Co chwila media społecznościowe obiega zdjęcie osoby zaginionej, najczęściej dziecka, które w ostatnich dniach uciekło z ogarniętej wojną Ukrainy. Osoby, które przekraczają naszą granicę, nie zawsze są na niej rejestrowane. Dane tych osób nie muszą być też zbierane przy okazji udzielania im pomocy. W takiej sytuacji nietrudno o zaginięcie.
– Mamy już trochę zgłoszeń o zaginionych z Ukrainy. Nie wszystkie osoby są rejestrowane na granicy. Czasem nie ma więc nawet pewności, czy przybyły do Polski. Trudno prowadzić poszukiwania w takich warunkach. Niewątpliwie brakuje zarządzania kryzysem na szczeblu państwowym – uważa Izabela Świergiel z Fundacji Itaka.
Ta sytuacja stwarza niebezpieczeństwo zwłaszcza dla dzieci.
– Mogą zniknąć z systemu, co zwiększa ryzyko, że zostaną skrzywdzone. Dotyczy to zwłaszcza dzieci, które nie podróżują z osobami, z którymi są spokrewnione lub które nie są ich prawnymi opiekunami – mówi Marta Skierkowska z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.
Potrzebna baza danych
– Brakuje ogólnopolskiej bazy, w której punkty recepcyjne mogłyby zarejestrować osoby, które do nich się zgłosiły. Taka baza ułatwiłaby odszukanie osoby w razie zaginięcia. Zostawałby ślad, że u nas była – mówi Marta Majewska, burmistrz Hrubieszowa. I dodaje, że baza mogłaby być też pomocna w zapewnianiu noclegu. Teraz jest wprawdzie baza miejsc noclegowych prowadzona przez wojewodów, ale ich rezerwacja odbywa się telefonicznie, za pośrednictwem Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego.
– Na bieżąco trzeba dzwonić, sprawdzić, czy informacje są jeszcze aktualne. Mamy XXI wiek, powinno to odbywać się systemowo, zdalnie – podkreśla Majewska.
Czytaj więcej
Aby skorzystać z usług naszego państwa, obywatele Ukrainy, którzy przyjechali do Polski najwcześniej 24 lutego, powinni złożyć wniosek o nadanie nu...
Uciekające z Ukrainy kobiety i dzieci często korzystają z transportu prywatnego. Wymęczone podróżą, ufnie wsiadają do samochodów. W takiej sytuacji warto poprosić policję o wylegitymowanie kierowcy. Każde jest odnotowywane w rejestrze legitymowań.
– Z uwagi na konieczność uchronienia kobiet i dzieci z Ukrainy, które szukają w Polsce schronienia, naszym obowiązkiem jest między innymi ustalenie, gdzie te osoby trafiają, kto zaoferował im np. przewiezienie czy pobyt u siebie, zwłaszcza gdy pomoc oferują osoby fizyczne, a nie instytucje czy organizacje. Chociaż nie otrzymujemy oficjalnych zgłoszeń handlu ludźmi, są to działania mające na celu zapobieżenie takim sytuacjom, aby sprawdzić, czy osoby legitymowane nie były wcześniej karane. Osoby legitymowane nie ponoszą żadnych konsekwencji – zaznacza Mariusz Ciarka, rzecznik prasowy komendanta głównego policji.
Spóźniony rejestr
Zajmujący się pomocą dla uciekających przed wojną podkreślają, że przydałaby się jednak wspólna baza dla osób przewożonych i przewożących.
– Przekazujemy policji dane osób, które zaoferowały prywatny transport Ukraińcom wraz z danymi osób, które są przez nich podwożone, oczywiście, które fizycznie trafiły do naszego punktu recepcyjnego i wyraziły na to zgodę, dla ich bezpieczeństwa – mówi Marta Majewska.
W środę na podstawie tzw. specustawy ruszy system rejestracji osób, które przybyły do Polski po 24 lutego bezpośrednio z Ukrainy. Będą im nadawane numery PESEL. Zbierane będą odciski palców, robione zdjęcia. Dokonanie tych formalności umożliwi potem uzyskanie wsparcia – jednorazowego świadczenia w wysokości 300 zł czy 500+. Dane osób, które złożyły wniosek o nadanie numeru PESEL w ciągu 30 dni od zgłoszenia do urzędu gminy zostaną też umieszczone w rejestrze prowadzonym przez komendanta głównego Straży Granicznej.
Czytaj więcej
Specjalna ustawa ułatwi życie uciekinierów przed wojną.