Marek Migalski: Niby Razem, ale ciągle z boku

Adrian Zandberg i jego partyjne koleżanki oraz koledzy lada moment podzielą los Leppera, Palikota i Kukiza.

Publikacja: 29.11.2023 03:00

Adrian Zandberg i Dorota Olko z partii Razem

Adrian Zandberg i Dorota Olko z partii Razem

Foto: Fotorzepa, Jakub Czermiński

Jak głosi pewne czerstwe nieco powiedzenie, nie można w tym samym czasie być w ciąży i w niej nie być. Liderzy partii Razem postanowili jednak, że oni tego spróbują. Na ich korzyść działa to, że są odważni. Na niekorzyść fakt, że kilka innych ugrupowań już próbowało tej sztuki – z fatalnym dla siebie skutkiem.

Dziwaczna decyzja

Gremia kierownicze Razem zdecydowały, że formacja poprze nowy rząd, ale do niego nie wejdzie. Już samo to jest konstrukcją nieco dziwaczną, bo oznacza, że partia będzie ponosiła odpowiedzialność za działanie gabinetu, ale nie będzie miała żadnego praktycznie wpływu na jego działania. Nie uczestnicząc w pracach nowej rady ministrów, Adrian Zandberg, Magdalena Biejat oraz ich koleżanki i koledzy pozbawiają się bowiem możliwości kształtowania jej aktywności. Można zachodzić w głowę, jakie kalkulacje stały za tą kuriozalną decyzją. Oficjalnym powodem jest to, że w przedstawionym programie rządu nie znalazły się postulaty „razemkowców”. Jeśli tak, to oczywistym rozstrzygnięciem powinno być przejście do opozycji.

Czytaj więcej

Dlaczego partia Razem nie wejdzie do rządu Tuska? Adrian Zandberg tłumaczy

I to miałoby jakiś polityczny sens, bo krytykowanie gabinetu Donalda Tuska z lewicowej flanki mogłoby w dłuższej perspektywie przynieść polityczne i sondażowe frukta. Wszak już teraz widzimy, że radykalne postulaty Lewicy nie pojawiły się w umowie koalicyjnej i pewnie w ciągu najbliższych kilku lat znajdzie się wiele lewicowych postulatów, które nie zostaną zrealizowane przez nowy rząd. Atakowanie zatem z tej strony nowego układu byłoby sensowne, bo z drugiej, prawicowej będzie on obiektem krytyki przez aż dwie partie – PiS i Konfederację.

Polacy nie lubią „konstruktywnej” opozycji. Jedyna, jaką akceptują, to opozycja „totalna”

Ale Razem zdecydowało się na popieranie rządu, ale bez wchodzenia do niego. Nie znajdziemy więc reprezentantów tej formacji wśród ministrów, co jest naprawdę dziwne, bo za pomocą jakich środków ugrupowanie to ma zamiar zyskiwać sympatię społeczną? Wszak gdyby jej reprezentant w przyszłości odpowiadał za sprawy społeczne, to właśnie tej formacji beneficjenci transferów socjalnych mogliby być wdzięczni. Gdyby zaś Razem rządziło w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, to mogłoby ono skutecznie wpływać na badania, ale także na sympatie setek tysięcy studentów i pracowników uniwersyteckich. Jednak partia skutecznie pozbawiła się takich narzędzi. Doprawdy, dziwaczna decyzja.

Opozycja, ale jaka?

Co jeszcze gorsze z punktu widzenia przyszłości Razem, losy innych ugrupowań, które próbowały być i nie być w rządzie (albo raczej – być i nie być w opozycji), są raczej smutne. By nie sięgać do lat 90. ubiegłego wieku, wystarczy przypomnieć sobie historie bardziej współczesnych formacji, takich jak Samoobrona, Liga Polskich Rodzin, Ruch Palikota, Nowoczesna czy Kukiz15. Szczegółowa analiza ich wzlotów i upadków przekracza ramy artykułu publicystycznego, ale w skrócie można do tych podmiotów zastosować wspólny mianownik – wszystkie one starały się być czymś na wzór „konstruktywnej” opozycji: pierwsze dwa wobec rządu PiS, następne dwa w stosunku do gabinetów Tuska, a ostatni ponownie wobec PiS. Efekt w każdym przypadku był ten sam – spektakularna porażka. Oczywiście, każdy casus miał także swoiste i odrębne przyczyny, ale właśnie owa chęć pozostawania pomiędzy władzą a opozycją łączyła wszystkie te ugrupowania. Polacy nie lubią „konstruktywnej” opozycji. Jedyna, jaką akceptują, to opozycja „totalna”. Pisałem o tym wielokrotnie, także na łamach „Rzeczpospolitej”. Być może to smutny fakt, ale jednak fakt. A z nimi politycy powinni się liczyć.

Sfera urojeń

I tu wracamy do Razem. Decyzja Zandberga, Biejat et consortes prowadzić będzie partię do śmierci. Zwolennicy rządu będą mieli do niej pretensje, że stanowi piąte koło u wozu i jest „troublemakerem”, a przeciwnicy i tak uznają ją za część „lewacko-liberalnego układu”. Nie da się tak prowadzić działalności politycznej, by zarazem czerpać profity ze sprawowania władzy, ale nie ubrudzić sobie rączek trudnymi decyzjami. Tym bardziej że za chwilę zaczną się jakieś dezercje z obozu Zjednoczonej Prawicy i owe dziewięć szabel, którymi w parlamencie dysponuje Razem, będzie znaczyć jeszcze mniej niż obecnie. Jeśli zatem Zandberg i Biejat nie chcą powtórzyć losów Leppera, Palikota czy Kukiza, muszą albo wejść do rządu na sto procent, wziąć odpowiedzialność za jakiś resort i zacząć realizować choćby cząstkę swego programu, albo wyjść z niego i z całą mocą atakować Tuska i Czarzastego za zdradę lewicowych ideałów w sferze aksjologicznej i ekonomicznej.

Czytaj więcej

Roch Zygmunt: Partia Razem musi postawić na samodzielność

Pozostawanie w stanie półciąży jest pozostawaniem w sferze urojeń. A z niej trudno uprawiać realną politykę.

Autor jest politologiem, prof. UŚ

Jak głosi pewne czerstwe nieco powiedzenie, nie można w tym samym czasie być w ciąży i w niej nie być. Liderzy partii Razem postanowili jednak, że oni tego spróbują. Na ich korzyść działa to, że są odważni. Na niekorzyść fakt, że kilka innych ugrupowań już próbowało tej sztuki – z fatalnym dla siebie skutkiem.

Dziwaczna decyzja

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Publicystyka
Jacek Czaputowicz: Interwencja Boża w wybory w Ameryce
Publicystyka
Paweł Kowal: W sprawie Ukrainy NATO w połowie drogi
Publicystyka
Łukasz Warzecha: Przez logikę odwetu Donald Tusk musi za wszelką cenę utrzymać się u władzy
Publicystyka
Groźny marsz Marine Le Pen
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Publicystyka
W Małopolsce partia postawiła się Jarosławowi Kaczyńskiemu. Czy porażkę można przekuć w sukces?