Straż dla Zwierząt to organizacja pożytku publicznego mająca na koncie spektakularne akcje relacjonowane przez media i ciesząca się zaufaniem darczyńców. Tylko w ubiegłym roku przekazali jej 290 tys. zł z 1 proc. podatku.

Gdy na Straż zaczęły płynąć skargi do warszawskiego ratusza (a miasto z tego powodu nie przekazało jej w 2010 r. dotacji), „Rz” przyjrzała się działalności tej organizacji. Odkryliśmy kłopotliwe fakty z przeszłości jej twórcy i szefa Mateusza Jandy.

W październiku 2010 r. ujawniliśmy m.in., że jest oskarżony o wyłudzenie odszkodowania z firmy ubezpieczeniowej i kradzież kosztowności wartych 30 tys. zł. Grozi mu do dziesięciu lat więzienia. Proces toczy się w Sądzie Okręgowym w Warszawie. W aktach sprawy widnieje adnotacja, że Janda nie jest osobą karaną. Okazuje się jednak, że to nieprawda.

 

 

Jak ustaliła „Rz”, w 2008 r. Janda został skazany za wymuszenie zwrotu wierzytelności, pobicie i grożenie śmiercią wierzycielowi. Chodziło o warte 22 tys. zł wyroby ze złota, które Janda (jeszcze jako Jacek Fic, bo takiego nazwiska wcześniej używał) pożyczył znajomemu z Kutna. Mężczyzna zeznał przed sądem, że oddał Jandzie 18 tys. zł, ten jednak utrzymywał, że zwrotu nie otrzymał. Od 2000 r. przez trzy lata nachodził kutnianina (m.in. w należącym do niego barze) z nieznajomymi mężczyznami, wielokrotnie grożąc mu podpaleniem mieszkania i śmiercią. Doszło też do pobicia. W czasie trzech lat kwota, której żądał Janda, urosła z 22 do 35, a potem 45 tys. zł.

Jandę zatrzymano w Kutnie w 2003 r. Po pięciu latach Sąd Okręgowy w Warszawie, do którego przekazano sprawę, skazał go na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata. W 2009 r. sąd apelacyjny wyrok utrzymał.

Janda nie zrezygnował z kierowania Strażą, choć według ustaw o stowarzyszeniach i o wolontariacie członkami organów kontroli lub nadzoru w organizacjach pożytku publicznego mają być osoby nie skazane wcześniej prawomocnym wyrokiem za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego lub przestępstwo skarbowe.

 

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

 

– Doszło do naruszenia ustawy – ocenia Sebastian Wojdył, radca prawny z kancelarii prawnej Chałas i Wspólnicy. Wyjaśnia, że w takich wypadkach organ kontrolny, czyli minister pracy i polityki społecznej, powinien z urzędu wszcząć postępowanie kontrolne. Gdy stwierdzi, że przepisy naruszono, złożyć do Krajowego Rejestru Sądowego wniosek o wykreślenie danego podmiotu z listy organizacji pożytku publicznego.

Gdyby tak się stało, Straż nie mogłaby już m.in. zbierać darowizn z 1 proc. podatku. Czy musiałaby oddać zebrane pieniądze? Tego ustawa nie precyzuje, ale jak usłyszeliśmy w Ministerstwie Pracy, darczyńca, który poczuje się pokrzywdzony, może starać się w sądzie o zwrot wpłaconej kwoty.

Co zrobi resort pracy w sprawie Straży dla Zwierząt? – W przypadku otrzymania informacji o popełnieniu przestępstwa lub doniesień prasowych mamy obowiązek powiadomić o tym policję i prokuraturę – mówi rzeczniczka ministerstwa Bożena Diaby.

Ale o konflikcie komendanta Jandy z prawem ministerstwo nie wiedziało. Nie tylko ono. – W policyjnych bazach danych ani w Krajowym Rejestrze Karnym Mateusz Janda nie figuruje jako skazany – mówi nam oficer pionu kryminalnego policji, który chciał pozostać anonimowy.

– To sąd po uprawomocnieniu się wyroku przesyła do Krajowego Rejestru Wyroków dane, które są następnie umieszczane w bazie – słyszymy w Biurze Informacyjnym KRK przy Ministerstwie Sprawiedliwości. Nie wiadomo, dlaczego w przypadku Jandy informacja do KRK nie dotarła. Wioletta Olszewska z Wydziału Informacji Ministerstwa Sprawiedliwości odmówiła „Rz” wyjaśnień.

Mateusz Janda nie zaprzecza w rozmowie z „Rz”, że ma na koncie wyrok. Tłumaczy, że nie ustąpił ze stanowiska wcześniej, bo zaapelowali o to do niego działacze Straży. – 18 października 2010 r. (czyli już po artykule „Rz” na jego temat – red.) złożyłem na ręce zarządu głównego Straży dla Zwierząt dymisję, 23 października została rozpatrzona i odrzucona – mówi, ale nie wyjaśnia, dlaczego dymisję złożył dopiero dwa lata po zapadnięciu wyroku.

Zapytany o to, zmienia temat: – Dostałem list poparcia od kilkudziesięciu wolontariuszy i funkcjonariuszy SdZ, którzy prosili, bym nadal kierował organizacją.

Prawnicy kancelarii prawnej Chałas i Wspólnicy tłumaczą, że choć ustawa o stowarzyszeniach nie zakazuje wyraźnie prowadzenia stowarzyszeń przez osoby karane, to znajdujący się w niej zapis, że prezes i zarząd mają być niekarani, faktycznie wymusza na organizacjach, by takiego człowieka same odwołały.

– Jednym z wymagań, jakie musi spełniać organizacja pożytku publicznego, jest zaufanie. Gdy członkiem zarządu jest osoba skazana za wymuszenie, to jest to naruszenie ustawy – nie ma wątpliwości mec. Wojdył.

 

 

Mimo doniesień mediów o kontrowersjach wokół Jandy posłowie z parlamentarnego zespołu Koalicja dla Zwierząt na czele z Joanną Muchą z PO pracują nad projektem ustawy, który Janda im przedstawił.

Chodzi o napisaną na zlecenie Straży nowelizację ustawy o ochronie zwierząt. Po protestach obrońców praw zwierząt zespół zrezygnował z prac nad projektem, ale 20 stycznia ogłosił, że znów się nim zajmuje.