Wybór Donalda Trumpa w 2016 r. i opanowanie przez republikanów obu izb Kongresu spowodowały w Stanach Zjednoczonych polityczne trzesienie ziemi, zbiegając się z dwoma niespodziewanymi wakatami w Sądzie Najwyższym. Po niespodziewanej śmierci konserwatywnego sędziego Antoniego Scalii w marcu 2015 r. Obama na kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi mianował liberalnego kandydata Merricka Garlanda. Zdominowany już przez republikanów Senat odmówił jednak procedowania nominacji, twierdząc, iż łamie obyczaje konstytucyjne, mając na celu zabezpieczenie interesów liberalnej lewicy w Sądzie Najwyższym. Taka obstrukcja była wcześniej stosowania przez demokratów wobec republikanów.

Czytaj także: Andrzej Bryk: nieustająca bitwa o amerykański Sąd Najwyższy

Nie po raz pierwszy podniesiono też kwestię postępującego upolitycznienia nominacji. Sam Scalia wskazujący jako główną przyczynę teorię „żywej konstytucji", wytykał degradację procesu zatwierdzania sędziów, zauważając, że wiele stanowisk sędziowskich jest nieobsadzonych, ponieważ nominacje „stały się bardzo politycznie kontrowersyjne. Obie strony szukają sędziów, którzy się z nimi zgadzają, jaka powinna być ta nowa konstytucja którą tworzą". Scalia krytykował traktowanie Sądu Najwyższego jako instrumentu określonej polityki w kontrze do demokratycznie wybranych władz.

Wezwanie, by użyć Sądu Najwyższego wbrew mandatowi demokratycznemu, widoczne było wyraźnie przed wyborami w 2016 r. Znany liberalno-lewicowy konstytucjonalista z Harvardu Mark Tushnet uznał bitwę o jego skład za kluczową dla właściwie urządzonego aksjologicznie społeczeństwa, które Sąd powinien wymusić orzecznictwem i obalając decyzje wstrzymujące „postęp", w szczególności blokujące rozszerzanie tzw. praw reprodukcyjnych, praw osób transgenderowych czy małżeństw tej samej płci. Tushnet uznawał tak rozumianą politykę równościową za nienegocjowalną, usuwając ze sfery publicznej konkurencyjne światopoglądy, szczególnie religijne. Konstytucja miała być tylko narzędziem właściwej polityki społecznej, z sędziami będącymi forpocztą uniwersalnej sprawiedliwości, równości i niedyskryminacji.

Przestraszyli się

Dla Tusneta wojny o kulturę zakończyły się. Przeciwnicy liberalizmu przegrali, będąc zwolennikami irracjonalizmu i bigoterii. Przegranych należy poddać reedukacji, szczególnie gdyby wygrał Trump. „Pamiętajcie, że doktryna konstytucyjna jest sposobem wzmocnienia naszych sojuszników i osłabienia ich sojuszników. Rozprawa z przeciwnikami to twardy kurs, bo bronią spraw, które dla liberałów nie mają żadnego moralnego uzasadnienia. Bycie miłym dla przegranych nie kończy się dobrze. Przyjęcie twardej linii przyniosło dobre skutki w Niemczech i Japonii po 1945 r.(...)". Taka deklaracja jednego z prominentnych przedstawicieli liberalnego establishmentu przeraziła dużą część Amerykanów, w tym chrześcijan. Jeden z komentatorów pisał: „To manifest liberałów, by traktowali jako nazistów wyznawców chrześcijańskich czy konserwatywnych wartości. Skoro konserwatyści przegrali wojny o kulturę, to liberałowie nie powinni się wahać, by wprowadzać swój program przy pomocy sędziów mianowanych w większości przez demokratycznych prezydentów, kiedy nie byli w stanie zwyciężyć w drodze demokratycznej, a przegrani są odpowiednikiem rasistów czy nazistów. Wielu Amerykanów zorientowało się, że liberalni przeciwnicy traktują ich jak lud podbity w kraju okupowanym.

Każda jak bitwa

Dyskusja ta pokazuje, że bitwa o skład sądów konstytucyjnych, nie tylko w Ameryce, stała się częścią współczesnej wojny o kulturę wobec rozpadu wspólnej antropologii Zachodu, a sądy traktowane są jako potencjalne narzędzie inżynierii społecznej legitymowanej konstytucją. Sądy konstytucyjne decydują bowiem coraz bardziej o kształcie życia obywateli w stopniu niewyobrażalnym. Dlatego w Ameryce każda nominacja do Sądu Najwyższego jest traktowana jako bitwa o jego właściwe politycznie i aksjologicznie ułożenie, mająca też gwarantować urzędującemu prezydentowi konstytucyjną „ochronę" jego polityki.

Pierwszym nominowanym przez Trumpa sędzią po śmierci Scalii zatwierdzonym przez Senat był Neil Gorsutch, przeciwnik aborcji, eutanazji i wspomaganego samobójstwa jako praw konstytucyjnych, zwolennik wolności religijnej łącznie z klauzulą sumienia, odrzucający przymus w ustawie o ubezpieczeniach Obamy finansowania przez pracodawców środków aborcyjnych. I głosujący wcześniej za pozbawieniem organizacji aborcyjnej Planned Parenthood publicznych dotacji w związku z ujawnieniem przez nią handlu organami abortowanych dzieci. Gorsuch zapewnia też konstytucyjną ochronę polityki Trumpa, potwierdzając np. zgodność z konstytucją jego zakazu wydawania wiz obywatelom niektórych krajów.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Nigdy nie wiadomo

Obecnie Trump wypełnia wakat po rezygnacji 82-letniego Anthony'ego Kennedy'ego. Chce zatwierdzić swojego nominata Bretta Kavanaugha przed zawsze niepewnymi wyborami uzupełniającymi do Senatu w listopadzie, bo obecnie republikanie mają w nim przewagę jednego głosu i niektórzy z nich mogą głosować przeciw, choć i dysydenci u demokratów są możliwi. Kavanaugh daje szanse na uzyskanie przewagi w Sądzie Najwyższym przez konserwatystów, konstytucjonalistów-oryginalistów. Jego wybór niekoniecznie jednak gwarantuje przwidywalność głosowań w SN. Ustępujący Kennedy mianowany przez konserwatywnego prezydenta Reagana w 1987 r. stał się np. sędzią nieprzewidywalnym. Traktowany był przez intelektualnie najwybitniejszego w Sądzie Scalię z pobłażaniem jako posługujący się „głupio-mądrymi" pojęciami bez związku z tekstem konstytucji. Zarzucano mu też uleganie wpływowym lobby, m. in. feministycznym i homoseksualnym. Bez wątpienia, stając po stronie liberałów, zadecydował o większości w kilku fundamentalnych orzeczeniach. Konserwatystą-libertarianinem okazywał się, np. głosując za likwidacją ograniczenia wydatków na kampanie wyborcze, blokując ograniczenia prawa do posiadania broni czy uznając ograniczanie dostępu do mediów społecznościowych za pogwałcenie wolności słowa.

Autor jest profesorem na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego