Stopa bezrobocia w dalszym ciągu maleje. Gospodarka spowalnia, a jednak coraz bardziej brakuje rąk do pracy. - Brakuje rąk do pracy ponieważ ilość nowych miejsc pracy, które powstały w tym roku to jest 300 tys. Inwestycje, które przyszły w zeszłym i na początku tego roku, wchłonęły bardzo dużą część bezrobotnych – tłumaczy Inglot.
Pełnomocnik zarządu Work Service przypomniał, że ciągle mamy wielką rzeszę osób na emigracji zarobkowej. - 2,4 mln Polaków w tej chwili jest poza granicami kraju. Niesłabnące nastawienie na emigrację w dalszym ciągu się w Polsce utrzymuje. To wszystko doprowadza do samoregulacji rynku – mówił.
Inglot ocenił sytuację w branży prac infrastrukturalnych, które są oparte o dotacje unijne. - Mamy załamanie inwestycji, mamy też zwolnienia grupowe ogłoszone przez wiele wielkich firm. Tutaj widać duże wyhamowanie jeżeli chodzi o ilość miejsc pracy, które tworzy się na poziomie inwestycji – tłumaczył. - Nadwyżka, która się pojawiła wśród pracowników budowlanych z sektora inwestycyjnego, została wchłonięta przez bardzo szybko rozwijające się budownictwo deweloperskie – dodał.
Prognozował, że gdyby wzrost PKB spadł poniżej 3 proc., oznaczałoby to początek problemów na rynku pracy. - Jeżeli nie poprawią się statystyki dotyczące produkcji przemysłowej to bezrobocie może zacząć rosnąć pod koniec III i w IV kwartale przyszłego roku – ocenił Inglot.
Gość programu przyznał, że pracownicy z Ukrainy są remedium na nasz rynek pracy. - Milion osób z Ukrainy jest w tej chwili w Polsce. To jest emigracja komplementarna. Pracownicy z Ukrainy pracują tam, gdzie nie ma Polaków – mówił. - Dzięki pracownikom z Ukrainy mamy normalny, dość szybki wzrost wynagrodzeń, ale nie taki, który by nam zadusił możliwości polskich pracodawców. Dzięki temu też nie rośnie nam konkurencja płacowa między pracodawcami – ocenił.
Inglot wyliczył, że odsetek gotowych do wyjazdu za granicę mógłby spaść do zera, gdyby płaca minimalna wynosiła 3,5 tys. zł na rękę. - W tej chwili mamy pracę minimalną na poziomie 1,2-1,3 tys. zł. Czyli musiałaby trzykrotnie wzrosnąć płaca wśród najniżej wykwalifikowanych, bo tam jest największe niedoszacowanie na poziomie wynagrodzeń – podsumował.