fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Macron już nie wierzy w NATO

Emmanuel Macron o Unii Europejskiej: „Istnieje ogromne ryzyko, że w długiej perspektywie znikniemy geopolitycznie, stracimy kontrolę nad naszym przeznaczeniem”
AFP
– Doświadczamy dziś śmierci klinicznej sojuszu atlantyckiego – uważa prezydent. I marzy o partnerstwie z Rosją.

Godzinny wywiad, jakiego Emmanuel Macron udzielił brytyjskiemu tygodnikowi „The Economist" w chwili, gdy jego kadencja osiąga półmetek, musi szokować. Oto przywódca największej, gdy już dojdzie do brexitu, potęgi wojskowej Unii Europejskiej deklaruje, że architektura bezpieczeństwa, na jakiej opiera się zjednoczona Europa, nie jest wiele warta.

Na pytanie brytyjskich dziennikarzy, czy artykuł 5 traktatu atlantyckiego (gwarantujący obronę wszystkim członkom) działa, prezydent odpowiada: „Tego nie wiem. Ale przede wszystkim, co będzie art. 5 znaczył w przyszłości?".

Zdaniem Francuza wina za kryzys, jaki przechodzi NATO, leży całkowicie po stronie Ameryki.

„Stany Zjednoczone pozostają naszym najważniejszym sojusznikiem, potrzebujemy ich i dzielimy z nimi te same wartości. Bardzo zależy mi na tej relacji i wiele w nią zainwestowałem z prezydentem Trumpem. Ale po raz pierwszy mamy do czynienia z amerykańskim prezydentem, który nie podziela naszej wizji projektu europejskiego, a i amerykańska polityka rozchodzi się z tym projektem. Musimy z tego wyciągnąć wnioski. Te konsekwencje są na razie widoczne w Syrii: ostateczny gwarant, parasol, który uczynił Europę silniejszą, nie ma już takiego samego stosunku do Europy. A to oznacza, że nasza obrona, nasze bezpieczeństwo, elementy naszej suwerenności muszą być na nowo dogłębnie przemyślane".

Ale prezydent w przebudowie systemu bezpieczeństwa idzie dalej: „Jeśli chcemy zbudować pokój w Europie, odbudować europejską, strategiczną autonomię, musimy przemyśleć nasze stosunki z Rosją". Zdaniem Macrona Moskwa będzie na takie partnerstwo gotowa. Forsowany bowiem przez Władimira Putina model kraju, który ma gospodarkę wielkości Hiszpanii i starzejące się społeczeństwo a uwikłany jest w liczne konflikty międzynarodowe, jest nie do utrzymania. Jedynym wyjściem dla Moskwy jest więc powrót do przestrzegania międzynarodowego prawa i właśnie budowa partnerskich relacji z Europą – uważa francuski prezydent.

Ale jest też w jego wizji inny, niepokojący dla Polski, punkt. Macron forsuje budowę zupełnie niezależnej od USA, europejskiej polityki obronnej, w którą – jak twierdzi – tchnął już nowe życie po przejęciu władzy w maju 2017 r. Bo też zdaniem prezydenta stawka dla Unii jest wielka: „Istnieje ogromne ryzyko, że w długiej perspektywie znikniemy geopolitycznie, stracimy kontrolę nad naszym przeznaczeniem".

Dla francuskiego przywódcy, jeśli NATO dobrze działa na poziomie operacyjnym, to już nie strategicznym. Jego zdaniem świadczy o tym choćby sprzeczna polityka, jaką prowadzi w Syrii z jednej strony Turcja, a z drugiej pozostali sojusznicy, w szczególności odnośnie do kurdyjskich sojuszników Zachodu, którzy pomogli pokonać tzw. Państwo Islamskie. Prezydent przyznaje wręcz, że nie wie, czy Turcja pozostanie w przyszłości członkiem NATO.

Polski rząd, tak obecny, jak i poprzednie, prowadzi zupełnie odmienną politykę bezpieczeństwa, która bazuje na sojuszu z USA. Ale Macron pod adresem Warszawy ma akurat pojednawczy przekaz. „Nie mogę krytykować Polaków. Mają swoją historię, swoje stosunki z Rosją. I chcieli amerykańskiego parasola natychmiast, jak tylko upadł mur. W Polsce są więc pewne obawy. Ale zaczynam z nimi rozmawiać" – mówi prezydent.

Odzyskanie przez Europę suwerenności opartej na własnych siłach zbrojnych to projekt, który spełni się w długim okresie, być może dziesięciu lat. Zdaniem Macrona opóźnienia Unii w sprawach obrony wynikają z naiwnej polityki, jaką przyjęła po upadku ZSRR. W Brukseli zakładano wówczas, że rozwój demokracji na świecie będzie nie do powstrzymania, a zadaniem zjednoczonej Europy nie jest budowa silnego ośrodka władzy, tylko znoszenie przeszkód dla swobody działalności gospodarczej wśród krajów członkowskich. Sygnałem zmiany kursu ze strony Paryża może być m.in. wyjątkowo twarda postawa, jaką prezydent przyjął w sprawie budowy systemu internetowego piątej generacji. Jego zdaniem tylko oparcie go na dwóch europejskich graczach, którzy opanowali tę technologię, Ericssonie i Nokii, zapewni w przyszłości Unii suwerenność, w szczególności wobec Chin.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA