fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Michał Szułdrzyński: Za kulisami kontroli

Michał Jędrzejczyk, Marian Banaś
Prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś (z prawej) i p.o. dyrektora Departamentu Porządku i Bezpieczeństwa Wewnętrznego w NIK Michał Jędrzejczyk.
PAP/ Paweł Supernak
Wojna gangów zamiast prawa i sprawiedliwości. Sytuacja w Zjednoczonej Prawicy po raporcie NIK wygląda na iście wybuchową mieszankę.

Choć prezes NIK spóźnił się trzy dni z organizacją wydarzenia, które miało uczcić pierwszą rocznicę „nieodbytych wyborów kopertowych" z maja 2020 r., chyba nikt nie może być zawiedziony tym, że trzeba było te kilkadziesiąt godzin poczekać. Zgodnie z wcześniejszymi przeciekami, ale tym razem oficjalnie, w czwartek Marian Banaś przedstawił miażdżące wyniki kontroli procesu przygotowania ubiegłorocznych wyborów, które miały się odbyć 10 maja. I choć kontrola potwierdziła bezprawność działań, co rok temu opisywaliśmy na tych łamach, i nie ujawniła nowych zmarnotrawionych kwot, zestawienie tego wszystkiego razem sprawia, że nazwa partii rządzącej Prawo i Sprawiedliwość brzmi w kontekście ubiegłorocznych wydarzeń jak jakieś ponure szyderstwo.

Najwyższa Izba Kontroli uznała, że premier nie miał prawa wydać w połowie kwietnia 2020 r. Poczcie Polskiej (PP) i Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych (PWPW) polecenia podjęcia przygotowania do majowych wyborów, ponieważ za organizację głosowania, projekt i druk kart wyborczych w myśl obowiązujących wówczas przepisów odpowiadała Państwowa Komisja Wyborcza. Mało tego, zgodnie z obowiązującym wówczas prawem wybory nie mogły odbyć się korespondencyjnie. Przed wydaniem poleceń ostrzegały dwie z trzech opinii, którymi wówczas dysponowała Kancelaria Premiera. PP i PWPW nie miały prawa dalej działać, ponieważ stosownych umów – wbrew poleceniu premiera – nie podpisały z nimi ministerstwa Aktywów Państwowych i Spraw Wewnętrznych. A zatem oprócz spółek, które działały bez zagwarantowanego finansowania powierzonych działań, ze swoich obowiązków nie wywiązali się również ministrowie Jacek Sasin i Mariusz Kamiński. W dodatku PP złamała RODO, żądając wydania list wyborców, nie będąc wówczas podmiotem uprawnionym do przygotowywania wyborów. Razem obie spółki zmarnowały ponad 76,5 mln zł. W dodatku na początku nikt z urzędników nie zamówił analiz mających oszacować koszty całej operacji, szczególnie w sytuacji, gdyby do wyborów nie doszło.

Wszystko to razem pokazuje skalę nie tylko prowizorki, ignorowania prawa, ale nawet zwykłych zasad zdrowego rozsądku przez osoby, które uznały, że specustawa dotycząca przeciwdziałania pandemii daje carte blanche na działania ponad prawem, po to, by dopiąć zupełnie szalonego celu, jakim było przeprowadzenie wyborów kopertowych.

Prezes NIK skierował doniesienie do prokuratury na zarządy PWPW i PP. A co z politykami? Oficjalnie twierdzi, że taką możliwość wciąż analizuje. Ale tu kończy się kontrola, a zaczyna czysta polityka i pojawiają się pytania, czy w tej sprawie nie toczą się przypadkiem jakieś zakulisowe targi. Szczególnie że od dłuższego czasu służby prześwietlają syna prezesa NIK Mariana Banasia. Ostatnio przeszukały ponownie jego mieszkanie – niedługo po tym, gdy jego ojciec udzielił po raz pierwszy od dłuższego czasu wywiadu mediom – Business Insiderowi. W czwartek policja znów odwiedziła jego mieszkanie w związku z fałszywym listem, w którym Jakub Banaś napisać miał o targnięciu się na własne życie. Nie przypadkiem też na konferencji NIK podkreślano rolę MSWiA, którego szef jest też koordynatorem służb specjalnych. Rolę służb specjalnych w tej sprawie trzeba będzie wyjaśnić – to zadanie choćby dla komisji śledczej w kolejnej kadencji Sejmu.

Ale to nie koniec. Latem zeszłego roku PiS usiłowało przeprowadzić przez Sejm ustawę, której fragment głosił: „Nie popełnia przestępstwa, kto w celu przeciwdziałania Covid-19 narusza obowiązki służbowe lub obowiązujące przepisy". Ostatecznie tzw. ustawa o bezkarności została we wrześniu wycofana z powodu sprzeciwu Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry. Dziś to podległa Ziobrze prokuratura podejmie decyzję, co zrobić dalej z doniesieniami NIK. I nawet jeśli izba nie złoży doniesień na polityków, prokuratorzy mogą sami podjąć czynności dotyczące faktów ustalonych przez NIK i przedstawionych w raporcie. A nie od dziś wiadomo, że Ziobro jest w głębokim politycznym konflikcie z premierem Morawieckim i od miesięcy naciska na Jarosława Kaczyńskiego na jego odwołanie.

Cóż więc tu mamy na końcu: raport pokazujący łamanie prawa przez ważnych polityków, niejasne działania służb i upolitycznioną prokuraturę. To iście wybuchowa mieszanka. I znacznie bardziej to przypomina wojnę gangów gdzieś na Wschodzie niż politykę demokratycznego państwa uważającego się za część Zachodu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA