Nieruchomości

Waldemar Izdebski: zdjęcia lotnicze z państwowego zasobu będą za darmo

Adobe Stock
O propozycji darmowego udostępniania zdjęć lotniczych z państwowego zasobu, rozbudowie geoportalu, odchudzaniu ewidencji gruntów i budynków oraz o likwidowaniu absurdów w geodezji mówi Renacie Krupie-Dąbrowskiej główny geodeta kraju.

Rz: Szykuje się reforma prawa geodezyjnego i kartograficznego. Jej powód?

Waldemar Izdebski: Mamy ich kilka. Chcemy pokazać m.in., że administracja publiczna nie musi się kojarzyć jedynie z biurokracją i utrudnieniami, wręcz przeciwnie. Może mieć pozytywny wpływ na rozwój gospodarki.

Czytaj także: Geoportal poprowadzi główny geodeta kraju

A bliżej.

Chcemy bezpłatnie i bez żadnych ograniczeń udostępniać dane z Centralnego Zasobu Geodezyjnego i Kartograficznego. Zainteresowani nimi będą mieli możliwość pobrania online tego, co ich interesuje.

Tak będzie w wypadku ortofotomap (zdjęć lotniczych). Dziś wykorzystuje się je m.in. do: analiz, wizualizacji na ich tle innych danych przestrzennych; do wykrywania samowoli budowlanych czy do celów projektowych.

Za darmo będzie można korzystać z danych wysokościowych określających ukształtowanie terenu, a także z trójwymiarowych modeli budynków tzw. modeli budynków 3D przydatnych do analiz przestrzennych czy wizualizacji trójwymiarowych.

Tak naprawdę od wyobraźni i wiedzy użytkownika będzie zależało, co zrobi z danymi. Być może w ten sposób znajdziemy zupełnie nowe pola do wykorzystania wielu danych zgromadzonych w centralnym zasobie.

Natomiast już dziś można korzystać bezpłatnie z: bazy danych obiektów ogólnogeograficznych, państwowego rejestru nazw geograficznych, państwowego rejestru granic, numerycznego modelu terenu w siatce 100x100m oraz budynków 3D.

W wypadku pozostałych danych z państwowych rejestrów będzie to możliwe dopiero po wejściu w życie nowych przepisów.

Dlaczego chce pan uwolnić te dane? Przecież urząd na nich zarabia.

Widzę w tym bardzo duże korzyści społeczne i technologiczne. Nie da się ich do końca zmierzyć, ale mogę przytoczyć badania duńskie. Robią wrażenie. Z analizy duńskiego rządu wynika, że stosunek kosztów do korzyści w przypadku wykorzystywania otwartych zbiorów danych sięga poziomu od 1:2, a nawet do 1:70 w zależności od sposobu zastosowania danych. Osiągnięty poziom korzyści dla społeczeństwa z otwartych danych w roku 2016 (w przeliczeniu na PLN) szacuje się w Danii na poziomie odpowiadającym ponad 2 mld zł.

Uwalnianie baz danych jest zresztą popularne na świecie. Pierwsze ważne działania w tym zakresie zostały podjęte dzięki inicjatywie prezydenta Baracka Obamy, który na początku swojej pierwszej kadencji wprowadził w styczniu 2009 roku program „Open Government Initiative". W maju 2009 roku, zgodnie z intencją tego programu, powstał serwis data.gov skupiający obecnie ponad 300 tysięcy różnych zbiorów danych, z których wszyscy mogą bezpłatnie korzystać.

Bezpłatnie dane przestrzenne na szeroką skalę udostępnia się już też w wielu krajach europejskich: Wielkiej Brytanii, Niemczech, Belgii, Holandii.

Zanim jednak zdecydowaliśmy się na ten krok, sprawdziliśmy szczegółowo, ile państwo zarabia na danych. Okazało się, że nie są to wcale miliardy złotych oraz że koszty związane ze sprzedażą danych i zarządzaniem nimi są dużo wyższe od uzyskiwanych przychodów. Aktualnie szacunkowe koszty wynoszą ok. 1,8 mln zł rocznie. Daje to w 2016 r. stosunek przychodów do kosztów 1:2, a w roku 2017 nawet 1:3.

Jednym słowem, państwo dziś dokłada.

Tak. Przedstawiona analiza jednoznacznie na to wskazuje. Skoro więc koszty udostępniania danych są wyższe niż dochody Skarbu Państwa, to nawet z powodu już czystej ekonomii warto uwolnić dane.

Poza tym oprócz kwestii finansowych niezwykle istotnym efektem uwolnienia danych będą także korzyści niematerialne: zwiększenie innowacyjności przedsiębiorstw sektora prywatnego czy też zwiększenie roli prac naukowo-badawczych realizowanych przez sektor edukacyjny, prowadzonych z wykorzystaniem danych przestrzennych.

Chciałbym dodać, że uwalnianie danych z zasobów geodezyjnych to nie wszystko, co planuję. Pracujemy intensywnie nad geoportalem.

Geoportalem? Przecież już od dawna istnieje.

To prawda. Obecnie pracujemy intensywnie nad rozwojem funkcjonalności i zwiększeniem zakresu informacji udostępnianych w serwisie geoportal.gov.pl. Chciałbym, by był to podstawowy serwis informacji przestrzennych urzędowych dla obywatela. Planuję udostępnić w nim wszelkie możliwe informacje przydatne obywatelom, którymi dysponują państwowe urzędy. Aktualnie w geoportalu oprócz informacji z zasobów GUGiK znajdziemy także informacje z: GUS, GDDKiA, Państwowego Instytutu Geologicznego, Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie, Generalnej Dyrekcji Ochorny Środowiska, Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych.

Już teraz wystarczy znaleźć działkę ewidencyjną, aby się dowiedzieć, jak wygląda infrastruktura w okolicy, czy przypadkiem działka nie znajduje się w obszarach chronionych, osuwiskach albo na terenach zalewowych. Niedługo tych informacji będzie jeszcze więcej.

Uwolnienie danych i szerszy dostęp do informacji to niejedyne zmiany, jakie szykuje Główny Urząd Geodezji i Kartografii.

Powołaliśmy kilka zespołów ekspertów, które zajmują się różnymi aspektami funkcjonowania geodezji i kartografii. Jeden z zespołów powstał do oceny funkcjonowania ewidencji gruntów i budynków i już wiemy, że chcemy ją istotnie „odchudzić". Obecnie jest ona zbyt mocno rozbudowana, przez co trudno ją utrzymać w stanie aktualności. Znaczna cześć przewidzianych do pozyskiwania i przechowywania atrybutów obiektów ewidencyjnych jest zwyczajnie martwa. Niech pani zgadnie, ile jest rodzajów budynków możliwych do wyróżnienia w ewidencji gruntów i budynków?

Strzelam, że 20, 30

Niestety dużo więcej, bo aż 179. W ewidencji gruntów i budynków wyróżniamy takie budynki, jak rezydencja prezydencka, rezydencja ambasadora, bacówka, areszt śledczy, budynek stadniny koni, ujeżdżalnia itp. Po co tego typu informacje przechowywać w ewidencji? Nie ma to większego sensu. W ewidencji powinny pozostać najważniejsze informacje dotyczące gruntów i budynków – takie, których aktualność jesteśmy w stanie utrzymać.

Dużym problemem w wypadku ewidencji jest również aktualność danych. Właściciele nieruchomości nie zawsze zmieniają je na bieżąco.

W wypadku ewidencji gruntów i budynków chcemy wprowadzić elektroniczne metody komunikacji z obywatelem przygotowywane przez Ministerstwo Cyfryzacji (e-Doręczenia).Powinno się to przyczynić do usprawnienia procesu aktualizacji i informowania o zmianach.

Nie wszyscy mają e-maila, np. seniorzy. Co z tymi osobami, w jaki sposób będą zawiadamiane o zmianach?

Proszę się nie obawiać. Tradycyjna forma komunikacji pozostanie.

A może wprowadzić e-wpisy i internetową przeglądarkę ewidencji, podobną do tej, jaką posiadają księgi wieczyste?

Na razie jest za wcześnie, by o tym mówić. Ale jeśli chodzi o mnie, to jak najbardziej jestem za. Myślimy o tym. Technicznie nie ma tutaj żadnych problemów i już dzisiaj, jeśli jest pani właścicielką lub współwłaścicielką działki położonej w powiatach mińskim, pruszkowskim, wejherowskim, międzychodzkim, żyrardowskim czy Chełmie, na lokalnych portalach powiatowych może pani za opłatą w kwocie 12 zł o dowolnej porze dnia i nocy uzyskać elektroniczny wypis z ewidencji gruntów i budynków.

O to bardzo ciekawe, a jak udowodnię, że jestem właścicielką? W jaki sposób będą przesyłane informacje o zmianach?

W tym celu wykorzystuje się profil zaufany, dzięki któremu można sprawdzić tożsamość osoby i stwierdzić, czy jest uprawniona do zakupu takiego wypisu.

Od wielu lat geodeci zabiegają o likwidację kilku absurdów związanych z wykonywaniem ich zawodu. Czy doczekają się tego?

Chcemy powrócić do ryczałtowej formy opłaty za materiały do prac geodezyjnych, czyli do uregulowań podobnych do tych, jakie były przed 2014 r. Były one zdecydowanie lepsze od obowiązujących dziś. Obecnie przepisy bardzo utrudniają pracę geodetom. Wpływają też niekorzystnie na jej jakość.

Proces inwestycyjny rozpoczyna się od mapy do celów projektowych, którą opracowują właśnie geodeci. Najpierw zgłaszają pracę geodezyjną do powiatowego ośrodka dokumentacji geodezyjnej i kartograficznej. Z ośrodka otrzymują, za opłatą, aktualny stan mapy na danym terenie oraz informacje o wszelkich pracach geodezyjnych, jakie były wcześniej i są aktualnie prowadzone w danym miejscu. Na podstawie uzyskanych danych i pomiarów w terenie aktualizują dane Państwowego Zasobu Geodezyjnego i Kartograficznego w powiecie oraz przygotowują aktualną mapę do celów projektowych dla inwestora.

Chodzi o to, aby geodeta miał w ramach poniesionej opłaty dostęp do wszystkich niezbędnych materiałów, a nie jak teraz płacił oddzielnie za każdy dokument z zasobu. Wtedy będzie się koncentrował jedynie na najlepszym wykonaniu swojej pracy, a nie na minimalizacji kwoty opłaty za materiały.

Z tego co wiem, to absurdów – jak z komedii Barei – jest w prawie geodezyjnym zdecydowanie więcej

To prawda. Takim kolejnym absurdem są licencje. Z nich też chcemy zrezygnować. Nie są nikomu do niczego potrzebne. Tak jak opłaty komplikują jednie życie geodetom. Obecnie na każdy materiał geodezyjny pobrany z powiatowego ośrodka trzeba uzyskać licencję. Określa ona, do czego ten materiał można wykorzystać.

Urzędnicy bardzo rygorystycznie podchodzą do tego obowiązku i za każdym razem sprawdzają, czy dana osoba posiada licencję na wykorzystanie danego materiału, czy nie. Przykładowo, geodeta otrzymał licencję na współrzędne punktów osnowy. Jeżeli równolegle pracuje nad trzema innymi pracami geodezyjnymi, musi jeszcze trzykrotnie wystąpić o punkt osnowy i trzykrotnie otrzymać licencję. Tymczasem współrzędne punktów osnowy geodezyjnej to podstawowe dane, jakie wykorzystuje geodeta w swojej pracy, bo pozwalają one zlokalizować jego pomiary w przestrzeni. Kolejna zmiana dotyczy terminu rozpoczęcia prac geodezyjnych. Dziś przepisy regulują, że pracę geodezyjną można wykonać od chwili zgłoszenia jej w ośrodku, co czasami jest kłopotliwe. W niektórych ośrodkach proces pozyskania i zarejestrowania prac jest bardzo długi. Proponujemy więc zapis, że pracę można zgłosić w ciągu pięciu dni od wykonania pomiaru.

Proponujemy również zmianę przepisów dotyczących weryfikacji opracowań geodezyjnych. Obecne przepisy mówią, że weryfikacja ma być zrobiona bezzwłocznie, dla jednych oznacza to kilka dni, a dla innych nawet kilka miesięcy. Chcemy więc, by ośrodek dokumentacji miał nie więcej niż siedem dni na sprawdzenie pracy, oraz planujemy skonkretyzować zakres tej weryfikacji. Obecnie takich uregulowań nie ma i urzędnik, jak się uprze, może nie przyjąć pracy nawet za nie ten kolor długopisu albo za fatalny charakter pisma.

Mam nadzieję, że dzięki tym zmianom praca geodety będzie przyjemniejsza i efektywniejsza oraz pozbawiona zbędnego balastu biurokracji, a uwolnione dane będą służyły instytucjom i obywatelom, ułatwiając ich codzienne funkcjonowanie, i przyczynią się istotnie do rozwoju społeczeństwa informacyjnego.

Dr hab. Waldemar Izdebski, główny geodeta kraju od 7 czerwca 2018 r. Od roku 1989 jest pracownikiem naukowym Wydziału Geodezji i Kartografii Politechniki Warszawskiej. W 1990 roku założył firmę Geo-System sp. z o.o. i do 22 maja 2018 r. był jej prezesem. Od początku lat 90. czynnie uczestniczył w procesie wdrażania postępu technicznego w geodezji. Jest autorem wielu publikacji na ten temat.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL