Urzędujący od ponad trzech dekad Aleksander Łukaszenko rozumie jedynie język siły i pieniądza. Jednak w sposób siłowy nie jesteśmy w stanie skłonić białoruskiego dyktatora do zmiany swojego postępowania wobec Polski: zaprzestania agresywnych ćwiczeń wojskowych z Rosją, zatrzymania prowokacji na granicy czy uwolnienia więźniów politycznych, a przede wszystkim przebywającego od ponad czterech lat w kazamatach Andrzeja Poczobuta.
Poszliśmy więc drogą restrykcji finansowych, których skutki reżim w Mińsku odczuje z powodu zamkniętej granicy. Czy będą na tyle bolesne, by satrapa zrobił krok wstecz?
Polska zamknęła granicę z Białorusią. Co straci reżim Aleksandra Łukaszenki?
Sytuację najlepiej obrazują liczby. W 2024 r. wymiana handlowa Białorusi z państwami UE stanowiła nieco ponad 8 mld euro, z czego zaledwie 1,2 mld euro wyniósł eksport białoruskich towarów do Europy. To kropla w morzu dla eksportu białoruskiego, który w ubiegłym roku wyniósł niemal 50 mld dol. (kosztem dostaw do Rosji, niektórych państw WNP oraz krajów tzw. Globalnego Południa). Z powodu nałożonych na Białoruś sankcji (najpierw po wyborach w 2020 r., a następnie po wybuchu wojny w 2022 r.) eksport do UE skurczył się ponad sześciokrotnie. Dla porównania, w 2019 r. Białoruś sprzedała do UE towary i usługi o wartości 8,4 mld euro. Dzisiaj to już historia.
Czytaj więcej
Testują gotowość Zachodu do odpowiedzi na działania hybrydowe, które mogą być wstępem do znacznie poważniejszych kroków Moskwy – mówi „Rzeczpospoli...
Zamknięta polsko-białoruska granica nie oznacza jednak, że Białoruś całkowicie zostanie odcięta od swoich handlowych partnerów w Polsce, Niemczech, Holandii, Włoszech i innych państwach UE. W momencie publikacji tego tekstu na dwóch wciąż czynnych przejściach granicznych z Litwą (Bieniakonie i Kamienny Łoh) na wjazd do UE od strony białoruskiej oczekiwało w sumie ponad 800 ciężarówek. Z kolei na granicy białorusko-łotewskiej w kolejce stało ponad 130 TIR-ów. Z pewnością część towarów, które Białoruś sprowadzała i sprzedawała do UE poprzez Terespol, popłynie poprzez państwa bałtyckie. To utrudni logistykę i zwiększy koszty, ale nie oznacza całkowitej blokady.
Szef chińskiej dyplomacji w Polsce. Czy Chiny nacisną na Białoruś i Rosję?
Wiele będzie zależało od tego, jakie stanowisko zajmą Chiny (i czy zajmą w ogóle) po poniedziałkowej wizycie szefa chińskiej dyplomacji w Polsce Wanga Yi. Zamknięcie granicy polsko-białoruskiej uderza w 3,7 proc. chińskiego eksportu do UE, o wartości 30 mld dol. rocznie, bo lwia część chińskich towarów do Europy dociera drogą morską. Czy to wystarczający argument, by w konflikcie Polski z Białorusią (i stojącą za Łukaszenką Rosją) Pekin stanął po stronie Warszawy?
Czytaj więcej
Konsekwencje złych stosunków między Mińskiem a Warszawą uderzają w kluczową dla Pekinu drogę transportu do Europy. Chińczycy powinni znowu wpłynąć...
Wiele wskazuje na to, że Chiny będą oczekiwały czegoś znacznie większego. Z doniesień „Rzeczpospolitej” wynika, że niespełna pół roku temu wiceszef chińskiej dyplomacji Ma Zhaoxu podczas wizyty w Polsce (ale też w Paryżu) sondował, czy bylibyśmy skłonni zdystansować się do USA, a zbliżyć do Chin. A czy bylibyśmy gotowi zaprosić Chińczyków do ważnych projektów infrastrukturalnych czy energetycznych w Polsce w warunkach trwającej wojny i biorąc pod uwagę fakt, że Chiny są dzisiaj najważniejszym partnerem gospodarczym, politycznym i wojskowym Rosji? Oczekujemy zaś, że z powodu niewielkiej części zablokowanych na białorusko-polskiej granicy chińskich towarów (dla których Pekin zapewne już znalazł alternatywne szlaki) Xi Jinping zadzwoni do Łukaszenki czy Putina i poprosi o zaprzestanie nękania Polski. Oby tak było. Bo paleta argumentów w relacjach z dyktatorem w Mińsku wraz z zamknięciem ostatniego przejścia granicznego właśnie została wyczerpana.