fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Pietryga: W służbie zdrowia coraz gorzej

Tomasz Pietryga
Za sprawą prezydenta odżyła dyskusja o potrzebie zmian w konstytucji. W cieniu politycznych sporów dyskutowano o rozdźwięku między jej duchem, literą i praktyką. W jakiej części jest aktem martwym, a jej zapisy teoretyczne.

Kiedy zapytałem znanego konstytucjonalistę, jak w tym kontekście ocenia art. 68 mówiący o dostępie obywateli do ochrony zdrowia, tylko się żachnął. Tłumaczył, że ustawa zasadnicza nie ma zapewniać powszechnej szczęśliwości społecznej, a jej stosowanie zależy od wielu czynników, m.in. sytuacji ekonomicznej kraju.

Trudno się nie zgodzić, a jednak coś w tej argumentacji zgrzytało. Wszak Polska od dwóch dekad rozwija się gospodarczo, zwiększa się dostęp do zagranicznego kapitału, poprawia się standard życia obywateli. Sfera państwowej ochrony zdrowia pozostaje jednak niewzruszoną enklawą, i to niereformowalną; obojętną na postęp. Przypomina trochę wymiar sprawiedliwości.

W europejskich wskaźnikach zadowolenia pacjentów Polska znalazła się na przedostatnim, 34. miejscu. Przeznaczamy na ochronę zdrowia zaledwie 30 proc. tego, ile wynosi średnia dla krajów UE. A może być jeszcze gorzej, bo zadłużenie szpitali jest dziś rekordowe: wynosi ponad 11 mld zł. Problem będzie narastał, bo społeczeństwo się starzeje i wydatki rosną.

Dlaczego mimo dziesiątek reform i zmian w finansowaniu służby zdrowia jest coraz gorzej? Szpitale za świadczenia dostają zbyt mało – twierdzą eksperci. Pieniądze z NFZ uwzględniają cenę usługi, ale nie koszty zatrudnienia, energii etc. A dodatkowych pieniędzy w budżecie brak. Przełomem ma być kolejna reforma, która wejdzie w życie jesienią. Zmieni zasady finansowania szpitali i podniesie stawki wycen za świadczenia dla szpitali. Tyle że już słychać z lecznic, że owe podwyżki nie pokryją nawet podniesionej płacy minimalnej i stawek godzinowych dla personelu, nie mówiąc już o polepszaniu sytuacji pacjentów.

Ileż razy już przerabiany był ten reformatorski scenariusz z jednakowym finałem? Może należałoby zerwać z tradycją, że ministrem zdrowia jest lekarz. Niby inicjuje reformy, a konserwuje system, który służy nie pacjentom, ale korporacji lekarskiej. Publiczne szpitale bywają platformą dla rozwijania prywatnych praktyk lekarzy. Może odejść od filozofii równości społecznej i zgodzić się na dodatkowe komercyjne ubezpieczenia?

PiS przyzwyczaił już nas do radykalnych reform, np. w sądownictwie. Służbę zdrowia omijał dotąd szerokim łukiem. A właśnie w tym miejscu prawdziwy szeryf by się bardzo przydał, bo niedoskonałości, które widać gołym okiem, zagrażają zdrowiu i życiu obywateli.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA