fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Euro 2016

Euro 2016: Sami starzy znajomi

Wołodymir Onyszczenko, Adam Nawałka, Michael O’Neill i Joachim Loew – trenerzy zespołów z grupy C. Na razie wszyscy uśmiechnięci, oby Adam Nawałka latem śmiał się ostatni
PAP/EPA
Irlandia Północna, Niemcy i Ukraina rywalami Polaków w grupie. Mecze kolejno w Nicei, Paryżu i Marsylii.

Rzut oka na towarzystwo, w jakim znaleźliśmy się w grupie, prowadzi do prostego wniosku – to nie będzie wyprawa w nieznane. Wiemy, czego się można po nich spodziewać, ale wiemy też, że nie są to nasi przyjaciele od serca.

Helmuth od zawsze nam imponował i budził zazdrość. Zawsze byliśmy w jego cieniu, nigdy nie mogliśmy dojść do głosu, gdy był w pobliżu. W końcu nam się udało – rok temu, jesienią – zepchnąć Helmutha do roli drugoplanowej, ale podczas rewizyty we Frankfurcie znów on był górą.

Andrij też nam zaszedł za skórę. Niby przyjaciel, niby organizowaliśmy nawet wspólną imprezę, na którą zaprosiliśmy gości z całej Europy, ale gdy przyszło co do czego, Andrij upokorzył nas w naszym salonie, wyprowadzając dwa ciosy tak szybkie, że nie zdążyliśmy się obejrzeć, a już leżeliśmy na podłodze. No i Patrick, którego wybryki kosztowały nas tyle wstydu, a wszyscy znajomi śmiali się z nas i mówili, że strzeliliśmy sobie samobója.

Oczywiście siła obecnej reprezentacji jest dużo większa, niż była w czasach, gdy mierzyliśmy się z Ukrainą pod wodzą Waldemara Fornalika w eliminacjach mistrzostw świata 2014 (dwie porażki). Lepiej też nie wspomnieć o eliminacjach MŚ 2010, za późnego Leo Beenhakkera, gdy skompromitowaliśmy się w Belfaście, przegrywając 2:3 z Irlandią Płn., a w rewanżu był tylko remis 1:1.

Znowu Niemcy

Co ciekawe, Fornalik korzystał w dużej mierze z tych samych zawodników, których powołuje jego następca. W pierwszym meczu z Ukrainą grali: Robert Lewandowski, Grzegorz Krychowiak, Kamil Glik, Łukasz Piszczek, Jakub Błaszczykowski i Maciej Rybus, a na ławce siedzieli Kamil Grosicki oraz Arkadiusz Milik. W rewanżu w Charkowie na boisku pojawili się: Artur Jędrzejczyk i Łukasz Szukała, a także Piotr Zieliński.

To również pokazuje, jak wielki postęp zrobiła reprezentacja pod kierownictwem Adama Nawałki. Dobrych piłkarzy z silnych zachodnich klubów selekcjonerzy mają do dyspozycji już od jakiegoś czasu. Ale za kadencji Fornalika taktyka reprezentacji Polski ograniczała się do samotnych rajdów Błaszczykowskiego lub czekania na zryw Lewandowskiego. Dopiero Nawałka stworzył z tych piłkarzy drużynę.

Polacy zaczną mistrzostwa 12 czerwca w Nicei, gdzie zmierzą się z najsłabszą w grupie Irlandią Północną. Oczywiście od razu pojawiają się skojarzenia z mundialem w 2010 roku, gdy w pierwszym spotkaniu graliśmy z Ekwadorem, który kadra Pawła Janasa miała roznieść w proch i pył. Szczególnie że nieco ponad pół roku wcześniej ograliśmy Latynosów w meczu towarzyskim w Barcelonie aż 3:0. Jak się skończyło, wszyscy pamiętamy – porażką 0:2 i praktycznie zamknięciem drogi do awansu, gdyż później czekali na nas Niemcy... Tak jak teraz.

Mecz z Irlandią Płn. może być kluczowy i nie ma innego wyjścia, niż wygrać. Kadra Nawałki ma duże doświadczenie w bojach z zespołami z Wysp Brytyjskich. Rozegrała cztery mecze w eliminacjach, a także dwa spotkania towarzyskie (w sumie po trzy ze Szkocją i Irlandią). Bilans nie rzuca na kolana – jedno zwycięstwo, jedna porażka i cztery remisy. Ale jednocześnie warto sobie uświadomić, że każdy kolejny mecz przeciwko wyspiarzom był w wykonaniu biało-czerwonych lepszy, a punktem kulminacyjnym było zwycięstwo 2:1 z Irlandią w decydującym o awansie meczu na Stadionie Narodowym.

Pamiętać należy również, że Irlandia Północna jest zdecydowanie słabszą drużyną niż Szkocja czy Irlandia. Owszem, Michael O'Neill poprowadził zespół do wygranej w grupie F, co było jedną z największych sensacji w eliminacjach do Euro, ale Irlandczycy z Północy – nie umniejszając ich sukcesu – rywalizowali w jednej z najsłabszych grup. W pokonanym polu pozostawili Rumunów, Węgrów, Finów, reprezentantów Wysp Owczych i całkowicie rozbitych Greków, którzy stali się pośmiewiskiem Europy, dwukrotnie przegrywając z Wyspami Owczymi.

Próżno szukać w zespole O'Neilla gwiazd. W reprezentacji grają zawodnicy z klubów szkockich i angielskich, ale zdecydowana większość z nich występuje na zapleczu Premier League, a zdarzają się nawet rodzynki z trzeciego poziomu angielskiego futbolu. Ich pomysł na grę zapewne ograniczy się do walki i dośrodkowań. A kibice najbardziej żywiołowo będą reagować na wślizgi i rzuty rożne. Jedyny problem drużyny Nawałki będzie taki, by nie dać się sprowadzić do tego poziomu, nie rozgrywać z Irlandczykami meczu na ich zasadach, tylko po prostu pokonać ich piłkarsko.

Nie nabić sobie guza

Mecz z Niemcami, przy obecnej formule rozgrywania Euro, Nawałka i jego zawodnicy będą mogli potraktować w kategorii święta. Oczywiście pod warunkiem, że wcześniej pokonają Irlandię Płn. Spotkanie z mistrzami świata zostanie rozegrane o godzinie 21, przy świetle jupiterów, na Stade de France, czyli w świątyni francuskiej piłki. A przy obecnej reputacji biało-czerwonych można mieć pewność, że oczy całego kontynentu będą zwrócone na nas i Niemców.

Wreszcie ostatni mecz z Ukrainą – zespołem, który na mistrzostwa dostał się dopiero po barażach, w swojej grupie wyprzedził tylko Białoruś, Macedonię i Luksemburg. Zawodnicy Mychajło Fomenki być może dostali się do Francji kuchennymi drzwiami, ale to wciąż zespół bazujący na dwóch wielkich gwiazdach – Jewhenie Konopliance z Sevilli oraz Andriju Jarmołence z Dynama Kijów (właśnie awansowało do fazy pucharowej Ligi Mistrzów).

Selekcjoner naszych sąsiadów na baraże ze Słowenią powołał zresztą aż siedmiu zawodników Dynama. Dla pocieszenia – tylu samo przedstawicieli miała Zoria Ługańsk, którą Legia Warszawa wyeliminowała w drodze do fazy grupowej Ligi Europejskiej.

Losowanie jest dobre, w dodatku terminarz też wydaje się być po naszej stronie. Należy teraz zaufać Nawałce, że będzie potrafił utrzymać zespół w równie dobrej formie, jak miało to miejsce w eliminacjach – szczególnie jesienią. Na to, co zrobią rywale, wpływu nie mamy, ale możemy zadbać, by samemu nie nabić sobie guza, jak to bywało we wszystkich finałach mundiali i Euro od roku 2002.

Pierwsza ważna decyzja już chyba zapadła. Wszystko wskazuje na to, że reprezentacja Polski podczas mistrzostw zamieszka w hotelu Hermitage Barriere w La Baule nad Oceanem Atlantyckim. Na mecze Polacy mają podróżować czarterowym samolotem z lotniska w Saint-Nazaire.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA