fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Wojciech Tumidalski: Politycy z dala od sądów

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Już chyba nawet sędziowie nie wierzą, że sądy staną się lepsze bez pomocy z zewnątrz. Ale to nie znaczy, że politykom wolno robić z nimi to, co im się podoba.

Wiemy, jakie plany względem sądownictwa mają kandydaci na prezydenta. Andrzej Duda deklaruje kontynuację tego, co nazywa „dobrą zmianą" w wymiarze sprawiedliwości. Poza środowiskiem Prawa i Sprawiedliwości już chyba nikt nie używa tej zbitki inaczej niż ironicznie. Rafał Trzaskowski w programie pokazanym na trzy dni przed pierwszą turą zapowiadał wsłuchiwanie się w głos sędziów, przywracanie utraconej praworządności, odwracanie tego, co popsuł PiS, ponowne rozdzielenie funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego oraz ograniczenie kategorii spraw dla sądów. Podchwytuje też pomysły rywali z pierwszej tury.

Czytaj także:

Po pięciu latach rządów PiS można powiedzieć, że „dobra zmiana" w sądach się nie powiodła – a przecież było co reformować. Kolejne nowelizacje, np. ustawy o Sądzie Najwyższym, dla niepoznaki nazywane „naprawczymi", nie dość, że nie naprawiały niczego, to jeszcze potęgowały chaos. W powietrzu wisi od dawna zapowiadana zmiana w sądach powszechnych, gdzie zamiast awansów do sądu wyższego rzędu ma być jeden wspólny urząd sędziego. Pomysł ma wiele zalet i jedną wadę – podczas weryfikacji pozwoli usunąć z sądów tych sędziów, których weryfikujący uznają za nieprawomyślnych. A jeśli weryfikować miałaby Krajowa Rada Sądownictwa, która odkąd niemal w całości wybierana przez parlament stała się polityczna – niczego dobrego się nie spodziewam.

Pięć lat forsuje się zmiany w sądach i ręcznie steruje prokuraturą, z której chce się uczynić organ ważniejszy od sądu. Jeśli Andrzej Duda uzyska reelekcję, może będzie mógł powiedzieć, że politycznie mu się to opłaciło. Ale gospodarczo czy w wymiarze międzynarodowym ceną są postępowania Komisji Europejskiej i TSUE. Nawet u naszego sojusznika zza oceanu podważanie pozycji sędziego budzi co najmniej zaniepokojenie.

To nie są sprawy, które da się łatwo odkręcić. Cała sztuka w tym, by zrobić to legalnie, z dochowaniem wszelkich gwarancji praworządności, a nie na skróty. Tą drogą chodzi obecna władza i wszystkich skutków jej działań – w tym tych finansowych – jeszcze nie znamy. Politycy co najmniej od czasów króla Francji Ludwika XV, który jako pierwszy powiedział: „po nas choćby potop", nie przejmują się tym, co będzie potem. Najłatwiejsze z listy Trzaskowskiego jest ponowne rozłączenie rządu i prokuratury. Ale zmiana formuły KRS nastręcza trudności. Na pewno nie będzie tak, jak było wcześniej. Kto otrzymał od prezydenta sędziowską nominację, już jej nie utraci. A czy będzie mógł orzekać – to już inna sprawa.

Ważniejsze, by sędziów naprawdę słuchać, bo oni wiedzą, gdzie system można poprawić. O tym, że trzy władze mają ze sobą współdziałać, mówi konstytucja – to kolejny jej zapomniany artykuł. Robienie reformy wbrew woli reformowanego nigdy nie pomogło. Talenty polityków w psuciu tego, co działa, znamy aż za dobrze.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA