Reklama
Rozwiń
Reklama

218 proc. premii za pracę w CPI

Prokuratura odkryła, że ?przy rządowych projektach informatycznych zatrudniano ludzi na wyjątkowo korzystnych warunkach. ?I łamiąc przepisy.

Aktualizacja: 28.03.2014 14:15 Publikacja: 28.03.2014 04:00

218 proc. premii za pracę w CPI

Foto: Fotorzepa, BS Bartek Sadowski

Za takie właśnie angaże zarzuty dostał kilka dni temu były wiceminister spraw wewnętrznych Witold D. To już kolejne, jakie usłyszał w tzw. infoaferze.

O wszystkim opowiedział śledczym Andrzej M., były już dyrektor Centrum Projektów Informatycznych (CPI) i główny bohater afery dotyczącej korupcji przy rządowych przetargach. Zeznał, że w 2009 r. zatrudnił dwóch  mężczyzn w Centrum na polecenie D., który jako wiceminister odpowiedzialny za informatyzację był jego przełożonym.

M. zeznał, że usług tych pracowników wcale nie potrzebował. Wiceminister miał go jednak poinformować, że Radosław B. i Paweł S. tak naprawdę będą pracować dla samego MSWiA (przy projekcie wprowadzenia biometrycznych dowodów osobistych; których zresztą do dzisiaj nie ma). Według prokuratorów złamał zatem przepisy, które nie pozwalają na taką dowolność w zatrudnianiu pracowników.

W efekcie Prokuratura Apelacyjna w Warszawie zarzuciła Witoldowi D., że polecając szefowi CPI zaangażować obu panów, przekroczył swoje uprawnienia, „czym działał na szkodę interesu publicznego" i w celu osiągnięcia przez zatrudnionych korzyści majątkowej.

Dlaczego mowa o korzyści majątkowej? Obaj zatrudnieni pracowali na wyjątkowo korzystnych warunkach – na zasadach telepracy (w CPI nie było to normą). Dzięki temu najczęściej wykonywali swoje zadania, siedząc w domu. Do tego za solidne uposażenie: 3,1 tys. zł pensji i 6,7 tys. premii regulaminowej – łącznie prawie 10 tys. zł miesięcznie.

Reklama
Reklama

Jedną premię ustalono zatem na 217 proc. pensji, drugą na 218 proc. Obaj byli zaangażowani w charakterze głównych specjalistów. Jeden przepracował kilka miesięcy, drugi niemal dwa lata.

– Byli tak zaszeregowani, że dostawali więcej niż inni pracownicy CPI, mieli też innego przełożonego – mówi „Rz" jeden ze śledczych.

Radosław B. jest zaskoczony zarzutami przeciwko wiceministrowi w związku z jego angażem. – Docelowo miałem zostać zatrudniony w MSWiA. Wstępnie, na próbę zatrudniono mnie w CPI. Uczciwie pracowałem, nie była to fikcja. Po kilku miesiącach w sierpniu 2009 r. sam zrezygnowałem – mówi dziś „Rz".

Zapewnia, że nie znał Witolda D.: – Zaproponowano mi pracę, bo miałem doświadczenie w ewidencji ludności, a takiej osoby poszukiwano.

Żonie Pawła S. zostawiliśmy prośbę o kontakt, ale nie oddzwonił.

Według informacji „Rz" w CPI na zasadzie telepracy zaangażowano jeszcze dwie inne osoby, w tym asystenta wiceministra.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama