fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dobra osobiste

Arcybiskup Jędraszewski: "Tęczowa zaraza". Sąd: konkordat pozwala używać ostrych słów

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
„Tęczowa zaraza" mieści się w granicach dopuszczalnej „obrony wiary".

Podczas eucharystii sprawowanej z okazji 75. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego arcybiskup Marek Jędraszewski wypowiedział znamienne słowa o „tęczowej zarazie", która rzekomo ma zagrażać polskiemu narodowi. Prywatna osoba złożyła wówczas pozew przeciwko metropolicie o naruszenie dóbr osobistych. Właśnie zapadł wyrok.

Chociaż może to zaskakiwać, Sąd Okręgowy w Krakowie nie dopatrzył się w tej wypowiedzi niczego niebezpiecznego i oddalił pozew. W uzasadnieniu stwierdził, że mieści się ona w granicach dopuszczalnej formy „obrony wiary" oraz powołał się na postanowienia podpisanego w 1993 r. przez Polskę konkordatu, który zezwala duchownym nawet na używanie „ostrych sformułowań".

Czytaj także:

Obrońca duchownego mec. Marek Markiewicz doszukał się w wyroku korzystnych rokowań dla sfery wolności słowa.

– Sąd podkreślił autonomię Kościoła w Polsce. To wzmacnia również wolność słowa – ocenił.

Zupełnie inaczej orzeczenie odebrały środowiska sprzyjające społeczności LGBT.

– Z niedowierzaniem zapoznałam się z fragmentami uzasadnienia wyroku. Byłam pewna, że powództwo zostało oddalone dlatego, że polskie orzecznictwo w sprawach o dobra osobiste uznaje, iż do ich naruszenia nie może dojść wobec jednostki, gdy wypowiedź dotyczy dużej grupy społecznej, której jednostka jest częścią – komentuje mec. Karolina Gierdal, współpracująca z organizacją pozarządową Kampania Przeciwko Homofobii. I dodaje: – Słowa duchownego nie tylko nie spotkały się z potępieniem, lecz wręcz uzyskały sądową aprobatę.

– Sparafrazuję Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach, który wypowiadał się o tzw. uchwałach anty-LGBT. Mówienie, że chodzi o ideologię, a nie o ludzi jest przymykaniem oczu na rzeczywistość, niechęcią do zmierzenia się z konsekwencjami własnych słów. Nie mam wątpliwości, że słowa arcybiskupa odnosiły się do ludzi, do osób, że były skandaliczne i głęboko raniące. To, że w Polsce ze względu na brak penalizacji mowy nienawiści z powodu orientacji seksualnej i tożsamości płciowej formalnie nie można nikogo za takie słowa pociągnąć do odpowiedzialności karnej lub cywilnej, nie pozbawia tej wypowiedzi jej nienawistnego, poniżającego charakteru – komentuje prawniczka.

Artykuł 256 kodeksu karnego przewiduje karę ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch za nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA