fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Spór o Trybunał: gdyby choć trochę zaufania...

Fotorzepa, Jerzy Dudek jd Jerzy Dudek
Twórcy konstytucji nie przewidzieli, że sam Trybunał będzie znacząco zaangażowany w konflikt polityczno-prawny – zwraca uwagę prawnik Marek Dobrowolski.

Na 9 marca została wyznaczona rozprawa Trybunału Konstytucyjnego w sprawie nowelizacji ustawy o TK (DzU z 2015 r., poz. 2217). Z formalnoprawnego punktu widzenia ustawa ta pozwala parlamentowi określić organizację Trybunału Konstytucyjnego oraz trybu postępowania przed Trybunałem (art. 197). Podwyższa m.in. liczbę sędziów wymaganą do orzekania w pełnym składzie, wprowadza wymóg przyjmowania orzeczeń kwalifikowaną większość składu oraz konieczność orzekania według kolejności wpływu. Paradoksalnie, aby dokonać oceny jej konstytucyjności, należałoby zastosować rozwiązania z tej właśnie ustawy. Dlatego wnioskodawcy wnoszą o wydanie orzeczenia na podstawie ustawy o TK, ale sprzed jej nowelizacji.

Wydaje się, że rozprawa ta będzie kulminacyjnym momentem sporu o Trybunał Konstytucyjny. Bezsprzecznie jego źródłem jest polityczny konflikt między ustępującą i aktualną większością sejmową o wybór nowych sędziów TK. Niepostrzeżenie jednak stroną tego sporu stał się także sam Trybunał, a przynajmniej tak jest postrzegany przez znaczną część opinii publicznej. W efekcie spór ten może doprowadzić do osłabienia jego pozycji ustrojowej i obniżenia autorytetu budowanego przez lata.

Kryzys będzie się pogłębiał

Konstytucja z 1997 r. zna procedury rozwiązywania sporów kompetencyjnych między organami państwa. Zasadniczą w nich rolę odgrywa właśnie Trybunał Konstytucyjny. Tego, że sam Trybunał będzie znacząco zaangażowany w konflikt polityczno-prawny, twórcy konstytucji nie przewidzieli. W związku z tym rozwiązanie trwającego kryzysu jest możliwe jedynie na drodze porozumienia najwyższych organów państwa. Politologicznie rzecz postrzegając, każda ze stron sporu posiada odpowiednie środki, jednak ich uruchomienie wymaga przynajmniej minimalnego zaufania, a z tym nie jest najlepiej. Jedni uważają bowiem, że celem większość rządowej jest doprowadzenie do paraliżu Trybunału, inni z kolei, że Trybunał będzie uchylał wszystkie ustawy realizujące program wyborczy większości rządowej. Nowelizacja jest kolejnym etapem sporu, stąd tak zdecydowane obostrzenie rygorów orzekania oraz brak vacatio legis.

Planowana rozprawa może stać się istotnym krokiem na drodze do rozsądnego rozwiązania nabrzmiałej sytuacji lub – przeciwnie – okazać się przeszkodą nie do pokonania na tej drodze. Jeśli sędziowie Trybunału uznają się za właściwych do rozpatrywania konstytucyjności tej ustawy na podstawie uchylonych, a więc nieobowiązujących przepisów, spór przejdzie w nową, o wiele radykalniejszą fazę. Znając logikę tego rodzaju wydarzeń, trzeba wskazać, iż jedyną reakcją strony przeciwnej będzie niepublikowanie rozstrzygnięcia podjętego w tym trybie. Takie sygnały płyną ze strony partii rządzącej. W tym ujęciu posiedzenie Trybunału zostanie zapewne potraktowane jako „prywatne" spotkanie sędziów. Podobnie Trybunał, chcąc działać konsekwentnie, będzie zmuszony wydawać kolejne rozstrzygnięcia na podstawie nieobowiązujących (wskrzeszonych!) przepisów ustawy, co doprowadzi do tego samego skutku (ich niepublikowania). Kryzys będzie się pogłębiał. Dalszą konsekwencją będzie usztywnienie większości sejmowej, a zmiana przynajmniej niektórych rozwiązań ww. ustawy – i tak trudna – stanie się wręcz niemożliwa. Przedłużanie się konfliktu musi doprowadzić do wykrystalizowania się większości zdolnej do przeprowadzenia odpowiedniej zmiany konstytucji.

Są pytania

Równie ważny, a może nawet ważniejszy, jest aspekt prawnoustrojowy możliwej decyzji Trybunału. Jeśli pominie ustawę, która została poprawnie przyjęta przez parlament, podpisana przez prezydenta i ogłoszona, to podważy zasadę domniemania konstytucyjności ustaw, która w świetle ustaleń doktryny prawa i utrwalonej linii orzeczniczej Trybunału jest fundamentem kontroli hierarchiczności norm, a w szerszym ujęciu: polskiego systemu prawa. Dopiero ogłoszenie wyroku Trybunału stwierdzającego niekonstytucyjność ustawy, po przeprowadzeniu postępowania kontrolnego, znosi bowiem domniemanie konstytucyjności zakwestionowanych norm (K 2/07; P 45/07).

Zgodnie z dotychczasowymi ustaleniami Trybunał nie ma także konstytucyjnych podstaw do niestosowania prawidłowo ogłoszonych przepisów ustawy czy negowania domniemania ich konstytucyjności bądź legalności przed orzeczeniem TK (P 75/14). Tak długo, jak przepisy prawa nie są uchylone w sposób przewidziany przez prawo, muszą więc być realizowane przez ich adresatów (P 23/15).

Pominięcie ustawy nowelizującej bez jej wcześniejszej eliminacji „zgodnie z zasadami systemu" narusza powyższe ustalenia. Konsekwencje takiego działania trudno obecnie oszacować, bo czy oznacza to, że Trybunał uzyskałby nową kompetencję? Czy mógłby w innej sytuacji – powodowany przekonaniem o szkodliwości i niedopuszczalności – pominąć kolejną ustawę? Czy mogłyby to uczynić także inne organy wymiaru sprawiedliwości (np. Sąd Najwyższy), a może jeszcze szerzej, także inne najwyższe organy państwa? Czy w takiej sytuacji zachowuje aktualność zasada przełamania na rozprawie zasady domniemania konstytucyjności ustawy oraz działania na przyszłość (ex nunc) orzeczeń o niekonstytucyjności ustawy?

Zapewne nie są to jedyne pytania, jakie może rodzić analizowana sytuacja. Sędziowie Trybunału podczas zaplanowanej rozprawy będą jednak musieli poszukać odpowiedzi na jeszcze jedno bardziej zasadnicze pytanie: czy brak w ustawie vacatio legis, a tym samym możliwości jej kontroli na starych zasadach jest wystarczającym powodem do odejścia od ugruntowanych i racjonalnych zasad systemu prawa, na których straży przez lata stał Trybunał? W moim przekonaniu można mieć co do tego wątpliwości.

Autor jest dr. hab. w Katedrze Prawa Konstytucyjnego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA