fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Pedofil nie może się schować - komentuje Marek Kobylański

123RF
Łatwy dostęp do informacji o tych, którzy skrzywdzili dzieci, mógłby pomóc uświadomić skalę tego groźnego zjawiska.

Wspólne stanowisko partii rządzącej i opozycji w kwestii obrony dzieci przed pedofilami jest faktem. Jedni i drudzy są za zaostrzeniem kar i likwidacją przedawnienia dla ich przestępstw. To efekt szoku wywołanego filmem „Tylko nie mów nikomu". Dobrze, że efektem produkcji braci Sekielskich nie jest tylko rozliczanie zjawiska pedofilii wśród przedstawicieli Kościoła, ale i nowe rozwiązania zabezpieczające najmłodszych przed przestępcami.

Czytaj także:

Nasuwa się jednak pytanie, co nie zadziałało w dziś obowiązujących przepisach, że scenariusz do filmu Sekielskich napisało samo życie. Dlaczego tarcza przed pedofilami nie chroniła skutecznie już od dziesięciu czy dwudziestu lat? Diagnoz, dlaczego to zło nadal się pleni, pojawiło się i pojawi jeszcze wiele. Zabezpieczyć dzieci miał m.in. rejestr przestępców seksualnych (powszechnie nazywany rejestrem pedofilów). Bardzo szybko pojawiły się zarzuty, że jest niepełny. I faktycznie, w jawnej części, do której dostęp mają wszyscy, znajdują się tylko ci najgorsi z najgorszych, którzy dopuścili się gwałtów lub brali udział w gwałtach na dzieciach.

Teraz, gdy problem pedofilii został ponownie za sprawą filmu przypomniany, wiele osób zastanawia się, czy w rejestrze można bez problemu znaleźć księży. Nie, jeśli zostali skazani z art. 200 kodeksu karnego na pozbawienie wolności za to np., że obcowali płciowo z małoletnim poniżej lat 15 lub dopuszczali się wobec takiej osoby innej czynności seksualnej. Ci zostali umieszczeni w niejawnej części rejestru. Nieograniczony dostęp do niego ma głównie policja, a nie np. rodzice, którzy chcą wysłać dzieci na kolonie.

Trudno to zrozumieć, szczególnie gdy dyskusja o ochronie dzieci przed pedofilami, skutecznym ich ściganiu i tuszowaniu tych przestępstw przez Kościół osiągnęła temperaturę wrzenia. Próbuje to wyjaśnić rzecznik praw obywatelskich, który wielokrotnie podkreślał, że system rejestru sprawców przestępstw seksualnych z dostępem publicznym rodził wątpliwości z punktu widzenia prawa do prywatności. Do RPO trafiały bowiem skargi zarówno od osób znajdujących się w rejestrze, jak i ich ofiar.

Opadają mi ręce, gdy czytam o prywatności przestępcy i jego rodziny w kontekście ochrony przed pedofilią. Gdy chodzi o pedofilów, okazuje się ona ważniejsza niż bezpieczeństwo dzieci i rodzicielska o nich troska. To pomieszanie priorytetów i trudno będzie takie podejście obronić. Właśnie jawność rejestru przestępców seksualnych bez ograniczeń, dostęp do danych pedofilów uświadomiłyby nam skalę tego zjawiska oraz skuteczność (lub jej brak) jego ścigania, w tym także wśród księży.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA