fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Amerykański kij i marchewka dla Ukrainy

Wołodymyr Zełenski, Antony Blinken
Wołodymyr Zełenski podczas spotkania z Antonym Blinkenem zaprosił do Kijowa prezydenta USA
AFP
Sekretarz stanu zadeklarował poparcie dla Ukrainy, ale przypominał o potrzebie walki z korupcją.

Ze swoją pierwszą oficjalną wizytą w naszym regionie szef amerykańskiej dyplomacji Antony Blinken udał się nad Dniepr. W czwartek spotkał się z ukraińskim rządem, parlamentarzystami oraz prezydentem Wołodymyrem Zełenskim. Powtórzył amerykańskie stanowisko popierające integralność terytorialną i suwerenność Ukrainy, potępił aneksję Krymu i agresję w Donbasie.

Ukraiński przywódca stwierdził, że Rosja częściowo wycofała swoje siły jedynie z okupowanego półwyspu, ale sytuację na wschodzie Ukrainy wciąż utrzymuje w napięciu. W Kijowie nie ukrywają, że Ukrainie w pierwszej kolejności zależy na dostawach nowoczesnej amerykańskiej broni. Szef ukraińskiej dyplomacji Dmytro Kuleba zdradził nawet, że chodzi o m.in. o systemy obrony przeciwlotniczej i technologie wykrywające snajperów.

Droga do NATO?

– Usłyszeliśmy w zasadzie wszystko, co chcieliśmy usłyszeć. W obliczu rosyjskiej agresji Stany Zjednoczone okażą nam wszelkie wsparcie polityczno-dyplomatyczne, dostarczą broń, ale też zaopatrzą w dane wywiadowcze. Szczegóły tych rozmów są jednak objęte tajemnicą – mówi „Rzeczpospolitej" Ołeksij Arestowycz, ukraiński ekspert wojskowy i doradca w biurze prezydenta Zełenskiego.

Szef prezydenckiego biura w Kijowie Andrij Jermak ogłosił, że Waszyngton poprze przyznanie Ukrainie „mapy drogowej" do członkostwa w NATO już podczas brukselskiego szczytu sojuszu 14 czerwca. Ukraina i Gruzja starały się o to jeszcze przed szczytem NATO w Bukareszcie w 2008 roku, ale wtedy sprzeciwiły się temu Francja i Niemcy. Tym razem w Kijowie również nie mają złudzeń, że Europa w tej sprawie będzie jednomyślna. – Za zamkniętymi drzwiami w czwartek wprost mówiono, że z poparciem Berlina i Paryża będzie problem, ale też Budapesztu, który się temu mocno sprzeciwia – mówi „Rzeczpospolitej" jeden z rozmówców w Kijowie, który pragnie zachować anonimowość.

Czerwone linie Putina

– Europa popełniła fundamentalne błędy, jeżeli chodzi o politykę wobec Ukrainy, i te błędy pora naprawiać. Dłużej Ukraina i Gruzja już nie mogą znajdować się w szarej strefie, już padły ofiarą rosyjskiej agresji, a to mocno utrudniło nam drogę do NATO – mówi „Rzeczpospolitej" Wiktor Zamiatin, politolog z kijowskiego Centrum Razumkowa. – W Waszyngtonie rozumieją lepiej niż w Brukseli, że zarówno Ukraińcy, jak i Gruzini nie chcą być dłużej monetą przetargową w relacjach Rosji z Zachodem. – Gdyby w czerwcu podczas szczytu NATO Ukraina jednak uzyskała „mapę drogową", posypałyby się pewnie groźnie oświadczenia z Moskwy, prawdopodobnie doszłoby też do wzrostu napięcia na granicach Rosji z państwami bałtyckimi, Polski czy nawet w Arktyce. Ale w długoterminowej perspektywie to bez wątpienie stabilizowałoby bezpieczeństwo w regionie – dodaje.

Komentatorzy w Moskwie są przekonani, że na szczycie w Brukseli Ukraina nie może się spodziewać przełomu. – To byłoby przekroczeniem czerwonej linii, którą wyznaczyła Rosja. Włączenie Ukrainy do NATO spowoduje katastrofalne skutki, nie tylko dla Ukrainy, ale również dla bezpieczeństwa Europy – mówi „Rzeczpospolitej" Aleksiej Muchin, rosyjski politolog związany z Kremlem. Twierdzi, że jeżeli w najbliższych tygodniach dojdzie do spotkania Putina z Bidenem, Ukraina „nie będzie przedmiotem rozmów".

Zwalczyć łapówkarzy

Nie zabrakło również tematów, które towarzyszą wizytom zachodnich polityków nad Dniepr, odkąd istnieje niepodległe państwo ukraińskie. – Walka z korupcją jest jedną z najważniejszych kwestii dla narodu ukraińskiego i to od niej zależy poprawa życia ludzi. Rozmawialiśmy również o kwestiach korporacyjnego zarządzania, przejrzystości, niezawisłości organów antykorupcyjnych i reformie sądownictwa – mówił w Kijowie Blinken.

To bardzo czytelna sugestia, zwłaszcza po ostatnich turbulencjach w ukraińskim państwowym gigancie Naftohaz. Pod koniec kwietnia decyzją rządu na dwa dni zawieszono pracę rady nadzorczej spółki, a w międzyczasie zwolniono prezesa Naftohazu Andrija Kobolewa, którego zastąpił na tym stanowisku Jurij Witrenko.

Ukraińskie media spekulują, że odbyło się to nie bez udziału oligarchy Igora Kołomojskiego (niegdyś partnera biznesowego obecnego prezydenta Zełenskiego), który jest współwłaścicielem Ukrnafty, należącej do Naftohazu. Decyzję rządu w Kijowie skrytykował już Waszyngton i Komisja Europejska, ale też zachodni członkowie rady nadzorczej Naftohazu (m.in. z Wielkiej Brytanii i USA). Blinken, co prawda, zadeklarował jednomyślność z Kijowem w sprawie Nord Stream 2, ale, jak wskazują eksperci, afera w Naftohazie to woda na młyn rosyjskiej propagandy.

– Przedstawiciele inwestorów zachodnich trafili do rady nadzorczej Naftohazu nieprzypadkowo. Wszystko w ramach reformy sektora gazowego w zamian za miliardy dolarów pożyczek, które Kijów otrzymał od Międzynarodowego Funduszu Walutowego, UE i USA. Nieprzejrzyste działania wynikające z interesów oligarchów ukraińskich wpływających na rząd w Kijowie podkopują wiarygodność Ukrainy – mówi „Rzeczpospolitej" Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny portalu biznesalert.pl.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA