fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Jerzy Haszczyński: Podziękujmy Macronowi

AFP
Nie pozwolić Francji na zdominowanie debaty o przyszłości – to najważniejsze dla naszego regionu zadanie w zaczynającym się właśnie spotkaniu przywódców NATO.

Gdyby nie wywiad prezydenta Francji dla tygodnika „The Economist", w którym zdiagnozował on (całe szczęście nietrafnie) śmierć mózgową NATO, można by powiedzieć, że sprawy sojuszu nie zaprzątają myśli politykom czy mediom. To o tyle dziwne, że dzisiejszy człowiek Zachodu najbardziej zatroskany jest o bezpieczeństwo, nie tylko socjalne, także to w czysto militarnym sensie – ochrony przed złymi ludźmi wysyłającymi do akcji żołnierzy, terrorystów czy hakerów.

Także w Polsce panuje raczej cisza przed wtorkowo-środowym spotkaniem przywódców NATO w Anglii. Trudno przebić Mariana Banasia, protestujących sędziów czy majstrowanie przy sejmowej Komisji Rodziny. Choć o tym wszystkim, zwłaszcza o prezesie NIK, nikt nie będzie pamiętał w czasie, gdy Zachód będzie się musiał mierzyć ze skutkami swoich zaniedbań w zakresie bezpieczeństwa i obrony.

Czy będzie musiał? To w dużym stopniu zależy od odpowiedzialności przywódców, a oni żyją w rytmie kadencji, góra czterech–pięciu lat, i troszczą się przede wszystkim o interesy swojego krajowego elektoratu. To utrudnia podejmowanie strategicznych decyzji, nie tylko finansowych.

Mogłoby się wydawać, że Emmanuel Macron, wygłaszając diagnozę o ostatnich podrygach NATO, wykonał wspaniałe zadanie: obudził Europejczyków. Spowodował, że łuski im z oczu spadły i widzą, że nie ma już co liczyć na Amerykę. Bo, co jest prawdą, Donald Trump podkopuje wiarę w NATO i gwarancje bezpieczeństwa. Gdyby chodziło więc o samo przebudzenie, to można by Macronowi podziękować. Jednak problemem są też francuskie pomysły na politykę bezpieczeństwa Europy po zerwaniu więzi atlantyckich.

Sprowadzają się one do dwóch tez – obie nie są do zaakceptowania przez Polskę i prawie wszystkie kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Pierwsza to zastąpienie zdominowanego przez Amerykanów NATO unijnym sojuszem obronnym zdominowanym oczywiście przez Francję. Druga to powiązanie tego unijnego sojuszu z Rosją.

Trudno uwierzyć, by polityk, który ledwie w 2017 r. doświadczył ingerencji Moskwy we francuskie wybory prezydenckie (łącznie z zaproszeniem konkurentki na Kreml), nie zdawał sobie sprawy z zagrożeń, jakie taki pomysł niesie. Skutki imperialnej polityki Rosji są niezmiennie od pięciu lat widoczne na Krymie i we wschodniej Ukrainie; nic nie wskazuje na to, by miała ona kiedykolwiek zrezygnować z aneksji półwyspu należącego do państwa sąsiadującego bezpośrednio z NATO i UE. On zaprasza lisa do kurnika i udaje, że to kret.

A może jest nawet gorzej. Macron, przyjmując w sierpniu Putina, za najważniejszy przekaz, który płynie z ich spotkania, uznał stwierdzenie, że w tworzeniu nowego porządku światowego (takiego określenia użył) główną rolę powinny odegrać Francja i Rosja. Zabrzmiało, jakby z grobu wyciągnął ideę koncertu mocarstw.

Nie pozwolić Macronowi na zdominowanie debaty na temat przyszłości – to najważniejsze dla Polski i krajów naszego regionu zadanie w zaczynającym się właśnie spotkaniu przywódców NATO. I na później. Pocieszające jest to, że od diagnozy i pomysłów prezydenta Francji odcięły się chyba wszystkie państwa członkowskie z wyjątkiem Luksemburga. A najważniejsza jest – i za to też można Macronowi podziękować – deklaracja Niemiec w obronie sojuszu i więzi z USA.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA