fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Czas na pomnik polskich ofiar

W ciągu kilku miesięcy na przełomie 1942 i 1943 roku Niemcy wysiedlili około 30 tysięcy polskich dzieci z Zamojszczyzny. Część wymordowali w obozach, część o „nordyckich cechach”, poddali germanizacji (tylko osiemset z kilkunastu tysięcy wróciło po wojnie do Polski). W sumie z Zamojszczyzny wywieziono ponad 100 tysięcy Polaków, ich miejsce zajmowali niemieccy osadnicy.
Rzeczpospolita
Pojawiła się kolejna niemiecka inicjatywa upamiętnienia krzywd wyrządzonych Polsce i Polakom.

„Należy znaleźć w Berlinie odpowiednie miejsce w eksponowanej lokalizacji, które będzie poświęcone ofiarom wojny i okupacji w Polsce" – czytamy w apelu pięciu posłów reprezentujących wszystkie, z wyjątkiem Alternatywy dla Niemiec, frakcje w Bundestagu. Jest pod nim także podpis Paula Ziemiaka, sekretarza generalnego CDU, urodzonego w Szczecinie.

Opublikowany został kilka dni temu w berlińskim dzienniku „Tagesspiegel". Jest w nim mowa o „niezliczonych zbrodniach" w Polsce, o chęci „dokonania wyniszczenia Polski", o „najbardziej brutalnej polityce zagłady" oraz czwartym rozbiorze Polski dokonanym na bazie układu Ribbentrop-Mołotow. Proponowany pomnik dla upamiętnienia tych wydarzeń miałby się przyczynić do pogłębienia wzajemnych relacji i przyjaźni.

To już było

Nie jest to pierwszy apel tego rodzaju. Sprawa upamiętnienia polskich ofiar ma długą historię. Inicjatyw było sporo, by wspomnieć o propozycji Władysława Bartoszewskiego czy znanego polityka SPD Markusa Meckela. Nic z nich nie wyszło mimo ogólnikowych obietnic strony niemieckiej. Pomnik polskich ofiar musiałby uzyskać akceptację Bundestagu, który musiałby rozpisać konkurs i za wszystko zapłacić, tak jak to było np. z pomnikiem Holokaustu w Berlinie.

W tej sytuacji półtora roku temu z apelem do Bundestagu właśnie zwróciła się ponad setka ludzi nauki, polityków i działaczy społecznych, aby poparł inicjatywę Floriana Mausbacha, emerytowanego urbanisty, który był w przeszłości inicjatorem budowy kilku innych pomników związanych z upamiętnieniem żydowskich ofiar nazizmu. Proponował on postawienie pomnika polskich ofiar na Askanischer Platz, naprzeciwko budowanego centrum dokumentacji wypędzeń w Berlinie, tuż przy Dworcu Anhalckim. Tam właśnie w listopadzie 1940 roku Joachim von Ribbentrop, szef hitlerowskiej dyplomacji, czekał na Wiaczesława Mołotowa ponad rok po rozbiorze Polski.

– Inicjatywa ta jest wciąż przedmiotem dyskusji, konsultacji i analiz, także z udziałem deputowanych Bundestagu. W naszym rozumieniu apel pięciu posłów jest wyrazem pośredniego poparcia dla naszego projektu – mówi „Rzeczpospolitej" prof. Dieter Bingen, szef Niemieckiego Instytutu ds. Polskich w Darmstadt, jeden z sygnatariuszy apelu w sprawie pomnika na Askanischer Platz.

Zaznacza jednak, że proces konsultacji w takiej kwestii wymaga sporo czasu.

Jedno miejsce dla Europy Wschodniej

Tak jak konkurencyjny projekt, który w styczniu tego roku był przedmiotem dyskusji na forum niemieckiego parlamentu. Chodziło o inicjatywę Die Linke (Lewica) dotyczącą utworzenia w Berlinie „jednego centralnego miejsca pamięci" poświęconego ofiarom niemieckiej wojny w Europie Wschodniej. A więc wspólnego dla Polaków, Białorusinów, Ukraińców oraz innych narodów. Zdaniem prof. Bingena propozycja Die Linke nie ma racji bytu. Została odesłana do jednej z komisji i są nikłe szanse, aby była przedmiotem dalszych debat.

Z drugiej strony jest wyrazem obaw niektórych środowisk w Niemczech, że w razie upamiętnienia polskich ofiar pojawią się żądania z wielu innych państw.

Taką obawą kierowali się też zapewne autorzy porozumienia koalicyjnego obecnego rządu Angeli Merkel. We fragmencie umowy dotyczącym upamiętnienia nowych grup ofiar nie wymienia się Polaków, lecz mowa jest ogólnie o „ofiarach niemieckiej wojny na Wschodzie".

– Naszego projektu nie należy traktować jako konkurencji dla innych inicjatyw. Nie można też nic nie robić w oczekiwaniu na zgłoszenia ze strony innych grup – mówi „Rzeczpospolitej" Manuel Sarrazin (poseł Zielonych), jeden z autorów apelu opublikowanego w dzienniku „Tagesspiegel". Wskazuje jednak na szczególnie zbrodniczy charakter niemieckiej okupacji w Polsce, co uzasadnia propozycję upamiętnienia polskich ofiar.

Mało czasu

Tym bardziej że zbliża się 1 września i nie wiadomo, w jaki sposób Bundestag upamiętni tę datę. Niewykluczone, że inicjatorom ostatniego apelu uda się przekonać sporą grupę posłów do swego pomysłu, co umożliwi złożenie odpowiedniego projektu na ręce przewodniczącego Bundestagu. Czasu jest jednak niewiele przed parlamentarnymi wakacjami. Ale szerokie poparcie, jakim cieszył się projekt Floriana Mausbacha, może przyśpieszyć całą sprawę.

– Nie jest to temat, którym żyją Niemcy. Wiadomo jednak, że coś trzeba zrobić pod adresem Polski jako ważnego partnera z okazji 80. rocznicy wybuchu wojny – mówi „Rzeczpospolitej " anonimowo jeden z niemieckich ekspertów z kręgów dyplomatycznych. Zwraca uwagę, że każda inicjatywa upamiętnienia polskich ofiar niemieckiego terroru powinna mieć aktywne wsparcie Warszawy.

– Nie jest ono dostateczne – twierdzi nasz rozmówca.

Zdaniem publicysty „Tagesspiegla" Christopha von Marschalla strona niemiecka „zbyt późno i zbyt bojaźliwie" zaczęła się zastanawiać nad gestem wobec Polski z okazji 1 września. Pisze też, że Berlin powinien być bardziej stanowczy wobec Rosji w ocenie odpowiedzialności za los Polaków czy Bałtów. Nie powinien otwarcie oskarżać Rosji, gdyż mogłoby to zostać uznane za próbę rewizji historii, ale nie powinien milczeć o współodpowiedzialności Rosji, gdyż podsyca to nieufność do Niemiec.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA