Rz: Wśród spraw, które Polska chciałaby przeforsować podczas prezydencji UE, znalazł się program ochrony wszystkich zagrożonych świadków. Jak ta ochrona wygląda u nas?
Krzysztof Karsznicki: Najlepiej w odniesieniu do świadków koronnych. Ustawa daje wiele skutecznych środków, poczynając od ochrony osobistej, a kończąc na zmianie tożsamości. Z instytucji tej skorzystano dotychczas 101 razy. Niektórym udzielono także pomocy finansowej na pokrycie kosztów leczenia czy na utrzymanie.
Równie dobrze są chronieni świadkowie anonimowi?
Z nimi sytuacja wygląda inaczej. Świadka chroni pewien splot okoliczności, w jakich się znalazł i miał okazję posiąść wiedzę na temat przestępstwa. Musi to być taka osoba, co do której mamy pewność, że jeśli złoży zeznania jako świadek anonimowy, to sprawca po zapoznaniu się z ich treścią nie będzie w stanie jej zdekonspirować. Powodzenie ochrony świadka w tym przypadku zależy więc od tego, czy podjęto właściwą decyzję o odebraniu od niego zeznań i utajnieniu danych. Klika lat doświadczeń sprawiło, że z ostrożności korzystamy z niej coraz rzadziej.
W najgorszej sytuacji są świadkowie o zwyczajnym statusie, których jest najwięcej...
I właśnie dlatego chcielibyśmy im zagwarantować lepszą ochronę. Dziś poza ochroną osobistą, i to tylko czasową, nie możemy zrobić nic więcej, a przecież wielu z nich jest poważnie zagrożonych. Czasem pomogłaby im zmiana tożsamości czy miejsca zamieszkania.
To jednak kosztowne przedsięwzięcie. Stać nas na to?
Tutaj także jest problem. Dlatego powinniśmy bardzo dokładnie się zastanowić, w jakich okolicznościach mógłby być uruchamiany taki program ochrony. Na pewno nie wystarczałoby do tego samo subiektywne poczucie świadka, że jest zagrożony. Musiałaby to być obiektywna ocena realnego zagrożenia i to w odniesieniu do pewnej kategorii przestępstw. Skoro państwo nakłada na obywatela obowiązek składania zeznań, to musi zagwarantować świadkowi ochronę.
A handel ludźmi, co do którego też mamy pewne propozycje, jest problemem w Polsce?
Niestety tak, i to coraz większym. W latach 90. to Polki padały jego ofiarą. Sprzedawano je do domów publicznych w Niemczech czy Holandii. Pod koniec lat 90. staliśmy się krajem tranzytowym i docelowym. To do naszych domów publicznych sprzedawano Ukrainki czy Białorusinki. W ciągu kilkunastu lat około tysiąca osób zostało oskarżonych o handel ludźmi.
Możliwe jest wprowadzenie jednolitych zasad konfiskaty rozszerzonej na terenie całej UE?
Jestem optymistą, choć wiem, jak długotrwały jest proces legislacyjny w każdym z państw. W Polsce projekt wprowadzający konfiskatę rozszerzoną gotowy był już w 2007 r., a ustawy nie ma do dzisiaj.
—rozmawiała Agata Łukaszewicz