Na fali ogromnego rozczarowania postawą squadra azzurra w RPA media i kibice o wszystko obwinili trenera Marcello Lippiego. Reprezentację przejął uznany za męża opatrznościowego Cesare Prandelii (m.in. autor sukcesów Fiorentiny, a przedtem piłkarz Juventusu) i swoimi powołaniami na mecz z Wybrzeżem Kości Słoniowej w Londynie wprawił wszystkich w euforię. Średnia wieku reprezentacji spadła z 28,9 lat do 25,7 lat, znaleźli się w niej m.in. niechciani przez Lippiego Mario Balotelli (20 lat) i Antonio Cassano.

Ta nowa włoska drużyna pod każdym względem ustępowała przeciwnikom, a w drugiej połowie była wręcz bezradna. Afrykanie chwilami ośmieszali spiętych, mających kłopoty z opanowaniem piłki Włochów. Zgodny ton pomeczowych komentarzy najlepiej oddaje smutna konstatacja Mario Sconcertiego z „Corriere della Sera”: "Świat jest dziś pełen znakomitych piłkarzy, których my po prostu nie mamy. Zatrważające, ile na jakości stracił nasz futbol w ciągu tych kilku lat, gdy zamiast działać, kąpaliśmy się w szampanie i confetti berlińskiego sukcesu".

Wszyscy piszą o pokoleniowej dziurze, o tym, że włoski futbol produkuje coraz mniej talentów, a jeśli te się pojawią, nie mogą się przebić. Futbol staje się coraz szybszy i bardziej atletyczny,włoski system szkolenia od co najmniej 10 lat preferuje osiłków. Filigranowi Gianfranco Zola i Bruno Conti przyznają, że dziś nie mieliby szans na piłkarską karierę, bo nie przyjęłaby ich żadna piłkarska szkółka. Włoscy juniorzy zamiast bawić się grą i piłką, rozwijać naturalny talent, wtłaczani są w żelazną dyscyplinę taktycznych schematów, w których nie ma miejsca na wyobraźnię. Robero Baggio ostatnio oglądał mecz młodszych juniorów i potem opowiedział „Gazzetta dello Sport”, jak serce mu krwawiło, gdy trener zbeształ chłopca za podanie piętą: „To nie cyrk!”.

Zdaniem krytyków włoski futbol produkuje piłkarskie roboty, przydatne w ligowej młócce, ale bezradne w starciu z inaczej kształconymi rówieśnikami. Jakby na potwierdzenie w lipcu na mistrzostwach Europy piłkarzy do lat 19 Włosi przegrali 0:3 z Hiszpanią, 0:2 z Portugalią i ledwo zremisowali z Chorwacją, zajmując ostatnie miejsce w grupie, jak ich starsi koledzy w RPA. Szkolenie narybku w klubach serie A po prostu leży. Wolą kupić, niż wychować. W Barcelonie czy Arsenalu wychowankowie klubu to 50 procent składu, w serie A – zaledwie 8 procent.

Włoski związek futbolowy postanowił zrewolucjonizować system szkolenia. Zająć ma się tym nowo mianowany szef pionu technicznego sam Roberto Baggio, ostatni włoski apostoł szampańskiego futbolu. Za szkolenie młodzieży odpowiadać będzie Gianni Rivera, wicemistrz świata z 1970 r. Podręczniki piłkarskie i trenerskie zostaną napisane od nowa. Koordynatorem wszystkich reprezentacji poza pierwszą został Arrigo Sacchi. Kluby serie A i B, jak w Hiszpanii, Niemczech i Anglii, będą zgłaszać swoje drugie drużyny do niższych serii rozgrywek.

By zachęcić do stawiania na młode włoskie talenty, wszystkie kluby, które dostarczają piłkarzy do reprezentacji od juniorów młodszych po Under-21, będą rekompensowane finansowo. Związek chce przeznaczyć na to 23 mln euro rocznie. By ograniczyć zalew piłkarzy z zagranicy, w tym sezonie kluby serie A mogą kupić tylko po jednym piłkarzu spoza Unii. Wreszcie, co jest policzkiem dla trenerów 70 tysięcy włoskich drużyn, powstaje osobna, profesjonalna grupa skautów, którzy będą wypatrywać za granicą młodych piłkarzy włoskiego pochodzenia.

Ale na ewentualne efekty tych działań trzeba będzie poczekać kilka lat. Teraz Włosi obawiają się o losy kwalifikacji do finałów ME 2012. Fachowcy uznali grupę z Serbią, Słowenią, Irlandią Północną, Estonią i Wyspami Owczymi za wymagającą, co najdobitniej świadczy o kryzysie włoskiej piłki.

[i]–Piotr Kowalczuk z Rzymu[/i]