fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Krzysztof Uczkiewicz o uchwalaniu ustawy o Trybunale Konstytucyjnym

123RF
Ustawa z 25 czerwca 2015 r. o TK zachowała wszystkie wady poprzedniej i jeszcze ograniczyła dostęp obywateli do Trybunału. W debacie nad jego kondycją przemilcza się ten groźny regres – pisze prawnik.

Nie każdemu jest to wiadome i nie wszyscy chcą pamiętać, że obowiązująca do ubiegłego roku ustawa z 1 sierpnia 1997 r. o Trybunale Konstytucyjnym została uchwalona z rażącym pogwałceniem ówczesnego porządku konstytucyjnego, w szczególności zaś przepisów rozdziałów 4 i 7 konstytucji z 1952 r. w związku z art. 1 ustawy konstytucyjnej z 17 października 1992 r. o wzajemnych stosunkach między władzą ustawodawczą i wykonawczą Rzeczypospolitej Polskiej oraz o samorządzie terytorialnym. Naruszenie prawa polegało na przyznaniu Trybunałowi Konstytucyjnemu już w art. 1 rangi „organu władzy sądowniczej", mimo iż w myśl ustawy konstytucyjnej władza sądownicza przysługiwała wówczas wyłącznie „niezawisłym sądom". W konstytucji Trybunał usytuowany był poza systemem sądownictwa, w jednym rzędzie z Trybunałem Stanu, Najwyższą Izbą Kontroli i rzecznikiem praw obywatelskich (por. rozdział 6). Ponadto ustawa przyznała Trybunałowi Konstytucyjnemu prawo rozpoznawania indywidualnych skarg konstytucyjnych. Ten środek prawny był nieznany poprzedniej konstytucji i nie mieścił się w zakreślonych w niej granicach kompetencji Trybunału (vide: art. 33a). Obraza prawa była tu oczywista, a przy tym tak drastyczna, iż musi do dziś budzić zdumienie i przerażenie brak sprzeciwu wobec nowej regulacji któregokolwiek z organów państwa uprawnionych do zgłoszenia wniosku o stwierdzenie niezgodności ustawy z konstytucją (art. 22 ust. 1 ustawy z 20 kwietnia 1985 r. o Trybunale Konstytucyjnym) czy choćby samego Trybunału, który powołany był przecież do kontroli konstytucyjności ustaw także z urzędu (p. art. 22 ust. 2 tejże ustawy). Nie mówiąc już o mimetycznym milczeniu „acht und achtzig Professoren"...

Sejm nie miał prawa

Czytelnik może w tym miejscu zwrócić uwagę, iż owa ustawa o TK wprowadzała w życie to tylko, co zostało już uchwalone w nowej konstytucji z 2 kwietnia 1997 r., przyjętej następnie w referendum ogólnonarodowym 25 maja tegoż roku. Przecież władzę sądowniczą sprawować miały „sądy i trybunały" (por. art. 10 ust. 2 konstytucji), do których zalicza się z pewnością także Trybunał Konstytucyjny. Skąd zatem moje wątpliwości?

Przypomnieć znów muszę, że nowa konstytucja weszła w życie dopiero po upływie trzech miesięcy od ogłoszenia, tj. 17 października 1997 r. W dniu uchwalenia ustawy o TK nadal więc obowiązywał porządek wynikający z konstytucji z 1952 r. (a właściwie jej nieuchylonej części) oraz z postanowień ustawy konstytucyjnej. Sejm nie miał prawa uchwalać ustawy otwarcie niezgodnej z aktualną konstytucją, nawet wykonując zadania wynikające z konstytucji już uchwalonej i oczekującej na wejście w życie. Należy też pamiętać, że umocowanie do uchwalenia ustawy o TK zarówno obecnie, jak i w poprzednim stanie prawnym wynikało wprost z konstytucji. Skoro Sejm nie mógł działać z delegacji art. 197 nowej konstytucji, gdyż ten przepis też jeszcze wówczas nie funkcjonował, podstawą uchwalenia ustawy mógł być wyłącznie przepis kompetencyjny w art. 33a ust. 6 konstytucji poprzedniej. Wzorcem oceny nowej ustawy mogły być zatem tylko dotychczasowe przepisy rangi konstytucyjnej, z którymi, jak już rzekłem, jest ona otwarcie i fundamentalnie niezgodna.

Jak z „Rejsu"

Ani poprzednia, ani nowa konstytucja nie przewidziały powołania jakichś „organów władzy sądowniczej". Z samej swej natury rozumiana po monteskiuszowsku władza sądownicza nie potrzebuje żadnych organów, skoro ma być w założeniu sprawowana przez niezawisłe sądy. Żaden sąd w RP nie korzysta z przymiotu „organu władzy sądowniczej", gdyż go nie potrzebuje. Po myśli art. 173 Konstytucji RP „sądy i trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz". Czy można jednak być jednocześnie władzą i jej organem? Precedensowe przyznanie Trybunałowi Konstytucyjnemu tej dwuznacznej, bo przywodzącej na myśl humor z filmu „Rejs" etykietki nie jest wszelako przypadkiem: ustawa nadała TK zasadniczo nowe, nader przy tym osobliwe kompetencje. Trybunał, odmiennie niż pozostałe sądy, uzyskał mianowicie od prawodawcy przywilej nierozpoznawania wpływających do niego spraw. Mógł zatem odtąd odmówić nadania dalszego biegu każdemu wnioskowi, jeśli wyznaczony sędzia swobodnie uznał go za „oczywiście bezzasadny". Choć postanowienie odmowne było formalnie zaskarżalne w drodze zażalenia, przyjęte nieostre kryterium „oczywistej bezzasadności" nie dawało wnioskodawcom wielu szans na jego zwalczenie.

Trzeba tu koniecznie wskazać, iż przyjęte w ustawie rozwiązanie było również otwarcie niezgodne z ładem konstytucyjnym. Ani poprzednia, ani obecna ustawa zasadnicza nie pozwala Trybunałowi na uchylanie się od rozpoznawania wpływających wniosków z przyczyn merytorycznych. Czy aby nie to właśnie, czyli przejściowy brak konstytucyjnego wzorca oceny, było przyczyną uchwalenia ustawy o TK jeszcze prze wejściem nowej konstytucji w życie?

Niegodne rozpoznania

Patent dla organu władzy sądowniczej na odmowę rozpoznawania spraw musiał się bardzo spodobać rodzimym teoretykom sądownictwa, skoro wkrótce został przyznany także Sądowi Najwyższemu. Od drugiej połowy lat 90. XX w. stale rosną uprawnienia SN do odsiewu spraw „niezasługujących" na rozpoznanie na etapie kasacyjnym. W ślad za tym w ustawie z 23 listopada 2002 r. o Sądzie Najwyższym także on obdarzony został nową ustrojową godnością „organu władzy sądowniczej". Widzimy w codziennej pracy, iż oba organy władzy sądowniczej w RP nie sprawują już obecnie wymiaru sprawiedliwości poprzez proste rozpoznawanie spraw, lecz poprzez badanie wyabstrahowanych z tych spraw problemów prawnych, które ewentualnie mogą mieć szersze znaczenie dla krajowego orzecznictwa bądź dla usunięcia uznanych za istotne dla państwa słabości w aktualnym systemie prawa. „Władza sądownicza" przejawia się tu w niczym niezawoalowanej swobodzie wyboru spraw do rozpoznania oraz ignorowaniu spraw niezasługujących na zainteresowanie jej „organów" z punktu widzenia tych celów. Nowa funkcja organów władzy sądowniczej przybliża je niebezpiecznie do sfery prawodawstwa, któremu faktycznie służy, ku gorzkiej satysfakcji przeciwników – utopijnej i obłudnej zdaniem wielu – koncepcji trójpodziału władz.

Nikomu to nie przeszkadza

Postępowanie przed obu organami władzy sądowniczej ma jeszcze jeden wspólny mianownik, a jest nim tzw. przymus adwokacki. Zarówno środki zaskarżenia składane do SN, jak i wnioski oraz skargi konstytucyjne muszą być sporządzone przez adwokata lub radcę prawnego, na których też spadają wszystkie praktyczne i etyczne skutki odmowy przyjęcia sprawy do rozpoznania. Autor skargi kasacyjnej bądź skargi konstytucyjnej musi zawsze w porę uświadomić klientowi, że nie można przewidzieć losów wniesionego środka prawnego, niezależnie od starań i wkładu pracy pełnomocnika, gdyż kryteria dopuszczenia sprawy do rozpoznania nigdy nie są pewne.

Ustawa z 25 czerwca 2015 r. o TK zachowała wszystkie opisane wady regulacji poprzedniej, idąc jeszcze dalej w ograniczeniu dostępu obywateli do Trybunału. Oto wyeliminowano z niej formalną możliwość zaskarżenia odmowy nadania wnioskowi bądź skardze konstytucyjnej dalszego biegu. Niemilknąca od miesięcy, ostra w tonie, a przy tym dezinformująca społeczeństwo debata polityków i różnej maści ekspertów nad obecną kondycją Trybunału przemilcza ten groźny dla praworządności regres, który najwidoczniej nie przeszkadza nikomu w kraju ani wśród tak chętnych do pouczania nas zagranicznym recenzentom.

Uważam, że należy odebrać obu organom władzy sądowniczej wszechwładny przywilej odmowy rozpoznania prawidłowo wnoszonych środków prawnych. Z punktu widzenia interesu stron wymuszone ustawowo autorstwo adwokata lub radcy prawnego powinno dawać wystarczającą rękojmię ich jakości i powagi. Każda arbitralna odmowa rozpoznania skargi sporządzonej przez profesjonalnego pełnomocnika w postępowaniu przed TK i SN jest wyrazem dezynwoltury i grubiaństwa władzy, przez co bardzo szkodzi wizerunkowi wymiaru sprawiedliwości. W imię zachowania choćby zewnętrznych oznak integralności ustroju państwa prawa należy też bezzwłocznie zeń wyeliminować niekonstytucyjną instytucję, jaką jest „organ władzy sądowniczej".

Autor jest wrocławskim adwokatem

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA