fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Moja Ukrainka, moja klasa

materiały prasowe
Nigdy nie mów, gdzie jedziesz na urlop, i nie przyznawaj się, że bierzesz 500+ – takie wnioski mogłyby wysnuć Ukrainki mieszkające w Polsce z książki Moniki Sobień-Górskiej. Tylko że one zapewne „Ukrainek" nie przeczytają, natomiast my powinniśmy. Bo portret polskiej klasy średniej, jaki wyłania się z tego reportażu, jest bardzo interesujący.

Autorka wpadła na pomysł genialny w swojej prostocie i aż dziw, że nikt nie zrobił tego wcześniej. Monika Sobień-Górska wysłuchała zwierzeń kilkudziesięciu Ukrainek mieszkających w Polsce. „Ukrainka" to dziś właściwie odpowiednik przedwojennej służącej. Wielkomiejska klasa średnia, mówiąc o paniach dbających o jej mieszkania, domy i dzieci, używa często określenia „moja Ukrainka". Protekcjonalnego i uprzedmiotowiającego. Mówiąc „moja Ukrainka" można pokazać swój status społeczny.




Obraz, jaki wyłania się z tych rozmów, jest niejednoznaczny. Wciąż drzemie w Polakach wiele kompleksów i ksenofobii, ale nasze społeczeństwo szybko się zmienia. Oswaja się z przybyszami z zagranicy, zaczyna ich lepiej traktować i doceniać. Autorka rozmawiała zarówno z kobietami sprzątającymi w domach, jak i pracownicami korporacji. Takimi, które są w naszym kraju kilka lat, i takimi, co mieszkają u nas dwie dekady. Niektóre ich obserwacje są wręcz kapitalne, np. taka, ...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA