Muzyka

Wanda Wiłkomirska nie żyje. Artystka odważna i bezkompromisowa

Fotorzepa, Robert Gardziński
W wieku 89 lat zmarła we wtorek jedna z najwybitniejszych skrzypaczek drugiej połowy XX wieku. Wanda Wiłkomirska była przy tym eksportową artystką PRL i polityczną emigrantką.

Odważna i pełna temperamentu na estradzie, wielką własną karierę łączyła z promocją muzyki polskiej. Trzy lata temu koncern Warner wydał płytę z wydobytym z archiwów zapisem inauguracji w 1955 roku gmachu  warszawskiej Filharmonii, odbudowanego po wojennych zniszczeniach. Wanda Wiłkomirska była gwiazdą wieczoru, zagrała I Koncert skrzypcowy Karola Szymanowskiego. Kiedy słucha się tego nagrania, trudno wskazać innego artystę, który w minionych sześciu dekadach interpretował ten utwór z równą pasją, czułością i emocjonalnością.

Ciągle w podróży

Wanda Wiłkomirska miała wtedy 25 lat i nagrody zdobyte na czterech konkursach w Europie i Polsce. Z Filharmonią Narodową związała się prawie na ćwierć wieku, towarzyszyła jej orkiestrze w kilkudziesięciu podróżach zagranicznych. Jako  etatowa solistka miała przywilej sprawiania sobie raz w roku na koszt firmy estradowej kreacji.

A potem, po powrocie w kraju występowała wszędzie, nawet w najmniejszych miejscowościach.  – Miałam sto kilkadziesiąt koncertów rocznie – wspominała po latach. Żyła z ciągłym przekonaniem, że nie zdąży opanować kolejnego programu. Ćwiczyła nawet w przedziale wagonu sypialnego, Jeden z jej synów powiedział kiedyś w przedszkolu, że kiedy się urodził, mama była w Lipsku, bo przecież jej nigdy nie ma w domu.

Była eksportową artystką PRL-u. Nad zagranicznym kalendarzem czuwał PAGART, jedyna wówczas, państwowa agencja impresaryjna, rozdzielająca wojaże pomiędzy artystów. W świecie jej pozycja artystyczna była jednak tak mocna, że często grając po raz pierwszy w jakimś kraju z Filharmonią Narodową, otrzymywała ponowne zaproszenie już jako solistka.

Stawała bez kompleksów wobec największych sław. Potrafiła sprzeciwić się legendarnemu Johnowi Barbirollemu (ćwiczyli razem koncert Brittena), a siła jej argumentów była tak przekonująca, że apodyktyczny dyrygent spokorniał. Zubin Mehta musiał wysłuchać jej wykładu o Szymanowskim, a mówiła tak interesująco, że szybko zaprosił ją na występ z Nowojorskimi Filharmonikami.

W jej karierze szczególną rolę odegrała muzyka polska. Chętnie podejmowała się prawykonań utworów rozmaitych kompozytorów. Krzysztof Penderecki miał do niej pretensje, że nie chce grać jego koncertu skrzypcowego. Tłumaczyła mu, że ma tylu wspaniałych wykonawców, a ona nie zagra lepiej. Odpowiedział z żalem: – Lepiej nie, ale inaczej.

Rodzinne trio

Muzyka została jej przypisana, zanim przyszła na świat. Ojciec, skrzypek, postanowił, że z dzieci stworzy trio, każdemu jeszcze przed urodzeniem przypisując instrument: wiolonczela, skrzypce, fortepian. Zamiar zrealizował z pierwszą żoną i chciał powtórzyć z drugą, swą byłą uczennicą. Okazała się kobietą z charakterem, po urodzeniu drugiej w kolejności Wandy sprzeciwiła się planom męża.

Wanda została jednak członkiem tria Wiłkomirskiego, gdy zastąpiła przyrodniego brata, Michała, który wyjechał do Ameryki. Kazimierz–wiolonczelista ciągle powtarzał, że jest mniej utalentowana od Michała. Ćwiczyła zatem z podwójną wytrwałością, a ponieważ wstydziła się chodzić w okularach, uczyła się nut na pamięć, co potem bardzo sobie chwaliła.

Żona Rakowskiego

Jej mężem został Mieczysław Rakowski. Pobrali się, gdy był jeszcze skromnym instruktorem partyjnym. Zobaczył ją w hotelu w Berlinie i myśląc, że jest Niemką, powiedział do kolegi: „Patr, jaka fajna d…”. A gdy wieczorem ujrzał ją na estradzie podczas koncertu, z rozpaczy poszedł się upić. Przedtem jednak przed drzwiami jej pokoju hotelowego zostawił olbrzymi bukiet kwiatów.

Rodzina Wiłkomirskich miała Wandzie za złe, że ten związek przypieczętowała jedynie ślubem cywilnym, z tego samego powodu matka Rakowskiego nie chciała utrzymywać kontaktów z synową nawet, gdy urodziła jej dwóch wnuków. Zmieniła zdanie, kiedy proboszcz w jej wsi zapragnął poznać sławną artystkę.
Kiedy Rakowski został naczelnym „Polityki”, coraz bardziej pochłonęły ich własne kariery. Ale tworzyli harmonijną rodzinę, on chadzał na wszystkie jej koncerty w kraju, zajmował się dziećmi, ona podzielała poglądy męża.

Legitymację partyjną Wiłkomirska oddała po wydarzeniach Marca 1968 roku, w następnej dekadzie związała się z KOR-em, podpisywała listy protestacyjne. – Są pewne życiowe wybory, do których się dojrzewa – powiedziała potem. Rakowski szanował jej decyzje, rozstali się , ponieważ w jego życiu pojawiła się inna kobieta.

Emigracja nocą

13 grudnia 1981 roku wróciła z koncertów we Francji. SB groziło jej całkowitym zakazem występów, jeśli nie odetnie się od przyjaciół z „Solidarności”. Od ambasadora RFN dostała nocą wizę, do samochodu znajomego zapakowała skrzypce, suknie koncertowe oraz nuty i oboje pojechali do Niemiec.

Wydawało się jej, że zamknęła za sobą drzwi na zawsze. Ponadto na zachodzie kontakty impresaryjne musiała nawiązywać od nowa. Powoli jednak odbudowała kalendarz koncertowy. Przyjęła też posadę profesora w Hochschule w Mannheim i odkrywał nową pasję – nauczanie.

Do Polski przyjechała w 1990 roku. W Filharmonii Narodowej zagrała koncert innego emigranta, Andrzeja Panufnika. – Bałam się, że kiedy stanę na estradzie, moi starzy znajomi powiedzą: Ach, to już cień dawnej Wandy! – zwierzała się potem. – Dopiero moja druga wizyta przebiegała w normalnej muzycznej atmosferze, bez szaleństwa towarzyszącemu pierwszemu przyjazdowi.

Zawsze jednak przyjmowano ją entuzjastycznie. Bywała często, ale tylko jak gość. W 2009 roku Filharmonia Narodowa zorganizowała jej huczne 80. urodziny. Powiedziała wówczas, że jest  szczęśliwa, że nie musi grać i zaprezentowała za to swoich uczniów. Zamknąwszy etap własnej kariery, zrealizowała inne marzenie: zamieszkała w Australii, w której zakochała się już podczas występów, w 1969 roku.

Zachowała optymizm i pogodę ducha. Kiedy zaczął dokuczać jej artretyzm, sprzedała na aukcji swoje ukochane  cytrynowozłote XVIII-wieczne skrzypce Guarnieriego, dla siebie kupiła ich kopię. A kiedy pytano jej, czy nie żal już, że nie gra, odpowiadała: – Przecież gram nadal, palcami dzieci, które uczę.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL