Film

Barbara Hollender poleca nowości na DVD

materiały prasowe
Dwa inne pokolenia, dwie inne osobowości, dwa inne światy. A jednak „Happy End” Michaela Hanekego i „Twarz” Małgorzaty Szumowskiej coś łączy: wyczulenie na współczesność, próba zdiagnozowania kondycji własnego społeczeństwa, gorycz i portrety ludzi nie przystających do otoczenia.

Happy End, reż. Michael Haneke

Wyd. Gutek Film

„Happy End” to historia rodziny znanej ze znakomitej „Miłości”. 84-letni Gerard Laurent mieszka w domu w Calais, razem z córką Anne – tą, która odwiedzała go w poprzednim filmie w Paryżu i synem Thomasem, który rozwiódł się, ma nową partnerkę i małe dziecko, a musi też zająć się trzynastoletnią córką Eve z pierwszego małżeństwa. Dziewczynka jest delikatna. Przeżywa tragedię: jej matka leży w śpiączce w szpitalu po przedawkowaniu leków. Próbie samobójczej?

Haneke mnoży wątki. Anne pracuje jako agent sprzedaży nieruchomości. Ma syna, który odcina się się od domu. I nowego faceta – misiowatego brytyjskiego prawnika. A w pracy kłopoty. Thomas, choć z nową partnerką ma kilkumiesięcznego synka, już romansuje z kolejną kobietą. „Nigdy nikogo nie kochałeś” - powie mu mała Eve i to zdanie mogłoby stać się mottem filmu.

Haneke pokazuje świat zachodniej burżuazji - zorganizowany, zamożny, na pierwszy rzut oka bezbłędnie funkcjonujący. W rzeczywistości pełen fałszu, pozorów i inercji. Odwrócony plecami do napięć za oknem, z marokańskimi służącymi i poczuciem wyższości w stosunku do obcych. To świat w gruncie rzeczy pozbawiony miłości i empatii. Ów znany z „Miłości” senior rodu ma dość życia i chce na sobie dokonać eutanazji. Więc choć rodzina wyprawia mu huczne urodziny, on szuka już tylko kogoś kto pomoże mu odejść. Może ta mała dziewczynka, która żyjąc wśród bliskiej rodziny próbowała wziąć tabletki matki?

Michel Haneke sięga po różne tropy z własnej twórczości. Wraca po swojego dawnego operatora Christiana Bergera, z „Miłością” łączą nowy film postacie ojca i córki grane przez Jeana-Louisa Trintignanta i Isabelle Huppert, widzowie znajdą tu nawiązania do obrazów z „Ukrytych” i „Kodu nieznanego”, do filozofii „Pianistki”. Haneke bardzo wysoko ustawił swoją poprzeczkę i, mam wrażenie, tym razem do niej nie doskoczył. Ale wciąż: „Happy End” niesie ciekawą, niepokojącą diagnozę zachodnich społeczeństw. 

Twarz, reż. Małgorzata Szumowska

Kino Świat

Tego tytułu nie trzeba specjalnie polecać. To Srebrny Niedźwiedź berliński. I wielki krzyk artystki – film o tym, co ją boli we własnym kraju, ale też uniwersalna przypowieść o nietolerancji we współczesnym świecie, o prawie do inności i budzeniu się do wolności
Bohater tytułową twarz traci w wypadku na budowie monstrualnej wielkości pomnika Jezusa Chrystusa. Po ratującym życie przeszczepie Jacek wraca na wieś z nowym obliczem: z grymasem ust, półprzymkniętym okiem, bełkocząc niezrozumiale, bo wciąż wymaga rehabilitacji. I nic nie jest, jak było. Matka uważa go za obcego, wiejskie dzieci biegają za nim krzycząc „Ryj!”, narzeczona znalazła sobie innego adoratora, a niedoszła teściowa pyta jakie dzieci mogłoby spłodzić takie monstrum.

Szumowska zrobiła film o prowincjonalnej Polsce. O świecie zachwycającym pięknymi krajobrazami, a jednocześnie pełnym nietolerancji, chamstwa, fałszywego poczucia siły. Sportretowała kulturę disco polo i mężczyzn, którzy w knajpie opowiadają dowcipy o Żydach i Muzułmanach. I zakłamany, siermiężny katolicyzm, gdzie łatwiej postawić groteskowy pomnik niż okazać empatię człowiekowi, który przestał pasować do obowiązującego schematu. 
Film Szumowskiej dzieli się na dwie części. Pierwsza tonie w drastycznych obrazach przaśności, w języku, w którym słowo „ch...” nadaje się na każdą okazję, w wiszącej w powietrzu agresji i chciwości. Reżyserka pokazuje zamknięte we własnym sosie, niepewne swojej tożsamości społeczeństwo, gdzie stara komunistyczna mentalność miesza się z nową kapitalistyczną zachłannością. Śmiech zamiera w gardle. To prawda, ten obraz jest przerysowany, ale artysta ma prawo krzyczeć. 

Druga część filmu jest już opowieścią o prawie do inności. Chłopak, który był nieodrodnym dzieckiem tego świata, nagle sam staje się „obcy”. W zamkniętym środowisku tylko kilka osób się go nie przestraszy: pomagająca mu siostra, dziadek, który powie wnukowi: „Jesteś taki sam”. Jacek zrozumie, że dla reszty zawsze już będzie dziwolągiem. I że musi się z tego świata wyrwać.

„Twarz” jest sprawnie zrealizowana, nastrój filmu tworzą zdjęcia Michała Englerta, świetny Mateusz Kościukiewicz wszystko potrafi zagrać nieruchomą twarzą, bo uczucia kryje na dnie oczu. 

Intrygujący film: przekraczający granice rzeczywistości i zamieniający się w refleksję nad współczesnym światem. 

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL