[b]N[/b] – jak nuda. Każdy zwykły alfabet zaczyna się nie od tej litery. Jednak obserwujemy wyjątkowo nienormalną kampanię wyborczą, więc trzeba zacząć od czegoś innego. Zatem: N jak nuda.

[b]A[/b] – jak autorytety. Czyli ludzie, którym wolno dużo więcej niż zwykłym obywatelom. Z definicji wspierają tylko jednego kandydata, inni nie powinni nawet na to liczyć. Zresztą autorytet wspierający pozostałych kandydatów przestaje nim być. Jak rozpoznać oryginalny, niepodrabiany autorytet? Należy się zapoznać z listą uczestników spotkania w warszawskich Łazienkach 16 maja 2010r. oraz z ich wypowiedziami na temat kandydata strony przeciwnej.

[b]B [/b]– jak Bartek. Rosnący w Świętokrzyskiem dąb Bartek jest ponoć najstarszym i największym drzewem w Polsce. Ma prawie 1000 lat i został posadzony przez Jarosława Kaczyńskiego. Tak przynajmniej wynika ze spotu kandydata PiS. Sztab kandydata PO nie zdezawuował tej wiadomości, koncentrując się na pokazywaniu w swoich spotach równie czcigodnej czereśni. Owoce z tego drzewa jadła matka Bronisława Komorowskiego, nosząc w swym łonie obecnego p.o. prezydenta.

[b]C[/b] – jak ciamciaramcia. Według Romana Giertycha taki jest kandydat PO. Nie wiemy, jaki według kandydata jest Giertych, ale tak się składa, że wyborcy zauważają w sondażach ciamciaramcię Komorowskiego, a całkowicie zapomnieli o „twardzielu” Giertychu.

[b]D[/b] – jak debata. Patrz: nuda, uniki.

[b]E [/b]– jak euro. Czy pamiętacie państwo wypowiedź Donalda Tuska z września 2008 r., gdy zapowiedział w Krynicy, że w 2011 r. wejdziemy do strefy euro? Zatem jeszcze tylko pół roku i żegnaj złotówko. W tej kampanii wszyscy kandydaci zostali odpytani z euro. Niepotrzebnie. Przecież termin jest już znany. – Do strefy euro powinniśmy dołączyć wówczas, gdy gospodarka europejska będzie się rozwijała szybciej od polskiej – wypowiedział się w tej sprawie zmiennik Tuska w kampanii prezydenckiej. A powinno być inaczej?

[b]F[/b] – jak frekwencja. W drugiej turze będzie niższa niż w pierwszej. To jedyna kwestia, w której można zaufać sondażom.

[b]G[/b] – jak gajowy. „Kaczyński, Napieralski i Pawlak już byli w ogródku, już witali się z gąską... A tu przyszedł gajowy z dwururką i wszystkich pogonił” – chłodna, bezstronna recenzja debaty w TVP w „Gazecie Wyborczej”. Zupełnie bez związku z coming out jej naczelnego, który już na początku kampanii wyjawił, na kogo będzie głosował.

[b]H[/b] – jak happening. Podobno Andrzej Olechowski zorganizował coś takiego. Wiadomo o tym zdarzeniu tyle samo, co o całej aktywności kandydata Stronnictwa Demokratycznego.

[b]I[/b] – jak iPad. Według Waldemara Pawlaka każdy uczeń powinien to dostać od państwa. Za darmo. Hasło nie chwyciło i rodzice uczniów nie chcą głosować na kandydata ludowców. Być może gra jest o co innego – zostać autoryzowanym przedstawicielem na Polskę. To robota bardziej prestiżowa niż bycie koalicyjnym wicepremierem.

[b]J[/b] – jak Jurek. Marek Jurek, jest taki kandydat. Są też Bogusław Ziętek, Kornel Morawiecki, Janusz Korwin-Mikke i Andrzej Lepper. O ile kogoś to interesuje.

[b]K [/b]– jak kaszaloty. – Dunki nie są najpiękniejsze, ale te z okrętu wojennego to były kaszaloty – według niektórych najlepszy kawałek z „The best of Bronisław Komorowski”. Wypowiedź spotkała się z życzliwym milczeniem ambasady Królestwa Danii, środowisk feministycznych, autorytetów oraz obrońców wielorybów.

[b]L [/b]– jak Londyn. Miejsce wyborczych pielgrzymek kandydatów podkreślających swoją więź z młodzieżą. W obecnej kampanii, i to w ten sam dzień, udali się tam Grzegorz Napieralski i Bronisław Komorowski. Kandydat SLD spotkał się z pustą salą, zaś kandydat PO z atrapą penisa.

[b]Ł[/b] – jak łagodność. Niezwykle łagodny charakter kampanii podkreślają wszyscy komentatorzy. Świadczy o tym też język jej uczestników: – Kaczyński (...) sprawia wrażenie psychopatologicznego mordercy – ocenia Janusz Palikot. – Czy to ma być Polska podejrzliwców, (...) prowokatorów, agentów i żigolaków? – pyta Władysław Bartoszewski. – To jest wojna domowa! – diagnozuje Andrzej Wajda.

[b]M[/b] – jak modelki. Grzegorz Napieralski zdobył poparcie dwóch modelek i dwóch piosenkarek. To dowód na to, że choć w tych wyborach nie startuje żadna kobieta, to bez nich nic by się nie udało. Bez Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i Joanny Muchy Komorowski nie wiedziałby nawet, że ma sztab wyborczy. W podobnej nieświadomości żyłby Kaczyński, gdyby nie Joanna Kluzik-Rostkowska i Elżbieta Jakubiak. Swoje piętno wywarła też prof. Staniszkis, jak lwica broniąca kandydata PiS. Za to prof. Środa jeszcze milczy.

[b]O [/b]– jak osy. Gniazdo os to, według Komorowskiego, TVP. Trzymając się tej retoryki, pozostałe stacje telewizyjne muszą być dla niego ulami ociekającymi miodem. Co ładnie ujął popierający go Andrzej Wajda: – Mamy przyjaciół w TVN, wspiera nas też druga prywatna telewizja. Ale aby być sprawiedliwym, inny przyboczny Komorowskiego, dyrektor biura prasowego Sejmu Krzysztof Luft (tak, ten od Buzka), zapowiedział zemstę na portalu TVN24 za kolekcjonowanie wpadek jego szefa.

[b]P[/b] – jak powódź. Malowniczy entourage dla kandydatów. Cenione były zdjęcia na wałach, wśród strażaków i przerażonych powodzian. Pionierem był Napieralski. A ponieważ ładnie wyglądał w strażackiej kurtce, jego tropem poszli i marszałek Sejmu, i prezes PiS.

[b]R[/b] – jak Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Dawno zapomniana instytucja, która po odkurzeniu okazała się doskonałym miejscem wyborczego lansu. Niezadowolony jest tylko Kaczyński, który ukazuje na posiedzeniach RBN swoją starą twarz (to a propos pytania, czy naprawdę się zmienił). Pozostali są zadowoleni, bo telewizje pokazują ich w ładnych wnętrzach Belwederu. A tam nawet Wojciech Jaruzelski wyglądał jak mąż stanu.

[b]S[/b] – jak sisters. 2sisters – dwie blond bliźniaczki, które zamiast poprzeć Kaczyńskiego, wsparły Napieralskiego. Śpiewają mu pieśń „Są nas miliony”. Z treści nie wynika, kim lub czyje są te miliony.

[b]T[/b] – jak tura. Wygrana w pierwszej turze jest celem, wyzwaniem i marzeniem sztabu Bronisława Komorowskiego. – Bijemy się o „Złotą patelnię”! – to nie jest cytat z żadnego ze sztabowców, lecz z filmu „Miś” Stanisława Barei. Jednak nic lepiej nie oddaje starań sztabu PO o wygraną w pierwszej turze. Zwłaszcza że jakość tych działań przypomina standard obsługi kelnerskiej z filmów Barei.

[b]U[/b] – jak uniki. Patrz: debata.

[b]W[/b] – jak wpadka, wąsy lub wzrost. Te poważne tematy zdominowały debatę publiczną w czasie kampanii. Jak od dawna wiadomo, wzrost i zarost kandydatów są dużo ważniejsze od ich kompetencji.

[b]Z[/b] – jak zwierzęta. Kolejny strategiczny problem polskiej polityki. Czy prezydentem może być osoba strzelająca do zwierząt? Albo osoba hodująca zwierzęta futerkowe? Odpowiedź na te pytania zdaje się rozwiązaniem wyzwań stojących przed Polską w XXI wieku.

[b]Ż[/b] – jak żubr. Włodzimierz Cimoszewicz, niezbadany do końca fenomen polityczny z okolic Puszczy Białowieskiej, swe lewicowe serce oddał konserwatywnemu Bronisławowi Komorowskiemu. Nie wiadomo, czy jego decyzja była konsultowana z pułkownikami Brochwiczem i Miodowiczem oraz Anną Jarucką. Jeśli tak, to trzeba przyznać, że najbardziej sugestywnym hasłem tej kampanii jest slogan Komorowskiego. Czyli „Zgoda buduje”.