fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł Obronny

Żmije z Teksasu kuszą polską armię. Chcą modernizować "Kruka"

Bloomberg
Już nie Bell Helicopter, ale po prostu Bell będzie szturmował Polskę oferując śmigłowce uderzeniowe w ramach modernizacyjnego programu "Kruk".

Firma z Teksasu i Kanady, konkurent wielkiego śmigłowcowego "brata" z USA - Boeinga na polskim rynku zdecydowała się skrócić nazwę i przejść w tym roku gruntowny rebranding.

Cały proces zmiany identyfikacji wizualnej i logotypu ściśle wiąże się z nową wizją rozwoju firmy w nadchodzących latach i potrwa do końca przyszłego roku – poinformował zarząd. Lotniczy koncern zamierza w większym stopniu akcentować swoje zaangażowanie m.in. w innowacje.

- Bell od zawsze był czymś więcej niż wyłącznie producentem helikopterów. Nasz zespół przez ostatnie 80 lat skupiał się na pokonywaniu kolejnych barier i ograniczeń w lotnictwie, a nowa identyfikacja wizualna teraz w pełni oddaje ducha tego, czym się zajmowaliśmy i zajmujemy – mówi prezes i CEO Bell Mitch Snyder. - Nowe logo – ważka wpisana w tarczę - uchwyciło naszego ducha innowacyjności, nie umniejszając jednocześnie znaczenia głównej misji, jaką jest dostarczania klientom bezpiecznych i doskonałych śmigłowców - dodaje.

Zmiennowirnikowce wchodzą do gry

Najbardziej zauważalną zmianą wizerunkową oprócz nazwy, jest nowe logo. Prezes Snyder tłumaczy, że eksponując ważkę Bell chciał podkreślić swoje ciągłe doskonalenie w dziedzinie lotnictwa i rolę firmy, jako jednego z technologicznych pionierów w branży. Tarcza podkreśla natomiast jakość i niezawodność dostarczanych rozwiązań oraz nieskazitelną reputację firmy. - Ważka może wystartować i wylądować tam, gdzie chce - jednym słowem - reprezentuje mistrzostwo w locie, czyli coś, do czego dąży Bell – skomentował Snyder.

Aktualny rebranding Bell jest pierwszym od 1960 roku, kiedy Textron Inc. kupił firmę Bell Aircraft Corporation, z której następnie wydzielony został Bell Helicopter.

Obecny Bell to jeden z czołowych producentów komercyjnych i wojskowych, załogowych oraz bezzałogowych statków powietrznych startujących pionowo. Śmigłowce i inne konstrukcje Bella służą w ponad 120 krajach. Firma jest także pionierem w produkcji zmiennowirnikowców, innowacyjnych pionowzlotów łączących cechy śmigłowców i samolotów. Współtworzone z Boeingiem maszyny V-22 Osprey są już eksploatowane w US Army.

Teraz Bell stanął do wyścigu o warte ponad 10 mld zł zamówienia na uderzeniowe śmigłowce dla polskiej armii.

Plany programu modernizacyjnego "Kruk" powstały w wyniku analizy zagrożeń, w tym wydarzeń na Ukrainie i obejmują zakup kilkudziesięciu (mowa jest o 48 nowoczesnych helikopterach) uderzeniowych maszyn. Nowe śmigłowce szturmowe zachodniej proweniencji sukcesywnie zastępowałyby w Siłach Zbrojnych RP wycofywane ze służby latające czołgi Mi-24 rosyjskiej produkcji.

Teksański koncern bez kompleksów

W sztabach koncernu Bell (grupa Textron) w teksańskim Fort Worth i Amarillo słychać zapewnienia, że spółka w bitwie o polskie zamówienia gotowa jest do rywalizacji z wielokrotnie większym Boeingiem (jego szturmowe Apacze uchodzą za faworyta w Warszawie).

Nikogo zresztą nie dziwi, że Bell nie ma najmniejszych kompleksów. To przecież nie kto inny, jak teksański producent sprawdzonych w Wietnamie tysięcy maszyn Huey pierwszy wymyślił śmigłowce ataku, helikoptery ewakuacji medycznej czy wytrzymałe maszyny do obsługi morskich platform naftowych.

Teraz Bell (wespół zresztą z Boeingiem) nadaje impet rewolucji w śmigłowcowym transporcie za sprawą pionowzlotów: maszyny, takie jak V22 Osprey, od kilku lat są już eksploatowane w liniowych oddziałach Korpusu Piechoty Morskiej USA. Próby przechodzi już kolejne wcielenie zmiennoplatów - nowa rodzina potężnych pion wzlotów typu V280 Valor.

W polskiej grze o zamówienia na uderzeniowe śmigłowce w ramach programu Kruk Bell wystawił przeciw apaczom Boeinga maszyny AH 1Z Viper, skonstruowane pod dyktando Marines.

- Śmigłowiec musi być potężnie uzbrojony, manewrowy, ale ekonomiczny cenowo, prosty w obsłudze i niezawodny, zwłaszcza, gdy musi sobie radzić w prawdziwej walce, z dala od macierzystych baz. Te wszystkie cechy ma najnowsza "żmija" Bella, czyli AH 1Z Viper – zachwala koncern z Fort Worth i Amarillo.

Żmija marines

Viper uzbrojony jest w przeciwpancerne kierowane rakiety Hellfire i pociski niekierowane, a do tego pokładowe działko kal. 20 mm. Bartosz Głowacki lotniczy ekspert „Skrzydlatej Polski" zwraca uwagę, że najnowsze Żmije imponują możliwościami: perfekcyjnie dostosowano je do agresywnej doktryny Piechoty Morskiej. Zwłaszcza dzięki nowoczesnemu systemowi obserwacji i kierowania ogniem (elektrooptyczna głowica wyposażona w kamery i sensory i termowizyjne produkcji Lockheed Martin) załoga jest w stanie namierzyć i rozpoznać cel na kilkanaście kilometrów . A dzięki rakietom AIM-9 Sidewinder Vipery mogą niszczyć cele powietrzne – nieprzyjacielskie śmigłowce i drony.

Jednak, zdaniem ekspertów, piętą Achillesową AH1 Zulu jest małe rozpowszechnienie poza USA (oferty sprzedaży dopiero trafiły m. in. do Pakistanu i części krajów Wyszehradu), co w przyszłości może rodzić problemy związane z dostępnością obsługi czy części.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA