Rzecz o prawie

Adwokat Artur Nogal o ustawie o IPN: pułapki narodowościowej terminologii

Adobe Stock
Od odpowiedzialności moralnej do odszkodowaczej jest tylko jeden krok.

W ostatnich dniach burzę wywołała nowelizacja ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, która m.in. zakłada penalizację przypisywania państwu lub narodowi polskiemu niemieckich zbrodni w czasie drugiej wojny światowej. W tej sytuacji warto skupić się na pojęciu „narodu", które w rozmaitych wariantach było i jest używane w dyskusji. Zbyt bowiem lekko przenosi się dzisiejsze klisze narodowe na niezwykle skomplikowane realia II Rzeczpospolitej i zbyt lekko feruje wyroki, kierując się zasadą odpowiedzialności zbiorowej.

...Wszyscy obywatele Rzeczypospolitej

Otóż nagminne jest wykorzystywanie we wszelkich dyskusjach prawnohistorycznych niejasności słowa „naród" w języku potocznym i przenoszeniu ich na grunt prawny. W świetle prawa sprawa jest jasna – w preambule obowiązującej Konstytucji czytamy: „My, naród polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej". Takie jest podstawowe znacznie słowa naród i jedyne obowiązujące np. w świecie anglosaskim czy we Francji. Tamże pojęcia naród i wspólnota obywateli danego państwa są pojęciami tożsamymi. Oprócz tego znaczenia słowa naród, mamy jeszcze znaczenie potoczne, daleko bardziej płynne i oparte na poczuciu wspólnoty kulturowej: elementach obiektywnych tj. tradycji, religii języku, oraz subiektywnych, poczuciu łączności z daną grupą etniczną, albo też odgórnego zaszufladkowania w niej przez jakieś czynniki zewnętrzne. Współcześnie w Polsce pojęcia polityczne i kulturowe polskości bliskie są zlania: przez ostatnie pół wieku zdecydowana większość obywateli Polski czuje się też kulturowo Polakami. Z tej przyczyny niełatwo nam odróżniać pojęcie narodowości w obu znaczeniach.

Nie znaczy to jednak, że tak było zawsze. Wiek temu nie było w ogóle Polski, nie było więc obywateli polskich. W II RP obywatelstwo polskie mieli wszyscy mieszkańcy, ale kulturowo 1/3 z nich zaliczana była do mniejszości etnicznych.

Tego się już nie dowiemy

Dla zobrazowania złożonej sytuacji zacytuję fragment pamiętnika z czasu okupacji znakomitego przedwojennego prawnika Maurycego Allerhanda, przewodniczącego lwowskiej gminy żydowskiej w okresie międzywojennym, zamordowanego zresztą przez ukraińską policję pomocniczą w 1942 r.: „(...) Pułkownik (niemiecki) St. zapytał mnie, do jakiego stronnictwa politycznego należę. Odparłem, że nigdy nie zajmowałem się polityką, ale przyznaję się do narodowości polskiej. Gdy wyraził zdziwienie, że jako Żyd uważam się za Polaka, że można być Żydem innej narodowości niż żydowskiej, jako przykład przytoczyłem, że w Niemczech przed erą narodowosocjalistyczną było wielu Żydów, którzy się przyznawali do narodowości niemieckiej". (s. 34 „Zapiski z tamtego świata" Kraków 2003 r.).

Tego rodzaju stanowisko nie było bynajmniej wyjątkiem w II Rzeczpospolitej, jak wynika ze statystyk międzywojennych. Wśród mieszkańców II RP dość liczna była grupa Polaków wyznania mojżeszowego, stanowiła 3 proc. ludności państwa i 1 ogółu wyznawców judaizmu w Polsce. To były osoby, które w spisie podały narodowość polską i wyznanie mojżeszowe. Spis nie ujmował także odrębnie licznej grupy osób, które zmieniły wyznanie na katolickie. Do dzisiaj ta liczna rzesza ludzi jest pomijana w opracowaniach, gdyż nie przystaje do nacjonalistycznej wizji oddzielonych i zantagonizowanych narodów.

Powyższe uwagi poczyniłem w celu wskazania, jakie wątpliwości interpretacyjne nasuwa debata o narodach w kontekście drugowojennych zbrodni. W czasie drugiej wojny światowej mordercami ludności żydowskiej bywali przedwojenni obywatele polscy, ale ich ofiary również. Mordercami byli zapewne katolicy, ale może i ateiści, a ofiarami zapewne wyznawcy judaizmu. Ale może i przechrzczeni lub ateiści? Tego się już nie dowiemy. Podobnie jak tego, jaką narodowość w spisach deklarowali zabójcy i mordowani. Warto tu wskazać, że nawet obywatelstwo stron dramatu jest w okresie zbrodni wieloznaczne. Przed wojną mieli wszyscy polskie, ale w wyniku paktu Ribbentrop-Mołotow ziemie zajęte przez Sowietów zostały przyłączone do Białorusi i Ukrainy, i wszyscy mieszkańcy otrzymali 29 listopada 1939r. uchwałą prezydium Rady Najwyższej ZSRS przymusowo obywatelstwo sowieckie. Tym samym pojawił się nowy element w narodowościowym galimatiasie „Białorusini sowieccy" i „Ukraińcy sowieccy". Potem zaś terytoria te okupowali Niemcy, mając faktyczną władzę i oni ponoszą formalną odpowiedzialność za zbrodnie popełnione w czasie ich okupacji.

Erystyczne sztuczki

Powyższe niejasności w znaczeniu słowa „naród" są nadużywane w debacie publicznej w celu przypisania odpowiedzialności za mordy wojenne popełnione przez obywateli polskich narodowi polskiemu w znaczeniu konstytucyjnym, czyli wspólnocie politycznej, która działa poprzez swoich przedstawicieli.

W takim momencie przypisanie i przyjęcie odpowiedzialności oznacza już odpowiedzialność prawną wobec tych, którzy mienią się z kolei reprezentacją wspólnoty politycznej ofiar. A że zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają przedawnieniu, to niezależnie od upływu czasu możliwe jest podniesienie roszczeń. Ułatwia to kolejna sztuczka argumentacyjna, o której dalej. Otóż kolejnym zastosowanym zabiegiem erystycznym jest generalizowanie i utożsamienie jednostek z ogółem.

W czasie wojny często zdarzało się że pewna grupa morderców zamordowała grupę ofiar. Teraz, jeżeli jest taka możliwość, to w debacie publicznej pojawiają się określenia zbiorowe Polacy i Żydzi, co prowadzi w sposób zamierzony lub nie do wywołania wrażenia, że mamy tu do czynienia nie z incydentalnym wydarzeniem, ale z elementem jakiegoś ludobójczego planu, zgodnie z którym ogół Polaków zmierzał do wymordowania swoich żydowskich sąsiadów. No i za który ogół współczesnych obywateli Polski powinien poczuwać się do odpowiedzialności, chociaż zbrodnia była dziełem jednostek, a organy państwa polskiego (jedyna istniejąca realnie emanacja narodu) nie miały w tym czasie żadnej, ani formalnej ani faktycznej władzy nad terytorium okupowanej Polski. A że od odpowiedzialności moralnej do odszkodowawczej tylko jeden krok, możemy spodziewać się w przyszłości postawienia tej sprawy na płaszczyźnie prawnej.

Argumentów jest pod dostatkiem

Podsumowując, zauważmy że historia wykorzystywana jest przez moralistów do stawiania przykładów chwały i hańby, ale też przez polityków i prawników do wysnuwania mniej lub bardziej prawdopodobnych roszczeń sprzed wielu, wielu lat. Kilka miesięcy temu premier Indii domagał się od Anglii zwrotu słynnego diamentu Koh-i-Noor, znajdującym się obecnie w koronie królowej Anglii. Diament ten został podarowany królowej Wiktorii 170 lat temu, co nie jest przeszkodą, jak widać, w formułowaniu roszczeń.

Z tej przyczyny apeluję do polityków i mediów o oględność i precyzję w słowach przy debatowaniu o drugowojennych zbrodniach, tak aby nie dorzucać pozornych argumentów naszym oponentom, bo i tak mniej lub bardziej realnych mają pod dostatkiem.

Autor jest warszawskim adwokatem

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL