W ten weekend tysiące polskich patriotów opuściło swoje domy, rodziny i bliskich, by udać się do dużego miasta, posłuchać wizji polskiej przyszłości przedstawionej przez lidera swojego obozu politycznego, ale też by się spotkać i porozmawiać o najbardziej palących sprawach. Zarówno członkowie, jak i sympatycy tych obozów politycznych dali przykład patriotyzmu i zaangażowania w sprawy publiczne.

Reklama
Reklama

Łączy ich patriotyzm, ale pojmują go zupełnie inaczej

Jedni pojechali do Katowic na kongres programowy PiS i wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego, inni do Warszawy, na konwencję zjednoczeniową Koalicji Obywatelskiej pod przywództwem Donalda Tuska.

I poza tym patriotyzmem i odmienianiem Polski przez wszystkie przypadki, niewiele więcej te dwa obozy łączy. Jeśliby uznać, że zarówno Tusk, jak i Kaczyński mają rację, przed Polską stoi naprawdę złoty okres, wzmacnianie państwowości, suwerenności, uczciwość, praca i bogactwo. I wartości.

Polską polityka bezwzględnie wciąż rządzą dwaj starsi panowie, jeden po siedemdziesiątce, a drugi niewiele przed. Nie brakuje im jednak energii. To ich wystąpienia kreśliły wizje, mobilizowały działaczy i słuchaczy. Poza nimi ich partie nie mają byt wiele zasobów

Obaj liderzy podobnie jak o wzroście gospodarczym i budowie zamożności, mówili o wartościach. Kaczyński o cywilizacji chrześcijańskiej, Tusk o dobru, prawdzie i przyzwoitości.

Ale obaj odwoływali się do wartości wspólnotowych, patriotyzmu. Tusk równie często jak Kaczyński posługiwał się pojęciem suwerenności. Ale obaj też ostrzegali, co będzie, jeśli wygra adwersarz. Wtedy Polska zniknie, albo stanie się brukselsko-berlińska tudzież moskiewska.

Kim i czym straszyli Tusk oraz Kaczyński?

Można powiedzieć, pokaż mi, co jest dla ciebie największym zagrożeniem, a powiem ci, kim jesteś. Tusk ostrzegał przed Polską skłóconą z Zachodem, osamotnioną, a przez to osłabioną, wewnętrznie targaną konfliktami, nienawiścią, propagandą. Kaczyński zagrożenie widział w pochodzie autorytaryzmu, który idzie przez świat, ale nie chodziło mu o sojusz Rosji, Chin czy Iranu, lecz o rzekomo odbierającą wolność obecną wersję liberalnej demokracji, przeciw której wygrał Donald Trump i przeciw której rosną w Europie „różne siły”.

PiS łatwiej było zorganizować kongres programowy, bo jest w opozycji. Za nic dziś nie odpowiada i ma wygodną pozycję recenzenta. Choć równocześnie wciąż w pełni nie rozliczył się z poprzednich ośmiu lat rządów, które malowano jako ziemię obiecaną, w porównaniu z obecną władzą. Ale widząc Jacka Kurskiego debatującego o mediach publicznych czy Daniela Obajtka – o zarządzaniu gospodarką, można było odnieść wrażenie, że PiS nie wyciągnął żadnych wniosków przez ostatnie dwa lata. Ale to kongres programowy PiS zmusił Donalda Tuska do tego, by prócz zjednoczenia zorganizować panele programowe pokazujące, że koalicja rządząca nie leci na autopilocie, ale ma mapę, kompas i umiejętności nawigacyjne.

Tusk z Kaczyńskim rządzą polityczną wyobraźnią

Ale jeszcze jedna rzecz w ten weekend była niezwykle uderzająca. Polską polityką bezwzględnie wciąż rządzą dwaj starsi panowie, jeden dobrze po siedemdziesiątce, a drugi niewiele przed. Nie brakuje im jednak energii. To ich wystąpienia kreśliły wizje, mobilizowały działaczy i słuchaczy. Poza nimi ich partie nie mają zbyt wiele zasobów.

Który z nich lepiej odczytuje społeczne nastroje i znaki czasów? Bez wątpienia ten, który będzie rządzić po następnych wyborach.