Okres letni jest najtrudniejszy dla regionalnych centrów krwiodawstwa i krwiolecznictwa w całym kraju. W czasie wakacji wzrasta zapotrzebowanie szpitali na krew, m.in. z uwagi na większą liczbę wypadków, których ofiary potrzebują „czerwonego złota". Trudniej też o dawców, bo rozpoczęły się urlopy. A zapasy do ratowania życia muszą być zawsze.
Obecnie największe niedobory są w grupach krwi minus. Ma ją około 15 proc. populacji. W katowickim RCKiK brakuje ARh-, BRh-, ABRh- i ORh-.
- Oczywiście żelazną rezerwę „minusową" na ratowanie życia mamy. Mogą natomiast występować czasowe braki na zabiegi planowe. By ich uniknąć, powiadamiamy dawców esemesami, że brakuje ich grupy krwi. Około 15 - 20 procent reaguje na komunikat - mówi Aleksandra Dyląg z katowickiego RCKiK.
W gdańskim banku krwi, w którym także są niedobory grup minusowych, dawcy z taką krwią od środy powiadamiani są telefonicznie i proszeni o zgłaszanie się.
- Latem uruchamiamy też krwiodawstwo rodzinne w sytuacjach planowych operacji, by pacjenci nie musieli czekać na przeprowadzenie zabiegu - mówi wicedyrektor RCKiK w Gdańsku Jolanta Juścińska.
W razie potrzeby, podobnie jak wszystkie inne banki krwi, gdański korzysta z pomocy innych jednostek w kraju. - Było tak kilka dni temu, kiedy potrzebowaliśmy krwi do dwóch dużych krwotoków - dodaje wicedyrektor Juścińska.
Na Mazowszu nie zdarzyły się jeszcze drastyczne niedobory grup minus, ale zabezpieczenie banku jest niskie. - Pozostałe grupy są w wystarczającej ilości. Niemniej każdy dawca, który odda teraz krew, jest na wagę złota - mówi Marzena Grędzicka-Przybysz z warszawskiego RCKiK.