fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Polska-Rosja. Irracjonalne rozumienie historii

Od lewej: dyr. działu prawnego niemieckiego MSZ Friedrich Gauss, niemiecki minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop, Józef Stalin oraz minister spraw zagranicznych ZSRR Wiaczesław Mołotow
east news
Odpowiedzialność za wybuch II wojny światowej ponoszą Niemcy. Jest to oczywisty, bezdyskusyjny i niepodważalny fakt historyczny, potwierdzony wyrokiem Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze. Badania historyczne wskazują jednak na szereg czynników pośrednich, które przyczyniły się do wybuchu tej najstraszniejszej wojny w dziejach ludzkości.

Najważniejszym z nich był układ niemiecko-radziecki z 23 sierpnia 1939 roku, nazywany Paktem Ribbentrop-Mołotow, a w szczególności tajny protokół dodatkowy, który ustanawiał reguły podziału sześciu niepodległych państw europejskich: Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Finlandii i Rumunii. Była to zatem konwencja wojskowa przewidująca rozpoczęcie działań wojennych przez jedną ze stron umowy i akceptację lub zbrojne wsparcie przez drugą. Protokół był w rzeczywistości lakoniczna instrukcją rozbiorową: „Na wypadek terytorialno-politycznego przekształcenia obszarów należących do państwa polskiego, sfery interesów Niemiec i ZSRR będą rozgraniczone w przybliżeniu przez linię Narew-Wisła-San. Kwestia, czy i w interesie obu uznane będzie za pożądane utrzymanie niepodległego państwa polskiego zostanie definitywnie zdecydowane dopiero w ciągu dalszego rozwoju wypadków politycznych. W każdym razie oba rządy rozwiążą tę kwestię na drodze przyjacielskiego porozumienia”.

Ta oszczędna w słowach, upiorna formuła, jasno określała cele. Zapewniała swobodę operacyjną wojskom obu państw i wyznaczała ściśle ustalony podział łupów.

Przeczytaj też: Władimir Putin przegrywa wojnę o historię

Nawet historycy radzieccy nie mieli po wojnie żadnych wątpliwości, że tajny protokół dołączony do Paktu Ribbentrop-Mołotow doprowadził do napaści Niemiec na Polskę i wymazania jej z mapy Europy. Tę oczywistą zbrodnię przeciw pokojowi trzeba było po wojnie jakoś wytłumaczyć. Wkrótce sowieccy akademicy znaleźli bardzo prosty argument, który wyrażał się słowami z wydanego na łamach „Komunisty" artykułu z 1958 r.: „Pakt o nieagresji z Niemcami był obliczony na to, aby zyskać na czasie i wzmocnić nasze siły zbrojne (...) zyskać ponad 20 miesięcy, w ciągu których sytuacja strategiczna naszego kraju znacznie by się poprawiła, a siły zbrojne (...) poważnie wzmocniły".

Tak więc przez dziesięciolecia historiografia radziecka, a później rosyjska skrzętnie unikała tematu paktu Ribbentrop-Mołotow. Nieliczni, którzy ośmielali się o nim pisać, przekonywali, że pomysł stworzenia takiego przymierza wyszedł wyłącznie ze strony niemieckiej. Tylko garstka ośmielała się zrzucić całą winę na Stalina.

Ale nawet najbardziej twardogłowi i zakłamani propagandyści nie ośmielali się obrażać pamięci ofiar tej wojny, tak jak to robi w ostatnich dniach prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin. 67-letni polityk przejawia coraz silniejsze skłonnością do mieszania faktów, konfabulacji i nieodróżnienia pokrzywdzonych od krzywdzicieli.

Dowiedz się więcej: Putin robi z Rosji ofiarę wojny przed aneksją Białorusi

Nie dopuszcza do siebie myśli, że Pakt Ribbentrop-Mołotow jest wydarzeniem, które należy traktować wyłącznie w kategoriach spiskowych. To jedna z najbardziej wyrachowanych, choć okupionych straszną ceną sztuczek w historii świata - iskra, która podpaliła świat i kosztowała życie ok. 85 milionów ludzi, w tym aż 27 milionów obywateli Związku Radzieckiego. Zdumiewa, że ten rosyjski rewizjonizm historyczny reprezentuje człowiek, którego rodzice przeszli przez piekło głodującego Leningradu i stracili w tym mieście swoje pierwsze dziecko. Skąd ta nieustanna miłość do Stalina i te wszystkie próby jego usprawiedliwiania?

Niestety Władimir Putin nie jest odosobniony w swoim myśleniu. 70 lat sowieckiej indoktrynacji zrobiło swoje. Historiografia radziecka zawsze przedstawiała inwazję III Rzeszy na ZSRR z 22 czerwca 1941 r. jako niczym niesprowokowaną agresję na państwo, które kierowało się dotychczas polityką pokojową. W 1977 r. rząd ZSRR wydał nawet specjalną instrukcję określającą sposób przedstawiania przyczyn wybuchu Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i portretowania Stalina jako wielkiego wodza, który uratował ojczyznę. Obowiązuje ona do dzisiaj. Rosja zdjęła z siebie szary sowiecki płaszcz i założyła modne zachodnie ciuchy, ale mentalnie nadal tkwi w epoce Breżniewa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA