fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Boks

Boks olimpijski: Polacy tylko z jednym medalem

Fotolia.com
Zakończone w Charkowie 42. mistrzostwa Europy pokazały, kto rządzi w olimpijskim boksie. Klasyfikację medalową (3 złote, 1 srebrny, 2 brązowe) wygrali Ukraińcy przed Rosją, ale to Anglia wprowadziła najwięcej zawodników do finałów (7).

Anglicy mają też najwięcej (9) kwalifikacji do mistrzostw świata, które na przełomie sierpnia i września odbędą się w Hamburgu (dawał je awans do ćwierćfinałów).

Polacy, choć pojechali na Ukrainę w pełnym, dziesięcioosobowym składzie, wypadli gorzej niż dwa lata temu. Wtedy srebrne medale zdobyli Tomasz Jabłoński oraz Igor Jakubowski i w klasyfikacji medalowej Polacy zajęli siódme miejsce. Na podium w Charkowie, z brązowym medalem, stanął tylko Mateusz Polski (64 kg), co dało nam miejsce 12., wspólnie z siedmioma innymi drużynami.

Dwie kwalifikacje na MŚ (Polski i Damian Kiwior – 69 kg) oraz zaledwie pięć wygranych walk też nie dają podstaw do optymizmu. Te dane statystyczne podaję tylko dlatego, by pokazać, że nowi trenerzy, na czele z młodym Karolem Chabrosem, choć ciężko pracowali, nie dokonali cudów.

Trzeba jednak przyznać, że ćwierćfinałowa wygrana Polskiego z Lorenzo Sotomayorem odbiła się głośnym echem w Charkowie. Kubańczyk z azerskim paszportem to przecież aktualny wicemistrz olimpijski w wadze lekkopółśredniej, a Polski przekładał go w ringu z ręki do ręki, Sotomayor był dwukrotnie liczony i ukarany ostrzeżeniem.

Tym bardziej więc żal, że pięściarz Róży Karlino nie poszedł za ciosem i w półfinale przegrał z Hovshannesem Baczkowem, którego kilka tygodni wcześniej pokonał w meczu Polska – Armenia. Baczkow na tym nie poprzestał, w pojedynku o złoto był lepszy od Anglika Luke'a McCormacka.

Bardzo bliski medalu był też drugi z Polaków, Damian Kiwior, któremu w ćwierćfinałowej walce z Witalijem Biełousem najbardziej zabrakło życzliwości sędziów. Kiwior zasłużył na zwycięstwo, ale trzech z nich, przy remisie 28:28, wskazało na pięściarza z Mołdawii.

Po finałach najbardziej pluli sobie w brodę Anglicy, którzy z siedmiu szans na złoto wykorzystali tylko jedną (Peter McGrail w wadze koguciej – 56 kg). Sześciu, w tym m.in. świetny Galal Yafai w najlżejszej kategorii czy Frazer Clarke (plus 91 kg), obeszło się smakiem. Ten ostatni wcześniej wyeliminował 20-letniego Polaka, mierzącego 198 cm Aleksandra Stawireja. Na tego chłopaka trzeba zwracać uwagę, bo ma duże możliwości.

Trudno powiedzieć, kto był największą gwiazdą ME. Gdyby patrzeć tylko na tytuły, to byłby nią mistrz wagi ciężkiej Jewgienij Tiszczenko. Rosjanin jest przecież mistrzem świata, ma olimpijskie złoto z Rio oraz dwa tytuły mistrza Europy. Tyle że nie ma w sobie nic z mistrza, a na igrzyskach złoty medal dostał w prezencie.

Do grona asów należy Irlandczyk Joseph Ward, trzykrotny już mistrz Starego Kontynentu. Dwa takie tytuły ma zaledwie 20-letni Bułgar Daniel Asenow, najlepszy w wadze muszej. Duży talent, ale raczej nie na skalę światową.

Dobre wrażenie zostawił po sobie Ukrainiec Aleksander Chyżniak, mistrz wagi średniej, ale do klasy największych ukraińskich mistrzów, Wasyla Łomaczenki czy Ołeksandra Usyka, sporo mu brakuje.

Wygląda więc na to, że nowe gwiazdy świecą słabiej niż stare.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA