fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo prasowe

Piotr Kosmaty o zniewadze prasowej: Czy można nazwać polityka idiotą?

Adobe Stock
Wzburzenie nie wystarczy, by uzasadnić pogardliwą reakcję.

Na łamach prasy lub portalach internetowych często prezentowane są treści zniesławiające inne osoby, zwłaszcza gdy chodzi o debaty polityczne. Obok nich możemy odnaleźć także sformułowania noszące cechy zniewagi. Zarówno w pierwszym, jak i w drugim, przypadku może dochodzić do zachowań prawnokarnie wartościowanych.

Przestępstwo zniewagi jest zbliżone do przestępstwa zniesławienia, jednak są to odmienne typy czynów zabronionych. Zniesławienie dotyczy przede wszystkim faktów istotnych dla opinii publicznej, podczas gdy w zniewadze istotna jest forma krytycznego sądu o innym podmiocie. Znieważenie nie zawiera żadnej merytorycznej treści, co powoduje, że adresat ma utrudnione możliwości ustosunkowania się do niej.

Przepis art. 216 kodeksu karnego chroni godność osobistą każdej osoby, mającą charakter przyrodzony, niezbywalny i nierozerwalnie związaną z faktem bycia człowiekiem. Słusznie podkreśla się w doktrynie, iż przestępstwo znieważenia sprowadza się do zachowań, które według zdeterminowanych kulturowo i społecznie aprobowanych ocen, standardów i norm obyczajowych są wyrazem pogardy, poniżenia i uwłaczają czci drugiego człowieka. Nie chodzi tu zatem o samo lekceważenie czy nieokazanie szacunku, lecz o zachowanie zgoła poważniejsze.

A gdzie fakty

Zakwalifikowanie określonego czynu jako zniesławienia czy zniewagi może nastręczać trudności. Należy przede wszystkim mieć na uwadze, czy chodzi o zarzut dotyczący zachowania i właściwości pokrzywdzonego (zniesławienie), czy o zarzut obelżywy, ośmieszający, z reguły nieweryfikowalny w kategorii prawda-fałsz (zniewaga). W kwalifikacji zachowania mają znaczenie również okoliczności i kontekst zakwestionowanych określeń. SN w postanowieniu z 7 maja 2008 r., III KK 234/07, uznał, iż określenie „erotoman" skierowane do wykładowcy akademickiego nie jest określeniem znieważającym, lecz ma charakter zniesławiający. W realiach konkretnej sprawy zostało użyte w kontekście żartobliwym, a sam wpis zamieszczony został w portalu internetowym „O." przeznaczonym do oceniania wykładowców wyższych uczelni przez studentów.

W sprawie Szpiner v. Francja Trybunał przypomniał, że wypowiedzi będące osądami ocennymi mogą zostać uznane za nadużycie, jeżeli nie opierają się na żadnej podstawie faktycznej. W artykule prasowym opublikowanym tuż po zakończeniu procesu w sprawie tzw. gangu barbarzyńców adwokat pełnomocnik rodziny ofiary nazwał prokuratora, głównego oskarżyciela w sprawie, „genetycznym zdrajcą". Trybunał stwierdził, iż wzburzenie, na które powoływał się adwokat, nie wystarczało, by uzasadnić tak gwałtowną i pogardliwą reakcję z jego strony i uznał, iż wymierzona w postępowaniu dyscyplinarnym kara upomnienia była zasadna i nie stanowiła naruszenia wolności wyrażania opinii.

Słowem, pismem, gestem

Przestępstwo zniewagi w typie podstawowym, jak i kwalifikowanym należy do kategorii przestępstw powszechnych, co oznacza, że jego sprawcą może być każda osoba zdolna do ponoszenia odpowiedzialności karnej. W doktrynie dominuje pogląd, że zniewaga może być popełniona jedynie poprzez działanie. Pomimo że art. 216 k.k. nie precyzuje sposobów zachowania się sprawcy, należy przyjąć, iż chodzić tu będzie o znieważenie przy użyciu słowa, pisma, druku, wizerunku, a nawet gestu. Zniewagą będą nie tylko zachowania powszechnie uznane w społeczeństwie lub w danym regionie za wyrażające pogardę dla człowieka (np. nazwanie kogoś „świnią", „padalcem", „idiotą"), lecz także zachowania, które w środowisku obrażającego i obrażanego są uznane za znieważające.

Przestępstwo zniewagi jest czynem umyślnym, który może zostać popełniony zarówno w zamiarze bezpośrednim, jak i wynikowym. Sprawca musi zatem mieć świadomość co najmniej ewentualności poniżenia, a ponadto chcieć znieważyć (dolus directus) albo przewidywać, że jego zachowanie może mieć znieważający charakter i na to się godzić (dolus eventualis).

Zniewaga jest przestępstwem formalnym, bo do jego dokonania nie jest wymagany konkretny skutek, w szczególności by adresat poczuł się dotknięty w swej godności. Słusznie podkreśla się zatem, iż znieważyć można także osoby, które nie są zdolne do rozpoznania charakteru znieważającego określonego zachowania, np. osoby chore psychicznie lub dotknięte upośledzeniem umysłowym. Niewątpliwie jednak efekt musi zostać osiągnięty, bo zgodnie z § 5 ściganie odbywa się z oskarżenia prywatnego. Jest więc ono uzależnione od stanowiska i odczuć pokrzywdzonego.

Zachowanie z art. 216 k.k. musi być wymierzone w indywidualnie oznaczoną osobę fizyczną, przy czym możliwe jest znieważenie kilku osób, ale muszą być one zindywidualizowane. Do znieważenia może dojść w obecności pokrzywdzonego (zniewaga bezpośrednia), podczas jego nieobecności, lecz publicznie (gdy dotrze do wiadomości szerszego, bliżej nieokreślonego kręgu osób) oraz niepublicznie i pod jego nieobecność, lecz w zamiarze, aby zniewaga do niego dotarła (np. za pośrednictwem osoby trzeciej). W dwóch ostatnich przypadkach możemy mówić o tzw. zniewadze zaocznej.

W art. 216 § 3 k.k. ustawodawca przewidział możliwość odstąpienia od wymiaru kary w sprawach o zniewagę w przypadku tzw. prowokacji i retorsji. Pierwsza zachodzi, gdy zniewagę spowodowało wyzywające zachowanie znieważonego, druga gdy sprawca odpowiedział wzajemną zniewagą lub naruszeniem nietykalności cielesnej, co w przypadku zniewagi za pośrednictwem środków masowego przekazu w zasadzie nie będzie miało miejsca. Prowokacja i retorsja nie uchylają bezprawności czynu, jedynie upoważniają sąd do odstąpienia od wymierzenia kary. W judykaturze zaznacza się przy tym, że „brak jest podstaw do utożsamiania nagannego zachowania się pokrzywdzonego w przeszłości z pojęciem prowokacji" (wyrok SN z 27 czerwca 1973 r.).

Kwalifikacja czynu stypizowanego w § 2 następuje ze względu na sposób działania sprawcy, który posługuje się środkami masowego przekazu, co sprawia, że społeczna szkodliwość czynu ze względu na zasięg oddziaływania jest znacznie większa niż zniewagi zwykłej.

Zasłużył na inwektywę

Prawo do krytyki przysługujące dziennikarzowi nie może przeradzać się w formułowanie inwektyw i pomówień. Koresponduje to z treścią art. 12 ust. 1 pkt 3 prawa prasowego określającego obowiązek dbania o poprawność języka i unikania wulgaryzmów. Ponadto obowiązkiem dziennikarza jest działanie zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, w granicach określonych przepisami prawa, co wynika z art. 10 ust. 1 pr. pras. W judykaturze podkreślono, iż: „Od dziennikarzy – zwłaszcza w świetle regulacji prawa prasowego – powinno oczekiwać się, że będą kształtować i cywilizować model debaty publicznej. (...) Posługiwanie się inwektywami nie ma bowiem nic wspólnego z rzetelną informacją o poglądach prezentowanych przez liderów politycznych, o funkcjonowaniu instytucji państwa czy też o innych kwestiach budzących społeczne zainteresowanie oraz z ich oceną przedstawioną na łamach prasy, która – nawet negatywna – jest jak najbardziej społecznie pożądana, oczywiście o ile przybiera ona formę krytyki ad rem." (wyrok SA w Lublinie z 6 czerwca 2011 r.)

Standard wyznaczony orzecznictwem strasburskim traktuje bardziej liberalnie zniewagę popełnioną z wykorzystaniem środków masowego komunikowania, gdy chodzi o osoby publiczne. Trybunał wielokrotnie dopuszczał używanie wobec osób publicznych nieco ostrzejszych wyrażeń. Jako przykład można przywołać wyrok w sprawie Oberschlik v. Austria (II). Sprawa dotyczyła nazwania „idiotą" Jorga Haidera, przewodniczącego Austriackiej Partii Wolności. W orzeczeniu tym Trybunał uznał, że: „słowo idiota jest z pewnością polemiczne, lecz nie może być traktowane jako niepotrzebny osobisty atak, gdy dziennikarz wskazał obiektywne racje posłużenia się nim w odpowiedzi na prowokacyjne wystąpienie". Podobny kierunek został przyjęty w sprawie Milisavljević v. Serbia. Dziennikarka w artykule o dobrze znanej aktywistce praw człowieka Natašy Kandić napisała m.in., że „była nazywana wiedźmą i prostytutką". Sąd krajowy uznał, iż ze względu na nieumieszczenie tych słów w cudzysłowie dziennikarka milcząco uznała je za swoją własną opinię i skazał ją za zniewagę. Trybunał stwierdził, iż jakkolwiek słowa są obraźliwe, to brzmienie zdania wskazuje, iż tak aktywistka była postrzegana przez inne osoby, a nie przez samą dziennikarkę. Tym samym uznał, iż nawet bez cudzysłowu nie była to osobista opinia dziennikarski o Natašy Kandić, lecz jedynie jej relacja, jak była ona postrzegana przez inne osoby. Trybunał nie uznał, by zakwestionowane słowa mogły zostać zrozumiane jako nieuzasadniony atak osobisty na aktywistkę lub jej znieważenie. Nie dotyczyły one życia prywatnego lub rodzinnego zainteresowanej, lecz tego, jak była postrzegana zawodowo.

Z kolei w wyroku Długołęcki v. Polska Trybunał przypomniał, iż wolne wybory i swoboda wyrażania opinii, a w szczególności swoboda debaty politycznej, są podstawą każdego ustroju demokratycznego. Sprawa dotyczyła dziennikarza, który dwa dni przed wyborami samorządowymi opublikował w lokalnym biuletynie artykuł dotyczący polityka samorządowego, kandydata w tychże wyborach oraz byłego wójta gminy zawierający stwierdzenie, iż „jako wójt osiągnął szczyt niekompetencji kilka lat temu, lecz ta wpadka go nie zniechęciła i wczołguje się [on] ponownie na kolejny jej poziom". Dziennikarz został skazany na grzywnę za zniewagę. Trybunał uznał, że doszło do naruszenia art. 10 konwencji. W ocenie Trybunału twierdzenie dziennikarza było opinią, która mieściła się w granicach akceptowalnej krytyki osób publicznych. Wypowiedzi ograniczały się do oceny zawodowej sfery życia lokalnego polityka i zarzucały mu brak umiejętności politycznych, krytyczny komentarz nie dotyczył tym samym jego życia prywatnego ani rodzinnego i miał relatywnie wąskie grono odbiorców (lokalny biuletyn). Trybunał zauważył również, iż wypowiedź została poczyniona w toku gorącej debaty politycznej.

Dla dobra debaty

Podsumowując, warto podkreślić, iż, jak wspomniano w kontekście orzecznictwa strasburskiego, granice dopuszczalnej krytyki są szersze w przypadku osób publicznych, zwłaszcza polityków, bo swoboda debaty politycznej stanowi podstawę funkcjonowania demokratycznego społeczeństwa. Nie może to jednak prowadzić do przekraczania granic określonych przez m.in. ochronę dobrego imienia. Także fakt bycia aktywistą politycznym nie stawia poza obszarem działania norm prawa karnego. Okoliczności wyłączającej odpowiedzialność karną nie stanowi bowiem to, że celem posługiwania się zniewagą, a używając terminologii zaczerpniętej z orzecznictwa strasburskiego: złośliwym atakiem osobistym, jest pokonanie swych przeciwników politycznych – wyrok SA w Gdańsku z 30 stycznia 2002 r. ?

Autor jest prokuratorem Prokuratury Regionalnej w Krakowie delegowanym do Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA