fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo autorskie

Parlament Europejski przyjął dyrektywę o prawach autorskich

Adobe Stock
Portale internetowe wykorzystujące cudze teksty będą musiały dzielić się zyskiem z ich twórcami.

Stosunkiem 348 głosów za do 274 przeciw eurodeputowani przegłosowali dyrektywę o prawach autorskich. Negocjacje trwały ponad dwa lata, obfitowały w gwałtowne zwroty akcji, a ich uczestnicy znaleźli się pod niespotykaną presją ze strony biznesu, organizacji konsumenckich i pozarządowych.

Czytaj także:

Chrabota: Koniec wojny o prawa autorskie w dobie internetu

Dyrektywa o prawie autorskim : Polacy chcą, żeby koncerny dzieliły się z wydawcami

Krüger: Filtrowanie treści, to nie cenzura

Traple: Dyrektywa autorska, to nie cenzura tylko kompromis

Tułodziecki: Internet bez kontroli jest fikcją

Przyjęta wersja podoba się twórcom, czyli wydawcom czy firmom fonograficznym, lecz krytykowana jest przez portale, zwolenników nieskrępowanej swobody w sieci oraz organizacje konsumenckie.

Dyrektywa była konieczna, bo przepisy w tej dziedzinie pochodzą z 2001 r., a więc sprzed ery wszechobecnego internetu. Wprowadza zasadę dzielenia się zyskiem – portale, w szczególności te duże, jak Google czy Facebook, będą musiały płacić twórcom za powielane treści: artykuły prasowe, dzieła literackie, filmy czy muzykę. Państwa członkowskie będą musiały wprowadzić przepisy zgodne z dyrektywą w ciągu dwóch lat od opublikowania w dzienniku urzędowym. Mogą one więc wejść w życie wiosną 2021 r.

Sprawa dotyczy rynku wartego wiele miliardów euro. Dochody z praw autorskich, które pochodzą z wszystkich treści udostępnianych przez europejskich twórców na głównych platformach, szacowane są w UE na 22 mld euro. – Chcemy wydawcom dać takie przepisy, by jak równy z równym rozmawiali z platformami internetowymi – mówił Axel Voss, parlamentarny sprawozdawca dyrektywy. Dodał, że platformy zarabiają krocie na treściach tworzonych przez innych.

Do ostatniej chwili trwały próby zablokowania dyrektywy poprzez jej przeniesienie na przyszłą kadencję (propozycja Zdzisława Krasnodębskiego z PiS) albo wykreślenia z niej najbardziej kontrowersyjnego artykułu 13, który mówi o konieczności filtrowania dostarczanych przez użytkowników treści pod kątem łamania praw autorskich (zmiana popierana m.in. przez część europosłów PO). Ostatecznie dyrektywa została przyjęta bez dodatkowych zmian.

Polski rząd oprotestował nowe przepisy już wcześniej, na etapie prac w unijnej Radzie, ale znalazł się w mniejszości. Podobnie przeciw byli wszyscy europosłowie PiS i PSL, PO się podzieliła.

Izba Wydawców Prasy ocenia, że dyrektywa w części dotyczącej tzw. praw pokrewnych, czyli konieczności wynagradzania przez portale autorów przedrukowywanych czy linkowanych treści, da polskiej prasie ok. 50 mln zł dodatkowych przychodów rocznie. Już postanowiono, że połowa zostanie przekazana wydawcom, a połowa dziennikarzom.

– W interesie przemysłu internetowego jest nieograniczona ekspansja i możliwość wykorzystywania m.in. cudzych treści chronionych przez prawo. Próby uporządkowania tej sfery nazywają cenzurą. To nieporozumienie – uważa Oskar Tułodziecki, adwokat, K&L Gates Jamka, Kreatywna Polska.

Wzmacnia prawa wydawców i twórców

Dyrektywa wzmacnia prawa wydawców i twórców wobec koncernów internetowych. Bardzo ważny dla wydawców prasowych jest art. 11. Przewiduje, że wydawcom będą przysługiwały prawa pokrewne za wielokrotne powielanie oraz publiczne odtwarzanie ich prac. Ma to dać efektywny instrument dopominania się o wynagrodzenie od portali internetowych czy wyszukiwarek typu Google News, dostarczających czytelnikowi za darmo treści z gazet.

Przepis nie dotyczy natomiast indywidualnych użytkowników internetu – oni będą mogli cytować i zamieszczać linki. Nie ma też mowy o żadnych ograniczeniach przepływu informacji: publikowanie byłoby dozwolone, pod warunkiem że pośrednik zapłaciłby wydawcy dostarczającemu oryginalną treść. Hiperłącza do artykułów informacyjnych, wraz z „pojedynczymi słowami lub bardzo krótkimi fragmentami", mogą być udostępniane bezpłatnie.

Z kolei art. 13 dyrektywy mówi o konieczności filtrowania dostarczanych przez użytkowników treści pod kątem łamania praw autorskich. – Skończy się to ostrożnością platform, one mają wziąć na siebie ciężar sprawdzenia legalności. Będzie prewencja w obawie przed karami – mówił Michał Boni z PO, przeciwnik art. 13. Zwolennicy tego zapisu argumentują jednak, że wcale nie będzie to trudne.

– Wystarczy, że podpiszą umowy licencyjne z organizacjami zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i podzielą się zyskami z twórcami – mówi „Rz" Jacek Wojtaś, koordynator ds. europejskich Izby Wydawców Prasy.

Postanowienia dyrektywy mają być wprowadzone do przepisów krajowych w ciągu roku od opublikowania jej w dzienniku urzędowym.

Walka o dyrektywę była długa i zażarta, bo w grę wchodzą ogromne pieniądze. Dochody z praw autorskich do artykułów prasowych, filmów i wszystkich treści udostępnianych przez europejskich twórców w internecie, na głównych platformach internetowych, szacowane są w UE na 22 mld euro. Same prawa autorskie z mediów społecznościowych to według szacunków 4 mld euro. Większość przypada na Facebooka.

W Polsce ciężar zmian po wejściu dyrektywy spadnie na największe firmy. Mowa oczywiście o Google'u i Facebooku, jednak konsekwentnie nie chcą tematu komentować. Polski rynek e-reklamy wart jest ok. 4,6 mld zł, a one mają na nim najwięcej do powiedzenia.

Według badania Harris Interactive 80 proc. Europejczyków opowiada się za systemem, w którym twórcy mają dostawać rekompensaty za dystrybucję ich utworów w internecie. W Polsce poparcie dla tego rozwiązania to 71 proc.

– Nikt nie może oczekiwać, że cokolwiek będzie udostępniane za darmo tylko dlatego, że chodzi o internet. Przecież to tylko platforma do komunikacji, a ja jakoś nie widzę w niej oferty darmowych usług z innych sektorów, np. sprzątania w domu – mówi Romuald Lipko, znany kompozytor, dodając, że zmiany wymaga podstawa obecnego systemu.

Powiedzieli „Rzeczpospolitej"

prof. Elżbieta Traple, adwokat

Wolność internetu nie może być nieograniczona, chyba wszyscy się dzisiaj z tym zgadzają. Celem nowej regulacji jest stworzenie warunków do uczestniczenia twórców i właścicieli praw autorskich w przychodach z działalności serwisów, które umożliwiają dostęp do tych treści. A trzeba podkreślić, że treści chronione prawami autorskimi są tam wykorzystywane bez żadnego wynagrodzenia dla uprawnionych. Każdy rozsądnie myślący użytkownik internetu zauważy, że nie jest możliwe rozwiązanie tego dylematu przez indywidualne dochodzenie roszczeń wobec użytkowników serwisów. Dlatego wprowadzenie odpowiedzialności serwisów za naruszenia praw autorskich w odniesieniu do działań ich użytkowników jest konieczne.

Zbigniew Krüger, adwokat, kancelaria Krüger & Partnerzy

Automatyczne filtrowanie treści to nie cenzura. Jest nośne medialnie i politycznie, ale szafowanie nim świadczy o nieznajomości problemu i projektu dyrektywy autorskiej. Technologia i ogrom dostępnych treści wymuszają wprowadzenie takiego rozwiązania, dają też możliwości techniczne, by było ono skuteczne, bez uszczerbku dla dozwolonego użytku osobistego czy prawa cytatu, parodii, karykatury czy pastiszu. Art. 13 wprowadza też harmonizację wyjątków cytowania, krytyki, recenzji, karykatury, parodii i pastiszu dla treści generowanych przez użytkowników. W całej UE internauta będzie mógł bez obaw o naruszanie praw autorskich tworzyć memy, gify itp. Jak mamy tworzyć gospodarkę opartą na wiedzy i innowacyjności, jeżeli nie chcemy chronić praw twórców.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA