Im mniejsza różnica głosów między kandydatami, tym te kwestie mogą mieć większe znaczenie, ale unieważnienie wyborów ogólnopolskich nigdy się w Polsce nie zdarzyło. Zdarzały się natomiast lokalne unieważnia np. wyboru radnego, bo o nim może decydować nawet jeden nieważny głos.

W tych wyborach terminy na sądową kontrolę są krótsze. Jak stanowi art. 15 ustawy o wyborach prezydenckich w 2020 r., protest przeciwko wyborowi prezydenta RP wnosi się na piśmie do SN nie później niż w ciągu trzech dni od dnia podania wyniku wyborów do publicznej wiadomości przez Państwową Komisję Wyborczą. Jeśli PKW ogłosi je w poniedziałek, wyborcy na składanie protestów będą mieli wtorek, środę i czwartek.

Do złożenia protestu nie jest wymagany adwokat (radca prawny), jak przy innych sprawach przed SN, ale warto takie pismo skonsultować z prawnikiem. Składający protest ma obowiązek wskazać naruszenie przepisów kodeksu wyborczego czy nawet przestępstwo i opisać, jaki to miało wpływ na wynik wyborów.

Zasadą jest zbadanie nieprawidłowości wyborczych, ale sednem orzeczeń SN jest stwierdzenie na podstawie ocen (opinii) wydanych dla poszczególnych protestów, czy miały one wpływ na końcowy wybór, a to zależy także od opinii PKW i od różnicy głosów między kandydatami. Stwierdzenie niedostarczenia nawet tysiąca pakietów wyborczych nie będzie miało wpływu na ważność wyboru, gdy zwycięzca uzyska dużą przewagę.

Uchwałę w sprawie ważności wyborów Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN ma podjąć w ciągu 21 dni od podania wyniku przez PKW i tu nie musi, ale może pojawić się kilka kwestii. Po pierwsze, czy w tym terminie będzie w stanie rozpoznać wszystkie protesty. Ostateczną decyzję podejmie izba, ale od dawna słyszy się, że ze względu na niewygaszony spór o umocowanie nowych sędziów nie powinna orzekać w tej drażliwej sprawie. Zdaniem sędziego Wojciecha Hermelińskiego, byłego przewodniczącego PKW, nie ma jednak innej drogi niż przez tę izbę. Kontrolowała już ona zresztą ważność ostatnich wyborów parlamentarnych i do Parlamentu Europejskiego, zresztą bez zastrzeżeń.

Zostaje jeszcze 21-dniowy termin na zakończenie procedury, gdyż ani konstytucja, ani kodeks wyborczy nie mówią, co robić, gdy SN nie zdąży, bo 6 sierpnia upływa kadencja prezydenta. Gdyby termin był zagrożony, SN musiałby ważyć racje: jak skrupulatnie badać protesty i czy narazić Polskę na kolejne wybory.

Miejmy nadzieję, że wybory ułatwią SN zadanie wyraźnym wynikiem.