Zmarły 6 listopada raper Pono miał utwór, którego tytułu nie mogę zacytować. Tłumacząc z nieparlamentarnego: „Macham na to ręką”. Przekaz jest mi bliski: „Bo chodzi o to, by się spróbować zdystansować, to jest motto”. I dalej: „Do niczego się nie zmuszam; chcę, to się wybijam, nie chcę, no to się nie ruszam”.
U Łony i Webbera był z kolei refren: „Kiedy wszyscy wokół ciebie równiuteńko idą, przyjacielu, ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość”. Pozostając wśród klasyków, w „Stowarzyszeniu umarłych poetów” Petera Weira jest zaś scena, w której John Keating (Robin Williams) prosi część uczniów, by maszerowali, podczas gdy pozostali mają klaskać. Jeden z nich staje z boku: „Korzystam z prawa do niemaszerowania”, mówi. „Załapałeś”, odpowiada nauczyciel, bo była to lekcja o (nie)podążaniu za tłumem.
Za największy luksus uważam dziś, po pierwsze, mieć własne zdanie, po drugie, nie mieć zdania wcale.