fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Beata Komarnicka: Hazard moralny frankowiczów

Adobe Stock
Niebezpieczna dla zrównoważonego rozwoju gospodarczego byłaby sytuacja, gdyby w wyniku nadmiernej troski o prawa konsumenta ukształtowała się w polskich sądach linia orzecznicza stymulująca hazard moralny.

Ta myśl znalazła się w raporcie opracowanym przez Klub Odpowiedzialnych Finansów, działający przy Europejskim Kongresie Finansowym, do którego dotarła Rzeczpospolita. Eksperci KOF dostrzegają ryzyka związane z rosnącą liczbą sądowych spraw zarówno dla banków jak i dla całej gospodarki. Eksperci stawiają nawet tezę, że wyroki korzystne dla frankowiczów to jedna z najgroźniejszych dewiacji mechanizmu rynkowego i ma miejsce wówczas, gdy ludzie angażują się w ryzykowne działania, wiedząc, że są chronieni przed ryzykiem- ponieważ ewentualne koszty tych działań poniesie ktoś inny. Trudno o bardziej błędną tezę w sprawach dotyczących konsumentów, którzy zaciągnęli kredyt indeksowany do waluty szwajcarskiej.

Czytaj także:

Wszystkie proporcje zachowane?

Ekspertom tak bardzo troszczącym się tylko o zrównoważony rozwój gospodarczy należy przypomnieć, że to wyroki sądów powszechnych przywracają elementarną sprawiedliwość w tych umowach, a liczne wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej idą znacznie dalej niż polskie orzecznictwo. Przede wszystkim Trybunał Sprawiedliwości konsekwentnie stwierdza, że brak przejrzystości warunków umowy co do konsekwencji finansowych dla konsumenta stanowi o jej nieuczciwości. Wymóg przejrzystości warunków umownych wynika wprost z art. 4 ust.2 dyrektywy 93/13.Trybunał podkreślał wielokrotnie, że wymogu tego, nie można zawężać do zrozumienia tych warunków pod względem formalnym i gramatycznym. Wręcz przeciwnie, system ochrony zawarty w dyrektywie uznaje, że konsument jest stroną słabszą niż przedsiębiorca, i dlatego warunki umowy mają być wyrażone językiem prostym i zrozumiałym. Mamy tutaj do czynienia z wykładnią rozszerzającą. ( wyroki C-26/13 oraz C-348/14) Idąc dalej tokiem rozumowania Trybunału, konsument ma być w stanie oszacować, w oparciu o jednoznaczne i zrozumiałe kryteria wypływające dla niego z tej umowy, konsekwencje ekonomiczne. Kredytobiorca musi być zawsze jasno poinformowany, że podpisując umowę kredytu w obcej walucie, ponosi ryzyko kursowe, które może okazać się ekonomicznie nie do udźwignięcia. I to do banku należy przedstawienie klientowi, wszystkich ryzyk związanych z wahaniami kursów oraz z zaciągniętym kredytem w walucie obcej, jeśli konsument nie zarabia w tej walucie. Do sądów zaś ma należeć ustalenie czy bank sprostał tym wymaganiom. Dziś, patrząc na powoli kształtujące się polskie orzecznictwo widać, że banki nie sprostały nie tylko swoim bezwzględnym obowiązkom informacyjnym.

Finansjera nie zawsze tak silna

Ekspertom i nie tylko im, warto przypomnieć, że ekonomiczna i polityczna władza finansjery nie zawsze była tak dominująca. Doświadczenie pokazuje nawet, że gospodarkę można finansować bez niej. Krach giełdowy z 1929 roku oraz jego konsekwencje w postaci kryzysów bankowych w latach 30-tych spowodowały, że finansjera wycofała się z centrum życia gospodarczego. W ciągu trzydziestu lat od upadku reżimu nazistowskiego w Niemczech do kryzysu gospodarczego z lat 1974-1975 gospodarki państw kapitalistycznych funkcjonowały bez funduszy hedgingowych i bez finansjery spekulacyjnej. We Francji do 1961 roku znacjonalizowane banki przyznawały kredyty przedsiębiorcom publicznym i prywatnym według priorytetów wyznaczonych przez ministra finansów. Wtedy Francja cieszyła się najwyższą stopą wzrostu w historii gospodarczej. Nawet w Stanach Zjednoczonych banki były zmuszone szanować New Deal, a szczególnie radykalną ustawę Glass- Steagall Act z 1933 roku, która nakazywała ścisłe oddzielenie banków depozytowych od banków inwestycyjnych. Dopiero lata 80-te i 90-te przyniosły zmianę i ponownie zwiększyły zakres władzy finansjery, która trwała nieprzerwanie do 2008 roku, do czasu bankructwa Lehman Brothers. Wystarczy przypomnieć tylko nagłówki gazet z tamtego okresu: "Przepadło 25 000 mld (25 bln) dolarów '' – pisał Le Monde w tamtym czasie. W The Economist można było obejrzeć mężczyznę patrzącego w dziurę, a tytuł na pierwszej stronie pytał: "Gdzie się podziały wasze oszczędności ?'' - Wartość światowych rynków akcji zmniejszyła się o ok. 30 000 mld dolarów w ciągu roku ''. Wydaje się więc, że pouczanie dziś przez ekspertów ekonomicznych sądów w sprawie frankowiczów jest dość dwuznaczne, chociażby w kontekście problemów jakie finansjera wygenerowała dla poszczególnych gospodarek a tym samym dla wszystkich klientów banków.

Ślepa uliczka

Propozycja mediacji i ugód pozasądowych, ze strony twórców raportu, jako rozwiązanie problemu to przejaw daleko idącej nonszalancji wobec frankowiczów, umęczonych walką z bankowymi tytułami egzekucyjnymi, w końcu po latach uznanymi za nieuzasadnione przywileje, długoletnimi sporami i zawieszeniami postępowań na czas pytań prejudycjalnych zadawanych Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej. To ślepa uliczka w której na długi czas utknęli również skierowani na mediację członkowie pozwów grupowych przeciwko bankom. Na zmianę podejścia był czas. Dziś to sądy muszą przywracać elementarną sprawiedliwość. I jedyne co państwo winno zapewnić teraz swoim obywatelom, to skrócenie czasu oczekiwania na wyrok. Banki zaś, w każdej chwili mogą przedstawić w procesie propozycję ugody.

Szkopuł tylko w tym, że pytane o to przez sąd, przeważnie nie chcą.

Beata Komarnicka - radca prawny, wspólnik Komarnicka Korpalski Kancelaria Prawna

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA