fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Karol Młot: Młot na muzułmańskich najeźdźców

Charles de Steuben, „Bitwa pod Poitiers” (fragment obrazu)
Wikipedia
Gdyby Karol Młot nie zdecydował się stawić czoła arabskiej armii atakującej Europę, jej mieszkańcy wyznawaliby dziś islam. Bitwa pod Poitiers powstrzymała muzułmański pochód na Zachód.

To miał być wielki, triumfalny rajd Arabów na państwo Franków, uważane za słabe i pogrążone w chaosie. W 730 r. namiestnikiem Al-Andalus (Półwyspu Iberyjskiego) został ambitny, ponad 40-letni Abd ar-Rahman al-Ghafiki, który dał się poznać jako waleczny wódz podczas podboju ziem dzisiejszej Hiszpanii. Jego wojska uczestniczyły w walkach w północnej Afryce (opanowały m.in. Tanger) i potem na obszarze między Cieśniną Gibraltarską a Pirenejami. Efektem było ustanowienie tam władzy muzułmańskiej.

Al-Ghafiki rządził twardą ręką. Mieszkańców podbitych terenów zmusił pod groźbą śmierci do przyjęcia islamu. Potem jego urzędnicy zbudowali minarety i meczety, ufortyfikowali miasta i połączyli je bitymi drogami, wydając przy okazji wojnę rozbójnikom napadającym na kupców i podróżnych. Rozpoczął się okres prosperity miast położonych na Półwyspie Iberyjskim. Abd ar-Rahman chciał jednak zrealizować swoje największe marzenie i podbić państwo Franków położone na północ od Pirenejów.

Wydawało się, że szczęście będzie towarzyszem jego wyprawy. Przez ostatnie kilkanaście lat odnosił zwycięstwo za zwycięstwem, m.in. w walkach z ludami północnej Sahary i chrześcijanami zamieszkującymi Półwysep Iberyjski. Aby zdobyć dodatkowe środki na wyprawę, podwyższył dżizę, podatek nakładany na podbitych terenach na innowierców, głównie chrześcijan. Spowodowało to falę buntów i migracje. Żołnierze emira krwawo tłumili bunty, ćwicząc się przy okazji w wojennym rzemiośle. A kto pokornie godził się na większe podatki, ten zasilał kasę wodza na wojenną wyprawę.

Książęta i majordomowie

Al-Ghafiki liczył na łatwe zwycięstwo, tym bardziej że kraj, do którego się wybierał, od prawie 200 lat pogrążony był w chaosie. W 511 r. zmarł Chlodwig, książę z dynastii Merowingów, który przyjął chrzest, a stolicą swojego państwa ustanowił Paryż. Następcy Chlodwiga systematycznie rozszerzali terytorium królestwa, przyłączając Turyngię, Burgundię, Prowansję i Bawarię. W rezultacie ich państwo sięgało od Pirenejów aż po Ren. Tyle że nie umieli nim rządzić. Po śmierci kolejnego władcy państwo dzielono na królestwa w taki sposób, aby każdy syn otrzymał swoją część. Każdy ze spadkobierców chciał się wybić na niezależność, co powodowało kłótnie i walki między nimi. W 634 r. zwaśnione państewka zjednoczył książę Dagobert, lecz po pięciu latach zmarł i walki o władzę się nasiliły. Następców Dagoberta – jako tych, którzy nie umieli się dogadać i nie troszczyli się o sprawy państwa – historia nazwała „królami gnuśnymi". W ich imieniu najważniejsze decyzje państwowe podejmowali często majordomowie, urzędnicy sprawujący nadzór nad administracją księstwa.

Najbardziej znanym i wpływowym majordomem był Pepin z Heristalu, nazwany Pepinem Grubym. Sprawował tę funkcję na dworze kolejnych władców z dynastii Merowingów od 680 r. Ostatni – Teuderyk III – podjął próbę usunięcia Pepina z urzędu, ale okazało się, że majordom zdobył kontrolę nad armią, zyskał wpływowych sojuszników za granicą i to on wyszedł zwycięsko z tego starcia. Potem osadził na urzędach majordomów w sąsiednich królestwach swoich krewnych, co zmarginalizowało rolę monarchów i stało się zarzewiem kolejnej walki o władzę. Wybuchła ona na początku 715 r., tuż po śmierci Pepina (zmarł 16 grudnia 714 r.).

Pepin Gruby, który dał się poznać nie tylko jako pogromca prawowitego władcy, lecz również jako hulaka, pozostawił swoim następcom trudny problem sukcesji. Jego dwaj synowie z legalnego małżeństwa zginęli przed nim, a synów nieślubnych – księcia Burgundii Childebranda i Karola (nazwanego później Młotem) – nie chciała za władców uznać arystokracja i możnowładztwo. Pepin namaścił więc na swojego następcę Teudoalda, wnuka po drugim zmarłym synu. Szkopuł w tym, że Teudoald również był dzieckiem nieślubnym, a w chwili śmierci dziadka miał zaledwie 8 lat, więc wybór ten wzbudził sprzeciw możnych. Jego babcia Plektruda, pierwsza i prawowita żona Pepina, zorientowała się, że energiczny i ambitny Karol może sięgnąć po władzę, więc wykorzystała swoje wpływy, aby wtrącić go do więzienia. Karol trafił do celi w Kolonii, wówczas mieście na dalekich, wschodnich rubieżach królestwa.

Plektruda przegrała jednak walkę o władzę. Uwięzienie Karola oraz próba skłócenia książąt i arystokratów odebrały jej sojuszników. Majętni szlachcice nie chcieli, aby władzę w kraju sprawowała kobieta. Tak doszło do buntu możnowładców, którzy wywołali powstanie zbrojne i osadzili na urzędach majordomów arystokratów niechętnych Plektrudzie. Kilka miesięcy później Karol uciekł z więzienia w Kolonii i stanął na czele buntu możnych w Austrazji. Jednak dwaj inni majordomowie, z których każdy miał nadzieję na zjednoczenie królestwa pod swoim berłem, połączyli siły i zaatakowali Karola w pobliżu Kolonii. Młody książę uciekł w góry, ale szybko powrócił i stanął na czele oddziałów zbuntowanych przeciwko konkurentom. Od tej pory zwycięstwo szło jego tropem. Najpierw pod Ambleve, a później pod Vincy rozbił wojska swoich przeciwników i wjechał do Kolonii już jako majordom Austrazji. W Kolonii żyła wówczas Plektruda, która półtora roku wcześniej wtrąciła go do więzienia. Ale Karol nie był mściwy ani pamiętliwy. Darował macosze życie pod warunkiem, że nigdy więcej nie wystąpi przeciwko niemu.

Tak rozpoczął się szlak wielkich zwycięstw Karola Młota. Królem obwołał lojalnego wobec siebie Chlotara IV, który zastąpił Chilperyka II, a z arcybiskupstwa w Reims usunął nieprzychylnego mu arcybiskupa Rygoberta. Na jego miejscu osadził biskupa Milo. Chilperyk wkrótce sprzymierzył się z Odonem Wielkim, władcą Akwitanii, ale Karol Młot pokonał ich w bitwie pod Soissons. To miasteczko było pierwszą stolicą Francji, a w tutejszej katedrze Chlodwig przyjął chrzest i zapoczątkował lata świetności państwa Merowingów. Błyskotliwe zwycięstwo Karola Młota zwiastowało koniec dynastii Merowingów (co wkrótce się stało) i upadek jego rywali. Odon złożył przysięgę na wierność Karolowi, a Chilperyk zawarł z nim porozumienie. W zamian za uznanie go królem Franków oddał Karolowi władzę nad administracją, finansami i wojskiem. W ten sposób krajem faktycznie zaczął rządzić Karol Młot.

Następne lata to walka o utrwalenie władzy i integralność terytorialną. Zaczęło się od wyprawy przeciwko Sasom i zwycięstwa w Lesie Teutoburskim. Potem była wojna z Fryzami, Bawarami, Longobardami i Alemanami. Władca tych ostatnich (Lantfrid) nie chciał uznać władzy Franków. W starciu z wojskiem Karola jego armia poniosła druzgocącą klęskę, a on sam zginął. Zwycięski majordom nie zdążył wrócić do Paryża z wojny z Alemanami, gdy przyjechali do niego posłowie od Odona, niedawnego rywala, a dziś sojusznika. Od nich dowiedział się, że z południowego zachodu ruszyła na jego kraj ogromna armia emira Abd ar-Rahmana. Karol zawrócił wojsko i poszedł na spotkanie arabskiemu przeciwnikowi, którego słusznie uważał za groźniejszego i potężniejszego od wszystkich dotychczasowych razem wziętych.

Islamski miecz

Emir przed wyprawą otrzymał dodatkowe posiłki od kalifa – kilkanaście tysięcy lekkozbrojnych wojowników na szybkich koniach. Zadowolony z wcześniejszych podbojów kalif liczył na to, że dożyje momentu, gdy jego imperium obejmie tereny po Cesarstwie Rzymskim. Podbój państwa Franków miał być ważnym etapem tego planu. Armia Abd ar-Rahmana, licząca około 50 tys. żołnierzy, przekroczyła więc Pireneje i ruszyła na północ. Tam, gdzie przeszła, zostawiała po sobie zgliszcza. W popłochu uciekały przed nią tysiące ludzi, ratując życie, rodzinę i wiarę przed islamskim mieczem. Naprzeciwko Arabów stanął książę Odon z kilkutysięczną armią. Nad rzeką Garonną został przez nich zaskoczony i poniósł straszliwą klęskę. Większość jego żołnierzy poległa lub została ranna, a on sam z garstką ludzi uciekł na północ, aby znaleźć schronienie przy armii Karola. W ślad za uciekającymi ruszył Abd ar-Rahman, paląc, grabiąc, mordując i biorąc w niewolę kobiety, dzieci i młodych mężczyzn (starszych mordowano). Jeszcze przed zimą chciał zdobyć i zniszczyć miejsce chrztu kraju Franków (Soissons), najstarsze biskupstwo (Reims) i stolicę (Paryż). Zdobył i spalił Carcassonne, potem Bordeaux i ruszył na północ. Spieszący mu na spotkanie Karol dotarł ze swoimi żołnierzami do Tours nad Loarą.

Losy Europy

Wszystko wskazywało na to, że Abd ar-Rahman odniesie kolejne zwycięstwo, rozgromi wojska Franków, zajmie Paryż i zniszczy ich chrześcijańskie państwo. Arabski wódz dysponował znacznie większą armią, liczącą według różnych szacunków 35–50 tys. żołnierzy, zaprawionych w bojach i zachęconych wcześniejszymi zwycięstwami. Wojska Karola – łącznie 15 tys. ludzi – były zmęczone licznymi kampaniami wojennymi. Karol wiedział, że nie jest to po prostu kolejna z jego walk. Miał świadomość, że na polu bitwy, która niechybnie nastąpi, rozstrzygnie się nie tylko los państwa Franków, lecz także chrześcijańskiej Europy. Poza nim nikt na kontynencie nie dysponował wówczas wojskiem zdolnym przeciwstawić się inwazji muzułmanów. Karol mógł liczyć na swój wojenny geniusz i... łut szczęścia. I nagle szczęście zaczęło mu dopisywać.

W październiku 732 r. Abd ar-Rahman ruszył w stronę Tours, by spotkać się z armią przeciwnika. Z marszu chciał wziąć miasteczko Poitiers, ale zastał tu silnie uzbrojoną twierdzę, której załoga stawiła mężny opór. Obrońcy walczyli do ostatniej kropli krwi, wiedząc, że jeśli muzułmanie zdobędą miasto, urządzą tam rzeź. W tym samym czasie na miejsce dotarły pierwsze oddziały Franków, które zaczęły atakować małe oddziały muzułmanów i odbijać jasyr oraz zrabowane kosztowności. Zaskoczony takim obrotem spraw Abd ar-Rahman (waleczność chrześcijan wzbudziła jego podziw) podzielił swoją armię na trzy zgrupowania. Pierwsza grupa została w Poitiers, aby nadal oblegać twierdzę, druga otoczyła obóz i miała ochraniać wozy ze zrabowanymi kosztownościami i niewolnikami. Trzecia pod dowództwem samego emira ruszyła na północ w stronę Tours, aby zetrzeć w pył wodza Franków i jego żołnierzy. Przez tydzień małe oddziały po obu stronach toczyły ze sobą potyczki. W końcu 25 października Abd ar-Rahman zdecydował się zaatakować przeciwnika.

Karol nie chciał otwartej bitwy. Znając stawkę, o jaką toczyła się gra, zdecydował się przyjąć strategię obronną. Liczył, że Arabowie poniosą duże straty, jeśli będą atakować jego pozycje – może tak duże, że nie będą w stanie zdobyć Poitiers i Tours. W centrum ustawił piechotę, łuczników i procarzy, a także pikinierów. Ci ostatni, uzbrojeni w piki, mieli chronić resztę wojska przed atakiem konnicy. Na skrzydłach stanęła jazda, którą dowodził książę Odon.

Rankiem Abd ar-Rahman stanął twarzą w twarz z wojskami wroga. Spodziewał się, że Frankowie uderzą lada chwila, a wtedy zmiażdży ich atak jego konnicy. Tak się jednak nie stało. Karol nie dawał komendy do natarcia, a karni żołnierze stali w szeregu i czekali na rozkazy. Emir uznał to za objaw słabości i wczesnym popołudniem ruszył do bitwy. Szarża lekkiej konnicy zatrzymała się jednak na pikach, a łucznicy i procarze zadali napastnikom duże straty. Abd ar-Rahman nakazał powtórzyć atak, ale druga szarża skończyła się tak samo jak pierwsza. Kolejne ataki, wsparte przez piechotę, również napotkały mężny opór. Niezrażony tym arabski wódz kazał dalej nacierać i zaangażował do ataku kolejne jednostki. W ten sposób odsłonił jazdę stojącą na lewym skrzydle. Tam znienacka uderzył Odon, który tym razem odniósł zwycięstwo.

Wykrwawiona armia muzułmańska wycofała się do obozu, a wówczas okazało się, że nie żyje ich wódz. Zginął podczas jednego z ataków na pozycje Franków, najprawdopodobniej śmiertelnie rażony strzałą z łuku. Wiadomość o jego śmierci wywołała panikę. Arabowie rozpoczęli odwrót, który jeszcze tej samej nocy zamienił się w bezładną ucieczkę. Karol jednak szybko zatrzymał pościg. Bał się, że uciekające wojska wciągną go w zasadzkę, a ponadto chciał dać odpocząć zmęczonym żołnierzom i uwolnić mieszkańców wziętych do niewoli. Kazał więc zdobyć szturmem obóz nieprzyjaciela, ale nie napotkał żadnego oporu. W obozie zwycięskie wojska zastały nie tylko jeńców, ale też kosztowności, których Arabowie nie zdążyli ze sobą zabrać.

Rozbite oddziały arabskie musiały na własną rękę przebić się z powrotem za Pireneje. Wojska Karola bardzo im to utrudniały. Małe oddziały atakowały muzułmanów i zadawały im klęskę za klęską. W lasach grasowały uzbrojone oddziały chłopskie. Swoje zrobiła też surowsza niż wcześniej zima. Spośród tych, którzy pod wodzą Abd ar-Rahmana wyprawili się na Franków, tylko nieliczni wrócili do domów. Karol, który od czasu tej bitwy nosił przydomek Młot, zaczął odbijać ziemie zajęte podczas ekspansji Arabów. Wzmocnił również oddziały wojskowe na dalekich rubieżach kraju, dzięki czemu z łatwością powstrzymywały one kolejne najazdy Maurów i Arabów. Te zaś były kwestią czasu. W 736 r. do portu w Narbonie przybiły okręty armii dowodzonej przez syna Abd ar-Rahmana. Młody wódz chciał pomścić śmierć ojca i ponownie spróbować zająć państwo Franków. Jednak i on poniósł klęskę. Karol Młot zniszczył jego wojska w bitwie pod Arles, a wcześniej i później odbijał twierdze zajęte dawniej przez Arabów i odzyskiwał utracone terytoria. Tę politykę kontynuował syn Karola, Pepin Krótki, który do 760 r. odbił z rąk Arabów wszystkie zagarnięte przez nich niegdyś tereny. Ostatnim akordem tych walk było zdobycie Narbony po północnej stronie Pirenejów.

Zakręt dziejów

Pięć lat po bitwie pod Poitiers zmarł król Teuderyk IV. Karol, który był majordomem państwa Franków, mógł ogłosić królem, kogo chciał, ale nie obwołał nikogo. Zamiast tego sam zaczął używać tytułu księcia Franków. Tuż przed śmiercią (22 października 742 r.) podzielił królestwo pomiędzy dwóch najstarszych synów. Młodszy z nich po kilku latach zrezygnował z tronu i wstąpił do klasztoru. Królem Franków został Pepin Krótki, który zapoczątkował dynastię Karolingów. Jego syn Karol Wielki w grudniu 800 r. został koronowany na świętego cesarza rzymskiego. Karolingowie władali Francją przez następne 200 lat.

Karol Młot został pochowany w bazylice św. Dionizego w Saint Denis, gdzie jego grobowiec znajduje się do dziś. Choć formalnie nie był królem, przeszedł do historii jako jeden z najwybitniejszych władców Francji. Historycy spierają się dziś o znaczenie jego zwycięstwa pod Poitiers. Trudno jednak odmówić racji tym, którzy są przekonani, że ta bitwa rzeczywiście zatrzymała arabską inwazję na Europę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA