– Sędziowie nie znają biur porad obywatelskich, uniwersyteckich klinik prawa ani innych instytucji, które mogą nieodpłatnie dostarczyć informację lub świadczyć pomoc prawną – twierdzi Grzegorz Wiaderek z Instytutu Prawa i Społeczeństwa (IPiS). – Proponują więc stronom, aby skorzystały z odpłatnej pomocy pełnomocnika albo złożyły wniosek o ustanowienie go z urzędu.
Okazuje się jednak, że profesjonalni pełnomocnicy potrafią czasami działać na szkodę klientów.
– Sąd to wprawdzie widzi, ale ma związane ręce i nie może w żaden sposób pomóc stronie. – tłumaczy Grzegorz Wiaderek. – Strona zaś, która nie ma wsparcia w prawniku, ma w postępowaniu większą swobodę, ponieważ sąd nie może na nią nakładać tak wielu rygorów związanych z kwestiami proceduralnymi, terminami itp. jak na prawnika. Poza tym stronie, która reprezentuje sama siebie, sąd może (a niekiedy musi) udzielać pouczeń.
Te problemy znane są Stefanowi Jacynie, adwokatowi i partnerowi w kancelarii Wardyński i Wspólnicy.
– Sąd nie jest od udzielania porad prawnych. Jego rolą jest rozstrzyganie spraw – mówi mec. Jacyno. – Zgodnie z art. 5 kodeksu postępowania cywilnego sąd może pouczyć stronę, która nie ma pełnomocnika, a nie udzielić pomocy prawnej.
Często zwykłe pouczenie nie wystarcza.
IPiS razem ze Stowarzyszeniem Sędziów THEMIS i Sądem Okręgowym w Poznaniu przeprowadził badania. Wynika z nich, że wiele osób nie rozumie komunikatów kierowanych do nich przez sąd. Do języka formalnego szczególnie mocno przywiązani są młodzi sędziowie, mający mniejsze doświadczenie zawodowe.
Niestety, my – Polacy – mamy niską świadomość prawną.
– Jeżeli słyszę w telewizji, że wykonawca nie wypłacił podwykonawcy 20 mln zł, ale ten nie pójdzie do sądu, bo musi zapłacić milion złotych wpisu sądowego, to widać, że ten człowiek nie ma elementarnej wiedzy o procedurze cywilnej. Gdyby wydał 100 zł na poradę, dowiedziałby się, że wpisowe wprawdzie wynosi 5 proc. wartości sporu, ale nie więcej niż 100 tys. zł – mówi mec. Jacyno.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki r.krupa@rp.pl
Opinia dla „Rz"
Waldemar Żurek - sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie, członek Krajowej Rady Sądownictwa
Nieporadność prawną Polaków widać nie tylko na sali sądowej, ale już na etapie składania pism procesowych. Często są one niekompletne i sąd musi wzywać do ich uzupełnienia, co przedłuża procedurę. Poza tym postępowanie sądowe jest sformalizowane, trzeba przestrzegać terminów. Tymczasem strony stale ich nie dotrzymują, z góry skazując się na porażkę. Z czego to wynika? Myślę, że z niskiej świadomości prawnej społeczeństwa. Kuleje edukacja młodzieży, brakuje też systemu bezpłatnej pomocy prawnej dla najuboższych. Strona może wystąpić o pełnomocnika z urzędu, nie zawsze jednak go dostaje. Wiele osób nawet nie wie, że ma taką możliwość.