fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Absurdalne przepisy utrudniają lekarzom leczenie pacjentów

123RF
Zamiast chorymi lekarze zajmują się pisaniem sprawozdań, a szpitale niekończącymi się kontrolami.

Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł chce zmienić przepisy, które utrudniają szpitalom leczenie, a pacjentom korzystanie z ich usług. Lekarze i prawnicy powołani przez ministra do specjalnego zespołu przygotowali właśnie raport, w którym wskazują absurdy w służbie zdrowia i konieczne zmiany w systemie organizacyjno-prawnym. Postulują m.in. umożliwienie szpitalom pobierania dodatkowych opłat za usługi świadczone ponad standard przewidziany przez NFZ czy prowadzenie tylko jednej kontroli naraz w placówce medycznej.

W raporcie na pierwszy ogień poszły usługi szpitalne. Pacjenci nie mogą dopłacać np. do wyrobów medycznych.

Autorzy raportu twierdzą, że jeśli pacjent przechodzi w szpitalu operację usunięcia zaćmy, powinien móc dopłacić do soczewki lepszej jakości niż ta, którą refunduje NFZ. Fundusz płaci tylko za najtańszą, która kosztuje 50 zł. Ta o wyższym standardzie to wydatek 1 tys. zł. Pacjent staje więc przed wyborem: albo poddaje się operacji refundowanej przez NFZ z podstawową soczewką, albo – jeśli chce mieć lepszą – płaci w prywatnej placówce za cały zabieg kilka tysięcy złotych. Nie może bowiem skorzystać z refundacji zabiegu i zapłacić tylko za soczewkę.

Wszystko albo nic

– Zakaz dopłat do wyrobów medycznych w szpitalu to przykład błędnej interpretacji prawa, z jaką mamy teraz do czynienia. Traci na tym i pacjent, i szpital – mówi Tomasz Pęcherz, radca prawny i szef ministerialnego zespołu.

W raporcie autorzy wytykają też absurdy, które paraliżują prowadzenie działalności leczniczej. Przykład to termin przedawnienia roszczeń. Dla świadczeniodawców wynosi trzy lata, dla NFZ dziesięć lat.

– Jeśli NFZ dopatrzy się w sprawozdaniach placówki medycznej nieprawidłowości w rozliczeniach sprzed np. siedmiu lat, odliczy te kwoty i potrąci z zapłaty za bieżąco wykonywane i sprawozdawane przez szpital usługi medyczne – mówi mec. Pęcherz.

Nieporozumieniem jest też to, że placówka medyczna nie podlega zasadom przewidzianym w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej. Ta zaś przewiduje, że w tym samym czasie może być prowadzona tylko jedna kontrola. Tymczasem z ustawy o działalności leczniczej – kluczowej dla szpitali – wynika, że kontrole mogą prowadzić jednocześnie NFZ, minister zdrowia i np. wojewoda.

Paraliż szpitali

Na trudności w funkcjonowaniu szpitali wpływają też wymagania co do sprzętu, kadry medycznej czy wyposażenia sal, jakie narzuca NFZ i minister zdrowia, uzależniając od tego podpisanie z nimi umów. Szpitale muszą np. zatrudniać całą dobę dwóch anestezjologów. Rujnuje to budżety małych placówek, które mają mało ostrych przypadków i w nocy np. nie operują. A roczny koszt utrzymania anestezjologa to 600 tys. zł.

Duża część raportu poświęcona jest przychodniom medycyny rodzinnej. Lekarze pierwszego kontaktu muszą wypisywać tyle dokumentów i sprawozdań, że na pacjentów zostaje im niewiele czasu.

– Przygotowują raporty do GUS, urzędu marszałkowskiego, sanepidu i NFZ. Powinno się robić jedno sprawozdanie do Ministerstwa Zdrowia i każda zainteresowana instytucja mogłaby z niego czerpać – mówi Marek Twardowski, lekarz z Porozumienia Zielonogórskiego i współautor raportu.

– Bez dodatkowych pieniędzy nie da się usprawnić funkcjonowania placówek medycznych – podsumowuje Leszek Borkowski z Fundacji „Razem w chorobie".

Zdaniem lekarzy i prawników

Potrzeba nam koronerów

W raporcie dotyczącym absurdów lekarze i prawnicy zgodnie piętnują zapisy ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych oraz rozporządzenia wykonawczego do niej. Przepisy te w praktyce prowadzą do tego, że zmarłym poza szpitalem nie ma kto wystawić karty zgonu. Śmierć powinien bowiem orzec lekarz ostatniej choroby, który widział zmarłego w ciągu ostatnich 30 dni. Gdyby takiego nie było, zgon stwierdza lekarz, który mieszka do 4 km od miejsca położenia zwłok. Lekarze pierwszego kontaktu nie chcą jednak wystawiać kart zgonu, bo nie jest to świadczenie zdrowotne, za które płaci NFZ. A rodzina ma duży problem ze zwłokami. Dlatego od lat postulowane jest u kolejnych ministrów powołanie instytucji koronera, który wystawiałby taką kartę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA