W Muzeum Narodowym w Warszawie – największej polskiej placówce muzealnej – od kilku lat dochodzi do konfliktów na linii pracownicy – dyrekcja. W tym tygodniu pracownicy merytoryczni wystosowali list do dyrektora Piotra Piotrowskiego, w którym domagają się jego dymisji.
Prof. Antoni Ziemba, kurator zbiorów nowożytnej sztuki obcej, również przekazał w imieniu wszystkich kuratorów wniosek w tej sprawie Radzie Powierniczej muzeum, bo to ona może zdecydować o odwołaniu dyrektora. Do zamknięcia tego wydania "Rz" jej decyzja nie była jeszcze znana.
Dlaczego pracownicy MN chcą odwołania dyrektora? Zarzucają mu m.in. apodyktyczne zarządzanie placówką, nieliczenie się z głosem pracowników oraz podejmowanie błędnych decyzji kadrowych. Większość z nich nie zgadza się też z koncepcją programową proponowaną przez Piotrowskiego.
– Dyrektor od dawna nie prowadzi z nami dialogu. Nie przyjmuje żadnych argumentów od osób, które w muzeum pracują od lat i którym leży na sercu jego dobro. Doprowadził do konfliktu z niemal całym zespołem – mówi "Rz" Wanda Załęska z zakładowej "Solidarności".
Podwładnych prof. Piotrowskiego niepokoją też planowane przez dyrektora zmiany, m.in. łączenie działów merytorycznych, ograniczenie liczby kustoszy i zredukowanie liczby pracowników działu konserwacji.
Ale ich protest zbiegł się w czasie z otwarciem w Muzeum Narodowym kontrowersyjnej wystawy "Ars Homo Erotica", na której pokazano 250 dzieł sztuki – od antyku do współczesności – dotykających tematyki homoseksualizmu. Ta zbieżność sugerowała związek między tymi zdarzeniami. – Ten zbieg jest zupełnie przypadkowy. Nie wszystkim w muzeum podoba się ta wystawa, ale nie dlatego teraz doszło do protestu – zapewnia Załęska. Jej zdaniem atmosfera na linii pracownicy – dyrektor była już tak fatalna, że trzeba było podjąć działania jak najszybciej. – Rada Powiernicza zbiera się raz na dwa, trzy miesiące. Nie mogliśmy czekać tak długo – mówi Załęska.
Z dyrektorem Piotrowskim nie udało nam się skontaktować. W poniedziałek zapewniał jednak w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej", że sam do dymisji podawać się nie zamierza. – Chcę zreformować muzeum, usprawnić jego pracę, a to wiąże się z reorganizacją działów, zwalnianiem pracowników – mówił Piotrowski. Zapowiadał, że pracownicy muszą się podporządkować jego wizji muzeum.