fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Niejasne intencje prezesa Łaniewskiego

Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
Obecnie podstawowym czynnikiem adaptacji modeli biznesowych będzie obniżka kosztów – pisze wiceprezes Związku Banków Polskich.

W „Rzeczpospolitej" z 9.12.2015 r.ukazał się artykuł Roberta Łaniewskiego („Polska karta to podróż w nieznane"), prezesa Fundacji Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego (FROB), będący polemiką z innym tekstem na temat polskiej karty, zamieszczonym w „Rz" 12.11.2015 r., autorstwa Marka Kowalskiego. Kolejna polemika z polemiką pewnie byłaby trudna, w dodatku gdy tym ostatnim jest ktoś trzeci, jak w tym przypadku. Sprawę jednak ułatwia fakt, że R. Łaniewski tekst M. Kowalskiego traktuje jedynie jako pretekst do wygłoszenia własnych poglądów na temat polskiej karty płatniczej. Już z tytułu widać, że opinia autora jest mocno niechętna, ale warto przyjrzeć się argumentom przywołanym w artykule.

Zacznijmy od faktów

Otóż 12 polskich banków i Krajowa Izba Rozliczeniowa pod parasolem organizacyjnym Związku Banków Polskich za własne pieniądze postanowiły policzyć, czy opłaca się rozwiązanie w postaci tzw. polskiego schematu płatniczego. Zamysł ma charakter wstępny nazywany w języku zarządzania projektami studium wykonalności. Informacja o tej inicjatywie jest znana w sektorze płatniczym. Zakładam, że również R. Łaniewskiemu.

Z informacji tej uważny odbiorca dowiedział się, jaki jest przedmiot tego studium, o jego komercyjnym charakterze i wstępnym etapie. W zamyśle inicjatorów nie było i nie jest rozpoczynanie dyskusji publicznej na ten temat, bo nie taka jest natura projektów biznesowych. Następna oficjalna informacja będzie za kilka tygodni, gdy komitet sterujący, jeśli uzna to za stosowne, poinformuje o wynikach tego etapu. A one dzisiaj nie są przesądzone, bo gdyby tak było, nie podejmowano by tego czasochłonnego i kosztownego etapu. R. Łaniewski już jednak teraz wie, że się nie opłaci. Można zapytać jak w znanym góralskim dowcipie: prorok jaki czy co?

Przesłanki biznesowe

Samo podjęcie tematu przez banki i KIR nie jest bez powodu. Zmiany regulacyjne (m.in. drastyczna obniżka interchange dla płatności kartowych) spowodowały duży spadek przychodów wydawców kart, czyli banków, europejska dyrektywa o usługach płatniczych wprowadzi za dwa lata możliwość wejścia na rynek płatniczy podmiotów niebankowych, zmiany korporacyjne w sektorze dotychczasowych operatorów kart płatniczych wskazują na ryzyko wzrostu opłat związanych z procesowaniem płatności w obecnym modelu. Z kolei zmiany technologiczne powodują większą dostępność i rozszerzenie skali płatności kartowych. W tym zakresie nie bez znaczenia jest uruchomienie systemu płatności kartowych Inkart przez Krajową izbę Rozliczeniową.

Nie mnożąc już więcej tych czynników zmian, można powiedzieć, że w przeciwieństwie do poprzedniego okresu, gdy celem biznesowym był wzrost przychodów, obecnie podstawowym czynnikiem adaptacji modeli biznesowych będzie obniżka kosztów. I zbadanie tego postawili sobie za cel uczestnicy tego projektu.

A wybór drogi poprzez rozwój systemu krajowego nie jest przypadkowy, zważywszy na fakt, że obecnie 97 proc. płatności kartowych odbywa się w kraju, więc również tu mogłoby odbywać się rozliczanie płatności tymi kartami, czyli ich autoryzacja i tzw. processing. Wspomniany wyżej system Inkart posiada również certyfikacje Visy i MasterCarda na rozliczanie płatności tymi kartami w kraju i będzie to taniej niż za granicą.

Można powiedzieć, że to już jest pierwszym pozytywnym efektem działań w zakresie polskiej karty płatniczej.

Bez akceptantów nie będzie biznesu

R. Łaniewski, mimo powtarzania powiedzonka mędrców ludowych typu „pożyjemy, zobaczymy", podaje dwa czynniki, które jego zdaniem już teraz można ocenić jako negatywnie wpływające na finał. Pierwszy, że banki w Polsce są zagraniczne, i powtarza to dwukrotnie. Po drugie, że projekt nie jest konsultowany z akceptantami.

Co do pierwszego, czyli paszportu kapitału, nie chcę przyjmować prostego wniosku, że jest to bezinteresowna złośliwość autora, bo dzisiaj w pewnych kręgach społeczno-politycznych określenia „zagraniczny" i „bank" już nawet oddzielnie wywołuje negatywne reakcje, a co dopiero w połączeniu. Zresztą FROB reprezentuje też zagraniczne instytucje i też nie najbardziej obecnie lubiane.

Banki należące do międzynarodowych grup kapitałowych i działające w Polsce mają autonomię, podlegają polskiemu prawu, a przede wszystkim prowadzą tu biznes pełnowymiarowy. To tu zarabiają i tu ponoszą koszty. Ich wyniki są określane przez warunki panujące na rynku polskim. Te wyniki zresztą są lepsze niż ich „matek" lub „sióstr" w innych krajach. Dlaczego zatem dobry i efektywny biznesowo projekt, a tylko taki ma szanse wejść do realizacji, miałby być zabroniony przez „centralę" mieszczącą się za granicą?

Teraz co do konsultacji z akceptantami. Tu zgadzam się z autorem, że jest to jeden z kluczowych elementów „ekosystemu" kart płatniczych i wydawcy kart, czyli banki, o tym wiedzą. Jest zatem oczywiste, że ewentualne wprowadzenie nowego instrumentu płatniczego musi opłacać się również akceptantom. I to zarówno w zakresie kosztów technologicznych, jak i processingowych. I to niewątpliwie będzie jednym z elementów studium wykonalności już w pierwszej jego fazie.

Tak więc, panie prezesie Łaniewski, trochę cierpliwości. Proszę przyjąć do wiadomości, że inicjatorzy projektu, w przeciwieństwie do pana, jeszcze nie wiedzą, jaka będzie finalna rekomendacja. Ale już nawet to studium będzie niewątpliwie impulsem do dalszego rozwoju obrotu bezgotówkowego, który to cel pańska fundacja ma nazwie. Ale po tym gdy FROB zrezygnował z udziału w Koalicji na rzecz Obrotu Bezgotówkowego i Mikropłatności, pojawiły się wątpliwości, czy to jest ciągle priorytet dla pana fundacji.

A jeśli się to biznesowo opłaci i w dodatku będzie miało polską etykietę, to my obaj jako polscy obywatele będziemy mieli satysfakcję.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA