fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Dlaczego Trynkiewicza nie ma w jawnym rejestrze pedofilów

Mariusz Trynkiewicz
Fotorzepa/Marian Zubrzycki
Nie wszystkich przestępców seksualnych można łatwo znaleźć w ministerialnej bazie.

Pedofile skazani z art. 200 kodeksu karnego – tj. za obcowanie płciowe i inne czynności seksualne z dzieckiem poniżej lat 15 – nie trafiają do „otwartego" rejestru pedofilów. Na próżno więc szukać w nim np. niektórych głośnych ostatnio nazwisk księży, które padają w filmie braci Sekielskich „Tylko nic nie mów nikomu", jak zresztą wielu innych. Nie ma w nim też nazwiska Mariusza Trynkiewicza skazanego za molestowanie chłopców i zabójstwa. To zabieg celowy?

Czytaj także:

Ministerstwo Sprawiedliwości uważa, że tak. We wtorek zapowiedziano zmianę w rejestrze. Pojawić się w nim ma informacja o zawodzie wyuczonym i wykonywanym przez skazanego.

Lżejsze przypadki

Nazwiska osób skazanych za przestępstwa seksualne są od 1 stycznia 2018 r. w pełni jawne. W rejestrze pedofilów i gwałcicieli odnaleźć można kilka tysięcy zdjęć skazanych wyrokami sądów za przestępstwa seksualne. Wśród nich jest kilkanaście kobiet.

Obok listy przestępców znajduje się wyszukiwarka, dzięki której – po wpisaniu podstawowych danych (m.in. nazwiska, imienia, daty i miejscowości urodzenia, posiadanego obywatelstwa) – ukazują się informacje o danym gwałcicielu lub pedofilu. Przy większości skazanych podana została nazwa miejscowości, w której przestępca aktualnie przebywa. Jeśli w tym czasie przebywa w zakładzie karnym informacja o tym także jest zamieszczana. W systemie odnotowano również nazwę i siedzibę sądu rozpatrującego daną sprawę. Podana jest też sygnatura akt.

Ustawa o rejestrze umożliwia usunięcie z niego danych na wniosek sprawcy lub z inicjatywy prezesa sądu.

– Dlaczego w rejestrze nie ma nazwisk i danych skazanych z art. 200 kodeksu karnego? – pytali we wtorek Zbigniewa Ziobrę, ministra sprawiedliwości, dziennikarze.

– Tworzenie rejestru napotykało wiele trudności – wyjaśniał Ziobro, wypominając sprzeciwy opozycji przy jego powoływaniu.

Konkretnie odpowiedział Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości.

– Postawiliśmy na jawność danych najgroźniejszych sprawców, czyli gwałcicieli i recydywistów – mówi „Rzeczpospolitej". I przyznaje, że skazani z art. 200 kodeksu karnego nie trafiają do części jawnej rejestru. Zastrzega jednak, że konkretne nazwisko z części niejawnej też można sprawdzić. Jak?

Warunkiem jest zarejestrowanie się na stronie i dysponowanie kwalifikowanym podpisem elektronicznym lub podpisem potwierdzonym profilem zaufanym ePUAP. W tym trybie można jednak sprawdzić tylko samego siebie. W pozostałych za pośrednictwem uprawnionych.

– Dla mnie taki rejestr ma niewielką wartość użytkową, skoro nie ma w nim wszystkich nazwisk pedofilów – mówi nam jeden z warszawskich prokuratorów. I dodaje, że gdyby prywatnie jako ojciec chciał sprawdzić dane opiekuna, z którym wysyła syna na wakacje, to zawsze będzie miał wątpliwości, czy aby nie widnieje on wśród tych „lżejszych" przypadków w części zamkniętej rejestru.

Są ich tysiące

Druga część rejestru pedofilów i gwałcicieli – z ograniczonym dostępem – zawiera 2700 nazwisk. Mogą korzystać z niej przedstawiciele organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, a także instytucji zajmujących się opieką nad dziećmi. Oprócz osób z rejestru ogólnodostępnego znaleźli się w nim sprawcy gwałtów popełnionych przed 1 października 2017 r. na osobach w wieku 15–18 lat, co do których sprawców sądy nie orzekły o wyłączeniu ich z rejestru.

Natomiast w przypadku przestępstw popełnionych po 1 października 2017 r., do rejestru z dostępem ograniczonym trafili wszyscy gwałciciele i pedofile, stręczyciele dzieci i skazani, którzy posługiwali się pornografią na szkodę nieletnich. W tej części rejestr jest bardzo szczegółowy. Zawiera m.in. PESEL skazanych i adresy ich zameldowania.

Rzecznik swoje

W trakcie debaty, która właśnie się toczy wokół zawartości rejestru, zabrał głos Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich. Powodem mają być skargi od obywateli.

Rzecznik podnosił zastrzeżenia do zgodności z konstytucją tych przepisów ustawy, które dotyczyły publicznego rejestru sprawców przestępstw seksualnych.

– Nie można co do zasady negować potrzeby ustanawiania odpowiednich środków prewencyjnych, ale podejmowane działania nie mogą być sprzeczne z konstytucją – pisze rzecznik w stanowisku.

Dostrzega nieprawidłowości z punktu widzenia standardów ochrony danych osobowych. Twierdzi, że zakres podmiotów, które mają dostęp do niejawnego rejestru, jest zbyt szeroki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA