczególnie w internecie, pomiędzy pośredników (np. serwisy streamingowe, firmy fonograficzne) a twórców oraz na dobrych i tanich mechanizmach przekazywania tych pieniędzy uprawnionym, w tym preferencjach podatkowych dla twórców.

Autorka jest prawnikiem, dyrygentem chóralnym. Wykładowcą na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina. Prowadzi blog prawomuzyki.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA